RSS
czwartek, 18 stycznia 2018

Cholera wrócila:( Jestem tydzien w domu i plamy zaczely sie znowu pokazywac, twarz swedzi i cale cialo jest w czerwone, swedzace ciapki. 

Iksi przypuszczenia mnie rozsmieszyly, a tak naprawde raczej sie kapalam malo;D bo bylo mi zimno. Tzn nie czesciej niz raz dziennie, czyli w normie. Plesnie – chyba nie, kurz – no wlasnie ma ma juz kurzu, a w dodatku na kurz sie kicha przewaznie, wiem, bo zaczynam kichac za kazdym razem jak wchodze do pokoju Adka;DTak naprawde nie wiem, co jest przyczyna, ale mam pewna hipoteze, ale zeby ja sprawdzic musialabym zrobic testy skorne na alergie kontaktowa, rok czekania w publicznej sluzbie zdrowia, 500 euro w prywatnej, chyba i tak zrobie, ale musze miec chwile czasu.

Taka jedna trafila w sedno – stres (badania potwierdzaja ze egzema zaognia sie pod wplywem stresu - kortyzol i tak dalej) I farby. Jak wyczytalam zdecydowana wiekszosc farb (>90%) jest konsterwowana wlasnie tym swinstwem I opary MI moga sie utrzymywac jeszcze ’90 dni po malowaniu’. Wyobrazacie sobie?? U nas skonczyli malowac dwa miesiace temu, a dodatkowo przeciez bylo tak potwornie zimno, ze nie wietrzylismy. Poza okazjonalnym otworzeniem okna przed snem, a I to nie zawsze, bo zimno, wszystkie okna I drzwi byly starannie zamkniete, bo przeciez pizdzi. I tak to sobie siedzialam w tych cudownych oparach farby przez miesiac, wstawalam rano I wygladalam coraz gorzej, a lepiej zaczynalam sie czuc pod koniec pracy. A wtedy wracalam do domu I znowu to samo.

Nie wiem, oczywiscie, czy to jest prawda, mam jednak duzo dowodow, ze tak sie rzeczy maja. Literatura podaje przypadki egzemy bedacej wynikiem wlasnie przebywania w swiezo malowanych pomieszczeniach, jest ona rowniez zaliczana do choroby zawodowej malarzy I dekoratorow wnetrz. Pisza, ze najczesciej pierwszy uczulajacy kontakt z MI nastepuje przez kosmetyki, a potem alergia sie zaognia za kazdym razem, jak wejdzie sie do swiezo malowanego pomieszczenia.

A tutaj moj ulubiony Daily Mail i kobieta, ktora nie moze siedziec w swoim living roomie SIEDEM miesiecy po malowaniu:

http://www.dailymail.co.uk/news/article-2582506/Mother-two-breaks-rash-time-walks-lounge-B-Q-paint-job.html

to jakby o mnie;) Powinnam do nich napisac!

13:32, inny_glos
Link Komentarze (2) »
wtorek, 16 stycznia 2018

Alergia – niby nic takiego, od tego się (przeważnie) nie umiera. Trochę człowiek posmarka, pokaszle, trochę się podrapie, trochę poswędzą oczka czy paluszki. Da radę przeżyć, bo szok anafilaktyczny zdarza się naprawdę rzadko. Ale alergia to nie tylko te symptomy, które da się łatwo określić i wskazać, alergia to stan gotowości całego organizmu, to jakby się było wiecznie w przededniu grypy i wielkiej gorączki i to, że gorączka (najczęściej) nie nadchodzi nie zmienia faktu, że człowiek się czuje po prostu marnie.

Ja mam alergię sezonową, czyli uczulenie na pyłki traw, żyta, brzozy, po zjedzeniu aspiryny wyskakują mi na palcach takie małe pęcherzyki (ale i tak sobie czasem na nią pozwalam;), na kota kicham, a po dwóch dniach zaczynam rzęzić, bo drapie mnie w płucach, jestem także uczulona na różne produkty żywnościowe, czyli truskawki, pomidory, surowe ziemniaki (swędzą mnie ręce przy obieraniu), seler, orzechy włoskie, migdały, awokado, białko jaja, różne pleśnie i sama nie wiem co jeszcze, bo testy skórne miały tylko 20 produktów;) i krócej było mi zapamiętać, na co nie jestem uczulona (jabłko i .. yyyy … zapomniałam). Nie jest to jakaś wielka alergia, ale różne produkty robią mi różne rzeczy, na przykład orzechy to pęcherzyki na rękach (jak byłam całkiem mała to nazywałam je ‘bulki’), a pomidory to wysypka. Ogólnie przeważnie nie jest bardzo źle, bo do uporczywego swędzenia całego ciała już się przyzwyczaiłam (jak nie zarzucię antyhistaminy to po dwóch dniach zaczynają mnie swędzieć podeszwy stóp, a po trzech niedrapanie się wymaga całej siły woli). I tak to sobie żyję z tą dość oswojoną alergią od wielu wielu lat i takie czerwone plamki na powiekach to już mnie nie przestraszają wcale, ale. Ale to, co mi się zaczęło dziać w Domu, to był horror. O, mniej więcej taki:

Takie miałam oczka:

 

A tak miałam momentami:

Nie, to nie jestem ja, ale muszę wam powiedzieć, że jak pokazałam Mi te zdjęcia z netu, to stwierdził 'dokładnie tak wyglądałaś'.

Bowiem zaczęłam guglać i guglać i doguglałam się do alergii na MI, czyli Methylisothiazolinone . A teraz wy sobie poguglajcie w czym on jest. A raczej w czym go nie ma.

To taki środek konserwujący który zaczęli dodawać na masową skalę po aferze z parabenami w 2005, wcześniej stosowana bardziej sporadycznie. Dopiero w zeszłym roku, w związku z coraz częstszymi doniesieniami o uczuleniu na MI Unia Europejska zakazała dodawania go do tych kosmetyków, które zostają na skórze. Czyli od zeszłego roku nie powinno go być w kremach, maseczkach, tuszach do rzęs itd. Ale. No właśnie. Czy odżywka do włosów do spłukiwania zostaje na skórze? Oczywiście, że tak, inaczej nie byłaby odżywką. Zostaje na włosach i na skórze pleców, po których spływa. Ale według oficjalnej definicji nie zostaje, bo jest spłukiwana. To samo szampony, żele do mycia ciała, kremowe cuda pod prysznic, cudowne maseczki i mleczka do zmywania makijażu. Sprawdźcie sobie. Przejrzyjcie swoją półkę w łazience. Methylisothiazolinone jest na przykład w większości szamponów 'nadających objętość', i co z tego, że zmieniałam szampony jak wariatka, w każdym jednym z nich była sobie MI albo MCI (jej siostra methylchloroisothiazolinone). 

Była sobie nawet w niebieskim kremie Nivea! Tak, nawet do niebieskiej Niveii zaczęli dodawać MI.

A teraz pytanie: dlaczego horror mnie dopadł po przeprowadzce do nowego domu? 

Czekam na odpowiedzi, a w międzyczasie możecie sobie zerknąć

Tutaj macie naukowo o rosnącej liczbie przypadków alergii na MI https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC4689087/

A tutaj bardziej sensacyjnie: http://www.telegraph.co.uk/news/health/news/10164452/Warning-over-epidemic-of-skin-allergies-from-chemical-in-cosmetics-and-household-products.html 

Tylko jeszcze dodam, że człowiek w takim stanie naprawdę zachowuje się jak wariat. Taki, co idzie do sklepu z napisem 'organic' i eco i płaci trzy razy więcej za szampony, płyn do naczyń czy zwykłe podpaski. I nagle zrozumiałam tych wszystkich podstarzałych hipisów, co boją się 'chemii' ;D

12:47, inny_glos
Link Komentarze (6) »
niedziela, 14 stycznia 2018

Dom mnie pogryzł i pokąsał i cała byłam obolała, cieleśnie i duchowo, kiedy polecieliśmy do Polski. Już w kilka godzin poza Domem poczułam się dużo lepiej, twarz przestała mnie piec i palić i przestałam się czuć taka jakby chora, taka skupiona w sobie, taka pokurczona. Nie pisałam tutaj o tym, bo nawet nie umiałam określić co mi jest, wszystko się na siebie nałożyło i już nie wiedziałam, czy naprawdę źle się czuję, czy jestem po prostu marudą, ale przez ostatni miesiąc miałam potworne uczulenie na twarzy. Nie łączyłam tego z przeprowadzką, bo już w zeszłym roku w maju zaczęły mi wyskakiwać czerwone swędzące placki na powiekach, a twarz zaczęła piec. Smarowałam to tym to owym, zmieniałam kremy i kosmetyki, próbowałam przeróżnych szamponów, przestałam używać cieni do powiek i płynu do płukania tkanin, przez dłuższe okresy nie malowałam się w ogóle, odstawiałam pianki do włosów i lakiery, balsamy, kremy, zmywacze do makijażu, tusze do rzęs. Sytuacja trochę się polepszyła w lecie, ale gdzieś od października powróciło uczucie swędzenia i pieczenia na całej twarzy, a od kiedy zamieszkaliśmy w Domu zaczęło się naprawdę ostro. Przestałam się w ogóle myć mydłem, kupowałam przeróżne emolienty pod prysznic, twarz myłam płatkami kosmetycznymi zmoczonymi jedynie w przegotowanej wodzie, kupiałam sobie eco-szampon i było coraz gorzej. Miałam dni, że wstawałam rano cała podpuchnięta z czerwonymi plackami na twarzy, wyglądałam na dziesięć lat starzej a w dodatku skóra cały czas piekła i niczym nie można było tego zamaskować, bo makijaż tylko pogarszał sytuację. Ta przeokropna alergia powodowała, że trudno było mi się cieszyć z domu, co potegowało jeszcze to przeokropne zimo.

Polska dała mi oddech i dystans do domu i do tego całego kołowrotu tutaj, tych wszystkich nieustających problemów, afer i stanów podwyższonej gotowości bojowej, a przede wszystkim dała mi odpoczynek od alergii. Twarz przestała mnie piec już w autobusie na lotnisko, w samolocie wyglądała zupełnie normalnie, a w domu moich rodziców poczułam się już kompletnie wyleczona.

Zagadkowa alergia nie dawała mi jednak spokoju.

14:01, inny_glos
Link Komentarze (3) »
środa, 27 grudnia 2017

W domu trzeba pomieszkać. Żeby przestał uwierać. Trzeba spędzić parę dni i nocy, wstawać rano nieśpiesznie i pić kawkę, albo dwie, wystawiając się na słońce wpadające przez południowe okno. Trzeba poleżeć na drewnianej podłodze, na kocyku i poduszkach, przykryć się kołdrą zniesioną z góry, zbudować bazę i się w niej schować. Trzeba upiec ciasto, albo nawet dwa, ugotować parę obiadów, wypić dziesiątki herbat. Zaścielić stół obrusem. Dom trzeba zamieszkać, powiesić wianek bożonarodzeniowy na drzwiach, zapalić lampki w oknie, zakwitnąć hiacynty, zasiedlić sobą. Dom musi poczuć, kto jest jego panem, musi znowu przywyknąć do ludzkich zapachów, po miesiącach bycia bezpańskim i opuszczonym.

 drzwi1

To była jedna z najpiękniejszych Wigilii. Tylko nasza czwórka, ja jeszcze na dodatek znowu przeziębiona, ale była magia. Wszystko nieśpiesznie, powoli, bez przesadnych ambicji w kwestii sprzątania (i tak sprzątamy od miesiąca w kółko właściwie) i gotowania. Zrobiłam dwa rodzaje śledzi, tylko dla siebie, uwielbiam, a nikt z rodziny nie je, upiekłyśmy szarlotkę z Mo, która oczywiście strasznie przejęta pomagała, stojąc na dużym krześle w kuchni misiła ciasto i wyklejała nim blachę, cała opsypana mąką, przejęta i zaczerwieniona z emocji. Jeszcze tylko barszcz, kupne uszka i pierogi i bigos, postny, więc wegański. Biały obrus przykrył czarne monstrum, które okazało się bardzo wygodnym stołem. Adek kupił maluśka żywą choinkę, baby choinkę jak stwierdziła Mo, powiesiliśmy pięc malutkich bombek i światełka. Zapaliliśmy świeczki. Pożyczyliśmy sobie samych dobrych rzeczy, siedzieliśmy, jedliśmy i rozmawialiśmy, Mo sama siedziała przy stole i sama jadła, barszczyk, uszka, troszkę śledzika. Potem poprawiła pięcioma czekoladkami, które dostała w paczce - najpierw zjadła dwie, kolejną wcisnęła na siłę, a w woreczku były jeszcze trzy - i co tu robić? Odwinęła więc po kolei wszystkie ze sreberka, nadgryzała i odkładała, z miną, jakby nie mogła uwierzyć, że nie ma już ochoty na czekoladę;)

Z domem chyba zawarliśmy rozejm (choć wczoraj się zatkała toaleta - ale mu to wybaczamy).

Ptaszki zjadły prawie całe ziarno, jakie im nasypaliśmy, trzeba uzupełnić zapasy.

Jutro lecimy do Polski.
 

16:28, inny_glos
Link Komentarze (3) »
sobota, 23 grudnia 2017

Sąsiedzi nam podrzucają kartki świąteczne do skrzynki na listy.

Zawiesiliśmy karmnik dla ptaków, nasypaliśmy ziarna i dziś przyleciał rano malutki ptaszek z żółtym brzuszkiem, siadał sobie i jadł, Morinka nie mogła aż wytrzymać z ekscytacji.

Nadal zakopani w kartonach po uszy, ale kupiłam żyrandol do czarnego pokoju. Miedziany, pasujący do nowej grzewczej instalacji;)

12:39, inny_glos
Link Komentarze (1) »
piątek, 22 grudnia 2017

Dom jest na razie niewygodny, uwiera, ociera, jest jak nowy/stary but dopiero co założony na stopę - nie pasuje. Jeszcze się nie rozgościliśmy jak u siebie, jeszcze nie czujemy się jak w domu, ale powoli, powoli, powoli coś się zmienia. Zmiany te właściwie dały się poczuć dopiero w tym tygodniu, kiedy semestr się skończył i mogliśmy przez trzy dni pobyć sobie po prostu w domu, trochę posprzątać, trochę pomieszkać, trochę poukładać.

Ale to jeszcze nie to. Wiecie jak to jest, jak się wreszcie dostaje coś, o czym się całe życie marzyło, a tu okazuje się, że w pasie za duże, w cyckach za ciasne, a tak w ogóle to okropny kolor. Do wynajmowanych mieszkań ma się inne podejście - to przemożne poczucie tymczasowości ma też swoją jasną stronę - wszystko jest tylko na chwilę, na trochę, a więc te i rowery w kuchni i te okropne szafki kuchenne i wstrętna beżowa wykładzina. Co z tego, że to 'trochę' przeradza się w miesiące i lata i nawet dekady w końcu, w głowie zostaje 'na chwilę' i głowa uczy się pomijać niewygodne detale. A tu  NA ZAWSZE. Jak to w ogóle brzmi! Dobra strona 'ZAWSZE' jest oczywista, ale zła strona to te kafle w kuchni, z którymi będę musiała nauczyć się żyć, bo przecież koszt zrywania podłogi w kuchni bo mi się kolor nie podoba nawet mnie wydaje się za wysoki. 

A już najgorzej, jak coś się kupi nowego - bo jest tym bardziej NA ZAWSZE. I tak oto trzy dni temu nie mogłam się patrzeć na mój nowy stół, taki, jaki zawsze chciałam - duży, rozkładany, żebyśmy wszyscy się przy nim zmieścili i jeszcze goście, jak do nas przyjdą. I żebyśmy mogli toczyć przy nim tzw. życie rodzinne. A zatem duży, rozkładany stół, CZARNY, CZARNY, nie wiem, co mi strzeliło do głowy, CZARNE OGROMNE MONSTRUM nie pasujące do niczego, czarna landara, zawalidroga, czomodan.

Do tego kupiłam błękitne krzesła - w odcieniu zupełnie innym niż kolor ściany. Tak, wiem, problemy pierwszego świata. Ale tak w kółko  - kran ogrodowy złamałam i woda przed dwa dni lała się strumieniem, przywieźli po miesiącu lodówkę, ale nie przestawili drzwiczek, za co dodatkowo zapłaciliśmy i teraz otwiera się na pokój, zamówiony nowy router wysłali na stary adres, bo nie mają w systemie nowego, mimo, że Internet na nowym działa i w dodatku muszę zadzwonić jeszcze TRZECI RAZ do nich, żeby zmienić adres, bank wysłał kod aktywacyjny pocztą na stary adres, zamiast smsem, super szafa PAX z Ikei ma czarne pieczątki na panelach drzwi od widocznej strony, pieczątki, które niczym nie dają się zmyć, straciliśmy pół dnia żeby pojechać do sklepu po sofę, gdzie okazało się, że w sumie mogliśmy ją zamówić przez internet, bo i tak musimy ją kupic w ciemno, bo nie ma jej wystawionej, takie tam upierdliwości przeprowadzkowe. Do tego Moriniak nam daje popalić ze snem - zasypia ostatnio koło 12 w nocy, odsypia w dzień, a jak jej skrócimy drzemkę robi karczemą awanturę. Nie wspominając już nawet nocnika - robi do niego siusiu rzadko i pod przymusem. A ma prawie 2 i pół roku! Adek wcześniej ogarnął te sprawy. Musimy malutka wziąć w karby, bo nam się rozbisurmanił.

Ale w niedzielę upiekłam ciasto i zastukaliśmy do wszystkich naszych sąsiadów i już znamy��

00:37, inny_glos
Link Komentarze (4) »
niedziela, 10 grudnia 2017

Zdjęcia będą! 

Na razie ledwo co płynę, fale zalewają mi oczy i nos, ale niestrudzenie macham rękami i nogami i dam radę, jeszcze tylko dziś i jutro i już będę miała czas. 

 

17:01, inny_glos
Link Komentarze (1) »
czwartek, 07 grudnia 2017

Wpis ten zaczęłam w niedzielę i od tego czasu sytuacja już się zmieniła. Chciałam wam napisać, że kurcze blade chyba uwierzę w jakieś odczynianie, jakby to miało pomóc. 

W niedzielę był chłopak z Litwy, naprawdę kumaty i w ogóle, i przyłączył nam gniazdka kuchenne do gniazdek w dużym pokoju (tak wiem, powinien to zrobić elektryk, no ale cóż;) Włączyliśmy tosterki i suszarki i czajnik i voila! działa! Nie wywala korków nic. 

Radość nasza była wielka. Wytłumaczył nam tylko, że teraz mamy 6 gniazdek zamiast 3 i nie powinniśmy przeciążać sieci - tzn. nie włączać wszystkiego w jednym czasie.

Poszedł sobie, a my dopiero wtedy odkryliśmy, że wywala korki, ale na górze. Czyli nie działa nam boiler ani komputer Adka.

No i tak.

Ale wysłałam smsa po tym odkryciu do chłopaka i przyszedł znowu dziś. Wpadł na pomysł, dlaczego tak się dzieje - narysował mi piękny schemat instalacji elektrycznej i wytłumaczył, że chyba ten odcięty kabel miesza coś w głównej tablicy, czyli trzeba go zupełnie wyłączyć z obiegu. Jak powiedział tak zrobił i znowu - działa!

Chyba coś się samo odczyniło, bo IKEA przysłała brakującą część i nową roletę, która się pogniotła w transporcie a sklep z lodówkami zadzwonił wczoraj, że bardzo przepraszają za opóźnienia i nasza lodówka będzie w niedzielę:) Hurrrra! 

Oprócz tego policzyłam sobie w głowie i wyszło na to, że jednak mieszkanie w domku, nawet z dodatkowym ogrzewaniem jest finansowo porównywalne do mieszkania w bloku, bo za mieszkanie musisz jeszcze przecież płacić czynsz! Nie jest on wprawdzie tak duży jak w Polsce, przeważnie wynosi od 1200 do 2000 euro za rok za dwa pokoje w bloku w Dublinie, ale za tą kwotę to spokojnie sobie ogrzejesz cały dom na rok:D

A tak w ogóle to jeszcze mamy tydzień pracy i WOLNE, co znacznie poprawia mi humor:D

Tak końcówka jest jednak bardzo bardzo bardzo trudna.

15:21, inny_glos
Link Komentarze (2) »
piątek, 01 grudnia 2017

Trochę nas ta przeprowadzka na swoje przygięła do ziemi, związane jest to jeszcze z TOTALNYM BRAKIEM CZASU, na starych śmieciach mieliśmy zaprzyjaźnioną sąsiadkę, do której podrzucaliśmy Mo jak się już zupełnie nie wyrabialiśmy, a tu nici, ale powoli się odginamy. Mi wystarczyło, jak się lepiej poczułam - zatoki odpuściły, temperatury nie mam i zimno mi już nie takie straszne. Na rowerze jeżdzę, ale mam wełnianą czapę i kask ze styropianową wkładką, więc w głowę mi zalewają poty;)

Kwestię 3 tys. staram się ogarniać rozumowo - to jakbyśmy płacili 250 euro więcej czynszu przez rok, co mogło być bardzo prawdopodobne. No zrobi się i będzie zrobione, weźmiemy na to pożyczkę i tyle. Zawsze coś niespodziewanego wyskakuje, prawda? 

Sprawa ogrzewania - chyba mieliśmy dotychczas po prostu szczęście mieszkać w ciepłych mieszkaniach. Na starym mieszkaniu płaciliśmy lekko powyżej 500 euro na rok, ale nie grzaliśmy non-stop, wystarczyło włączyć na dwa razy na dwie godziny w nocy i powiedzmy trzy w dzień. No a tutaj jest zimniej, załóźmy, że kaloryfery są włączone dużo częściej - ale nawet gdyby to było trzy razy tyle godzin (21 na dzień), to zapłacimy 1500 za ogrzewanie na rok. No i tyle. Nie ma co panikować, a w lecie, jak uzbieramy/pozyczymy, to sobie ocieplimy.

Gdyby to było wynajmowane mieszkanie, to za tydzień by mnie tu nie było;D ale że na swoim, to wszystko można sobie zrobić. Powoli. Jest to oczywiście trochę upierdliwe - a propos, dziś do upierdliwości doszedł brak lodówki, przez trzy tygodnie nam nie przywozili lodówki i okazało się, że nie mają już na składzie takiej, jaką kupiliśmy, czyli musimy pojechać do sklepu i albo odzyskać kasę, albo wybrać inną, a do tego gdzieś się nam zawieruszył rachunek ;D - a zatem jest to bardzo upierdliwe, ale zrobi się. I będzie pięknie:) 

Prawda?

21:52, inny_glos
Link Komentarze (5) »
czwartek, 30 listopada 2017

Nie wiem dlaczego to tak dużo kosztuje:( Z tego, co sprawdzałam, takie są stawki elektryków - czekamy jeszcze na oficjalną wycenę i zobaczymy. 

Z wzięciem kogoś tańszego jest jeden problem - to jest stary dom, cała instalacja jest stara, tak naprawę powinniśmy wymienić całe okablowanie, tak nam napisali rzeczoznawcy. Ale to duży koszt - w okolicach 6000 tys, więc nie zrobiliśmy tego na początku, licząc na to, że skoro działa to jest ok. Jakbyśmy ją zrobili, to nie starczyłoby nam już na nic innego, wiecie jak to jest. No i teraz jak weźmiemy  tzw. kowbojów, którzy nam przyłączą gniazdka kuchenne np. do gniazdek dużego pokoju (chłopcy z Litwy to sugerowali), to może nam siąść cała instalacja. A wtedy koszty 6000 tys plus ponowne robienie sufitów (1000 euro), bo kable biegną nad sufitami.

I tak źle i tak niedobrze.

Na razie zaproponowałam chłopakom, że jak się zobowiążą do ponownego zrobienia sufitów za darmo, to my pokryjemy elektryka - po sufitach powinno być taniej, bo nie trzeba prowadzić kabla w jakiś dziwny sposób. Np. przez strych spuszczając go na zewnątrz w rurze, jak nam sugerował jeden elektryk.

Przez to wszystko mam zapalenie zatok, po raz pierwszy w życiu. Przeziębiony katar. Ja i Adek wymiękamy, wygląda na to, że Morinka ma się dobrze:) Biega wszędzie w swoim wełnianym sweterku, sfilcowanym, więc jeszcze cieplejszym, i nie ma nawet kataru. Na wszelki wypadek jej na razie nie kąpię;p

14:03, inny_glos
Link Komentarze (3) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 57
stat4u