RSS
wtorek, 28 listopada 2017

Sytuacja jest rozwojowa, rzekłabym. Nasi cudni chłopcy z Litwy prawdopodobnie przecięli nam kabel elektryczny doprowadzający prąd do kuchni, jak robili sufity, tak nam to zinterpretował pan elektryk. Dowiedzieliśmy się tego za 102 euro, przywrócenie prądu w kuchni będzie nas kosztowało dalsze ... uwaga uwaga ... 3000 euro. Albo 4000. Tak nam powiedział.

Kurtyna, oklaski.

Przyszedł również pan od licznika i powiedział, że święta przyszły wcześniej dla nas - mamy zepsuty licznik i nie nabija zużycia. Nie mógł tego naprawić na miejscu, kazałam mu wyjść i wrócić wiosną;D

Ale po jakimś czasie przyglądania się licznikowi odkryliśmy, że wprawdzie końcówka się nie przekręca (ostatnie trzy cyfry się nie zmieniają), ale za to pierwsze dwie się zmieniają. O-O 

Poza tym wczoraj zrobiłam na rowerze 14 km - do pracy, na inne zajęcia i z powrotem.

A dzis tylko 11, do pracy i z powrotem. Luzik. Będę zdrowa i zgrabna do końca życia:)

22:44, inny_glos
Link Komentarze (4) »
niedziela, 26 listopada 2017

Trzy pierwsze dni w nowym domu w telegraficznym skrócie: piździ. 

Jest naprawdę kurcze zimno i już martwi mnie przyszły rachunek za gaz - grzejemy prawie non-stop, co tutaj na wyspach jest niebywałe (nie to co w Polsce, gdzie hoho grzeje sie!). Trafiliśmy na pierwsze większe oziębienie, temperatury oscylują blisko zera, a czasem spadają poniżej, co jak na Irlandię jest bardzo mało. Pojedyncze okna, nieocieplone, betonowe ściany i - co odkryłam po drugiej nocy w wyziębionym pokoju - dziury na strych w suficie naszej sypialni, przez które po prostu wieje, wyraźnie czuć zimny prąd powietrza. Jakoś przezimujemy, ale wymiana okien i ocieplenie budynku to po prostu konieczność, widzę to teraz jasno. 

Oprócz tego bałagan straszliwy, życie upływa nam na szukaniu czegoś w kółko, ja przeziębiona, a najbardziej w nowym domu podoba mi się czarny pokój (były pokój kupa). W nim chowam się i szukam ukojenia, bo oprócz tego, że jest cudny i mały, czytaj: łatwy do ogrzania, to jedynie w nim jest na czym usiąść (nie licząc łóżek). Wszędzie pudła i czarne worki na śmieci, w które pakowaliśmy jak się na skończyły pudła. Nic nie mogę znaleźć, wszystko zabiera trzy razy więcej czasu.

Kontakty w kuchni nie działają, więc pralka nie działa, lodówki jeszcze nie dowieźli, Ikea nam nie wysłała jednej części do Morinki łóżeczka i Morinka nadal śpi z nami. Przynajmniej jest ciepło, bo z wysypianiem się jest różnie;) Jedzenie trzymamy w szopie na ogrodzie, mleko na dworze, wodę gotujemy na podłodze w dużym pokoju, kuchenka gazowa się gibie i ja się jej boję. Wszystko jest pokryte pyłem z cyklinowania i jak coś upadnie na podłogę, to już koniec, bo jest całe w farfoclach, farfocli jest zdecydowanie więcej, jeśli są to czarne eleganckie spodnie do pracy. A licznik do gazu strasznie głośno cyka, tak głośno, że słychać go w naszej sypialni. 

Trzymajcie za nas kciuki, to prawdziwy koniec świata, a pierwszej nocy, jakże adekwatnie, śnił mi się antychryst, że zbiera polityczny kapitał. Także ten, nie wiem.

22:22, inny_glos
Link Komentarze (6) »
czwartek, 23 listopada 2017

Dorywam sie do kompa, kiedy tylko znajduje chwilke czasu, bo inaczej bym juz w ogole nic nie pisala - tym razem udaje mi sie na zajeciach w klasie, studentka cicho pracuje nad swoimi sprawami, a ja pisze, bez ogonkow, bo z Appla - nie cierpie systemu.

Wreszcie dotrwalismy i dzis jest ten dzien, Mi z Mo juz na nowych smieciach, ja jeszcze w szkole, Adek na studiach, nie widzialam jeszcze domu po ostatnich poprawkach chlopakow z Litwy i bardzo juz jestem 

17:07, inny_glos
Link Komentarze (7) »
środa, 22 listopada 2017

Już miało być dzisiaj, ale nie. Nie damy rady - nie wiem jak to się stało, ale kiedy zabieralismy wszystkie graty zostało jeszcze krzesło. I lampa. Rzeczy stają się niewidzialne, jak się zadomowią. jak osiądą wreszcie na swoich włościach. I tak krzeslo i lampa załatwily, że nie zmieścimy się do taxi, obdzwonilam wszystkie firmy przeprowadzkowe i albo życzą sobie dziwnych pieniędzy albo nie mają wolnych samochodów na dziś. A zatem jutro. 

A ja się do tego rozkładam dokumentnie, chyba załapałam jakieś świństwo od Mo.

Przeszłam na ciemna stronę mocy i oto mój czarny pokój (wcześniej znany jako 'pokoj kupa' tu jeszcze nie skończony):

 

Jestem zachwycona. Jeszcze tylko zapolujemy na starociach na jakiś ładny kominek (bywają po 50 euro). Do tego miedziane lampy i błękitny dywanik. Mamy już brazowo-miedziana sofę. Drewniane biurko. Błękitne krzesło. Albo odwrotnie, widzicie już całość?

Podłogi to mój luksus, ale wcale nie wyszły najdrożej. Najwięcej nas kosztowało usunięcie sufitow z azbestem farba, a potem zrobienie nowych, już bez. Przy tym chcieliśmy trochę wyciszyć te sufity, wsadzić trochę wełny mineralnej i zamontować resilient bars, skoro i tak już je robimy i to pochłonęło jedna czwarta całego budżetu. Potem się okazało, że siadł stary boiler - wiedzieliśmy, że jest do wymiany, ale mieliśmy jeszcze nadzieję na rok-dwa. A to już, i dwa i pół tys. euro. (Ale za to teraz mamy ciepła wodę NA ZADANIE - kto mieszkał w Irl, ten wie, że to nie jest oczywiste. Generalnie woda się tu nagrzewa , jak się grzeją kaloryfery, w lecie można nagrzewać....

 

 

22:43, inny_glos
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 20 listopada 2017

A jednak nie zdołaliśmy się przeprowadzić, Morinek na granicy choroby, praca, sprzątanie starego mieszkania - wszystko to sprawiło, że jeszcze ciągle na starych śmieciach. Ciężko się żyje tak na dwa domy, gdzie wszystko już TAM, a my jeszcze TU, wieczne szukanie czegokolwiek, bluzki do pracy, eleganckich butów, dokumentów pewnych, sweterka Mo i tak dalej. 

W sobotę Mi pojechał tam z przedostatnią partią rzeczy - ciuchy, zabawki, naczynia, torby i torebki, sprzęt kuchenny i tak dalej i tak dalej, a ja z Mo po drzemce jeszcze musiałam zahaczyć o sklep z kibelkami (kibelek kupiony!), bo skoro właśnie jest szansa wymiany starego tak przy okazji i nie jest to bardzo drogie, to chcieliśmy mieć swój. Nowy. No wiecie;) A okazją tą jest robienie kafli na podłodze w łazience - decyzja ostatniej chwili, w ogóle tego nie planowaliśmy, ale kiedy podnisłam tydzień temu linoleum pokrywające podłogę, żeby zobaczyć, czy jest może tam cudna stara podłoga, którą by można wycyklinować (znacie mojego bzika!) oczom moim ukazały się żółto-brązowe zacieki na sklejce górnej, położonej na sklejce dolnej. Zdjęcia wam oszczędzę;) Podjęliśmy zatem szybką decyzję po konsultacji z naszym litewskim specem od remontów i od wczoraj MAMY NOWĄ PODŁOGĘ!

Voila!

IMAG1195

Jeszcze nieskończona tutaj, ale widzicie te cudne betonowe marokańskie kafle? 

A z kaflami było tak: trzy dni temu o 7 wieczorem dzwoni na moją komórkę facet, że ma 100 kilo kafli i stoi pod moim domem, tym w którym jeszcze nie mieszkamy. Sklep, w którym je kupowałam nie wysłał mi maila z datą dostarczenia przesyłki;D Ja w domu z Morinkiem, Mich w pracy, Ad w szkole, 100 kg kafli w Ballyfermot. Ani zostawić przed domem, bo cenne, ani przywieźć tutaj, bo jak my to potem przewieziemy z powrotem? Rowerem?

A 100 kilo, bo te kafle takie ciezkie - jeden wazy ponad kilo!

Kafelki na ścianach zostawiamy, pomaluję je tylko farbą (są już takie wynalazki) na biało i granatowo na górze. W dalszych planach jest zrobienie wanny, ale to za rok-dwa.

Podłoga w dużym pokoju też już zrobiona, bo wie wiem, czy wam pisałam, że kiedy podnieśliśmy panele odkryliśmy, że połowa podłogi została zalana cementem i nijak nie da się jej cyklinować. Druga połowa była w tragicznym stanie, ze sklejką i ogromnymi dziurami w deskach zbutwiałych od przeciekających kaloryferów w dalekiej przeszłości, wygládalo to tak:

received_1721132317920975

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Musieliśmy zatem położyć nowe deski na stare z betonem, wybraliśmy takie najtańsze z najtańszych, proste sosnowe drewno, które potem pan wycyklinował i polakierował. I proszę bardzo:

received_1739661789401361

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 A to "kupa pokój" - w przeszłosci i po wycyklinowaniu podłóg (ale przed malowaniem, ale nie zwracajcie uwagi na kolory podkręcone przez pana-od-podłóg):

received_1721496044551269

received_1721496124551261

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Podłogi są jak widać moim hoplem. Nie wymieniliśmy okien - mimo, że jednoszybowe (uwierzycie?), nie kupujemy drogich mebli, nie zmieniamy kuchni, ale podłogi to mój luksus, a pamiętajcie, że każdy sobie moze wybrac jeden luksus;)

I mówię wam, jakbym głosiła dobrą nowinę, jakbym nawracała niedowiarków - szlachetne podłogi zmieniają cały dom! Nadają szyku, sznytu, szlachetności i klasy.

15:25, inny_glos
Link Komentarze (5) »
sobota, 18 listopada 2017

Ciężko się pisze z Mo na kolanach. Właśnie zasnela, przeziębiona, więc daję jej pospac. Choć tak bardzo już bym chciała pojechać do naszego domu (wciąż jeszcze brzmi to niemożliwie!) bo WŁAŚNIE SIĘ PRZEPROWADZAMY. Jeszcze dziś spimy tu ostatni raz, a jutro już tam. Podłogi zrobione, ściany też, jeszcze tylko male drobiazgi chłopaki nam jutro dokończa (TOALETA! kafelki na podłodze w łazience) i już. Jeśli nie liczyć powolnego odgrzebywania się z pudel i worków.

15:06, inny_glos
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 30 października 2017

Boze, Los Malos Azbestos jest za nami! Wczoraj skończyli panowie w kosmicznych ubrankach usuwać nasze trzy sufity, trochę żałuję, że mnie nie było przy tej całej operacji, bo mogłabym ich trochę pokontrolować, a jeśli chodzi o azbest to nic mnie nie zatrzyma przed kontrolą. No ale cóż. Wysłałam męża, coby trochę podejrzał jak to robią, ale mężu zrozumiał, że chcę skontrolować ich PO pracy, a nie w trakcie, no proszę, jak mógł coś takiego wykoncypować, co mnie obchodzi po pracy, W TRAKCIE było dla mnie ważne - czy zakładają ubranka, czy robią to na mokro, czy podwieszają folię pod sufitem, na którą caly pył spada - czy olewają jakąś zwariowaną paniusię i jadą równo zrywając sufit na żywca. No ale cóż. Tak się długo zbierał, że oczywiście skończyli zanim do nich dojechał. I teraz to nie wiem. I muszę im zaufać, że to zrobili porządnie (a wzięli za trzy sufity 1500 euro!). No ale wiadomo, że im nie ufam. Ech. Czytam więc obsesyjnie różne artykuły naukowe o tym azbeście, szczęście takie, że to tylko podobno 4% chryzotilu w farbie, podobno nie taki ten biały azbest straszny, jak inne itd itp, ale przyznać muszę, że moja nerwica dostała mnóstwo pożywki do rozwoju. 

A nasze sufity wyglądają tak:

sufit_dp

To jest duży pokój.

Mały: 

sufit_mp

Ta wełna mineralna ma prawie 80 lat! Będziemy wymieniać - chcę jeszcze przy okazji wyciszyć trochę te podłogi, bo one STRASZNIE STUKAJĄ. Taka konstrukcja drewniana, typowa dla wszystkich irlandzkich domów, charakteryzuje się tym, że każde stąpnięcie na górze to głośne tupnięcie słonia, przejście od łóżka do szafy to prawdziwy spacer słoni. Spróbujemy zatem wymienić wełnę mineralną i zamontować jeszcze coś, co się nazywa resillience channel, czyli taki metalowy pręt, który ma rozpraszać fale dźwiękowe. Zobaczymy.

Ale góre mamy skończoną i nie mogę się nią nacieszyć:) Oto pokój Adziarza:

pokoj_adkaMa ten dodatkowy plus, że jest od południa, co wyraźnie widać.

Ale oznacza to, że nasz jest od północy, no cóż, nie ma wyjścia:) I tak będziemy mieli ładnie.

Wejście do naszych dwóch pokoi:

nasze_pokoje

 A wczoraj zrobiliśmy jedną z najpilniejszych rzeczy: powiesiliśmy huśtawkę na naszym drzewie:

husta

14:06, inny_glos
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 16 października 2017

Praca w nowym domu posuwa się do przodu, co prawda nie naszymi rękami i kosztuje nas to trochę, ale na razie nie mamy żadnej innej możliwości i bardzo się cieszymy, że w ogóle mamy jakąś. W miniony weekend pan od podłóg skończył górę i muszę, po prostu muszę wam pokazać efekty! 

Podloga w naszej sypialni po zdjęciu wykładziny:

I u Adziarza:
podl_mal1

W trakcie naprawy:
pod_m_a1

(czy widzicie cudny modernistyczny kominek? trzeba by trochę odnowić, ale ...)

I po naprawie, cyklinowaniu i lakierowaniu:

A to pokój Adka:

I tak pierwsza duża robota za nami, a raczej za panami z Rumunii i bardzo miłym fachowcem panem Alexem, który przy okazji ZABRONIŁ nam wymieniać wewnętrznych drzwi i listew przypodłogowych, które okazały się świetnie zachowanymi prawie antykami - bo mają prawie 80 lat.

 

21:20, inny_glos
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 09 października 2017

Tutaj łazienka:

Niestety, wygląda ładniej na zdjęciach niż w rzeczywistości - to co widac na podlodze, to linoleum, nie kafelki, ale nie jest źle. Łazienka musi na razie zostać jaka jest.

A oto pokój kupa:

Pomalowany najobrzydliwszym chyba odcieniem beżu po tapetach z wypukłym wzorem, pod którymi - rzecz oczywista w Irlandii - grzyb! Na tej ścianie pod oknem. Nic dziwnego - nie ogrzewana ściana od północy w niepodpiwniczonym domu. Ale już wymyślilśmy, że przesuniemy kaloryfer pod okno, uprzednio traktując ścianę farbą antygrzybiczną.

Sypialnia nasza:

I sypialnia Adziarza:

Pod tymi wykładzinami są stare deski podłogowe, które właśnie będzie mi pan w środę cyklinował i lakierował.

A oto najpiękniejsza częśc domu:

Malusi ogródek. To jest jakieś 70 m2 czyli naprawdę maleństwo, ale nawet nie wiecie, jak pięknie sobie go zrobię!

11:39, inny_glos
Link Komentarze (4) »

Chyba się muszę przyłączyć do powszechnego poczucia gonienia zaiwaniającego czasu. A zatem zaiwania. Tak, że zanim sobie w głowie ułożę notkę, następuje zmiana dekoracji i notka mi pasuje jak sukienka z czasów ciąży. Czyli wiadomo. 

Dom kupiliśmy. Ten właśnie, wobec którego mieliśmy poczucie, że 'to może ten'. Ani wypasiony, ani zrujnowany, coś po środku, skromny, ale porządny, wymagający jakiś napraw i udogodnień, ale taki, w którym można zamieszkać od zaraz. Bardzo nam się spodobało, że jest tzw. 'end of tarrace', czyli moja chata skraja, na brzegu ciągu podobnych domków, co oznacza, że ma boczne wejście do ogrodu, czyli nie musimy wprowadzać rowerów do ogrodu przez środek domu. Walka była zażarta, bo zapłaciliśmy 20% powyżej ceny wywoławczej, właściwie maximum tego, czym dysponowaliśmy i jeszcze dorzuciliśmy całe 2 tysiące z roboty, która nam się akurat trafiła na wakacje. Ale widzieliśmy dużo innych domów i wszystkie szły podobnie do góry, a jeśli nie szły, to z konkretnego powodu - były na przykład przy ruchliwej ulicy, albo z wiecznym cieniem w ogrodnie, bo sąsiedzi wystawili sobie dobudówkę zasłaniającą całe słońce itd. Nasz dom miał dużo cech, które właśnie szukaliśmy - cicha uliczka, zaciszny ogród, dwa pokoje na dole (nie jedna jadalnio-bawialnio-kuchnia), dobudówka ale z tzw. jasnym aspektem, to znaczy, że zostawiono jedno choć okno w living roomie (a nie jest to wcale tak oczywiste - widziałam domy ciemne pieczary, gdzie z korytarza się wchodziło do pomieszczenia bez okien, doświetlonego jedynie światłem z dobudowanej kuchni). Dom był częścią wielkiego planu budownictwa społecznego z lat 50tych i 60tych w Irlandii. Jest malutki (71m2) i jak wszystkie domy tutaj nie podpiwniczony, co trochę mnie niepokoi w kontekście wyrzucenia w kosmos wykładziny z dołu i wycyklinowania starych, oryginalnych desek sosnowych, z których zrobione są podłogi w tych domkach. Kocham stare drewniane podłogi, tylko obawiam się, że nie bez kozery prawie zawsze są one przykryte wykładziną.

A zatem witajcie w moich progach: 

Pozwólcie, że was oprowadzę.

Właściciele (wynajmujący?) mieli iście diabelski gust i cały dom jest w odcieniach piekielnej czerwieni. 

Zapraszam do living roomu:

Sofa swoim hiszpańskim temperamentem pasuje do korytarza, tak samo, jak bycze skórzane krzesła i fotel. 

Inne ujęcie tego samego pokoju, w lewym rogu 'cudny' kominek z (oczywiście) gazowym paleniskiem, na prawo wejście do kuchni i wspomniany 'jasny aspekt', czyli oszczędzone jedno okno:

A oto i kuchnia:

Znane i lubiane drzwiczki szafek ze sklejki udającej drewno i blaty z laminatu, to jest jakiś irlandzai fantazja, bo mam takie same w mieszkaniu, które wynajmuję obecnie.

CDN.

01:01, inny_glos
Link Komentarze (5) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 57
stat4u