RSS
poniedziałek, 30 października 2017

Boze, Los Malos Azbestos jest za nami! Wczoraj skończyli panowie w kosmicznych ubrankach usuwać nasze trzy sufity, trochę żałuję, że mnie nie było przy tej całej operacji, bo mogłabym ich trochę pokontrolować, a jeśli chodzi o azbest to nic mnie nie zatrzyma przed kontrolą. No ale cóż. Wysłałam męża, coby trochę podejrzał jak to robią, ale mężu zrozumiał, że chcę skontrolować ich PO pracy, a nie w trakcie, no proszę, jak mógł coś takiego wykoncypować, co mnie obchodzi po pracy, W TRAKCIE było dla mnie ważne - czy zakładają ubranka, czy robią to na mokro, czy podwieszają folię pod sufitem, na którą caly pył spada - czy olewają jakąś zwariowaną paniusię i jadą równo zrywając sufit na żywca. No ale cóż. Tak się długo zbierał, że oczywiście skończyli zanim do nich dojechał. I teraz to nie wiem. I muszę im zaufać, że to zrobili porządnie (a wzięli za trzy sufity 1500 euro!). No ale wiadomo, że im nie ufam. Ech. Czytam więc obsesyjnie różne artykuły naukowe o tym azbeście, szczęście takie, że to tylko podobno 4% chryzotilu w farbie, podobno nie taki ten biały azbest straszny, jak inne itd itp, ale przyznać muszę, że moja nerwica dostała mnóstwo pożywki do rozwoju. 

A nasze sufity wyglądają tak:

sufit_dp

To jest duży pokój.

Mały: 

sufit_mp

Ta wełna mineralna ma prawie 80 lat! Będziemy wymieniać - chcę jeszcze przy okazji wyciszyć trochę te podłogi, bo one STRASZNIE STUKAJĄ. Taka konstrukcja drewniana, typowa dla wszystkich irlandzkich domów, charakteryzuje się tym, że każde stąpnięcie na górze to głośne tupnięcie słonia, przejście od łóżka do szafy to prawdziwy spacer słoni. Spróbujemy zatem wymienić wełnę mineralną i zamontować jeszcze coś, co się nazywa resillience channel, czyli taki metalowy pręt, który ma rozpraszać fale dźwiękowe. Zobaczymy.

Ale góre mamy skończoną i nie mogę się nią nacieszyć:) Oto pokój Adziarza:

pokoj_adkaMa ten dodatkowy plus, że jest od południa, co wyraźnie widać.

Ale oznacza to, że nasz jest od północy, no cóż, nie ma wyjścia:) I tak będziemy mieli ładnie.

Wejście do naszych dwóch pokoi:

nasze_pokoje

 A wczoraj zrobiliśmy jedną z najpilniejszych rzeczy: powiesiliśmy huśtawkę na naszym drzewie:

husta

14:06, inny_glos
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 16 października 2017

Praca w nowym domu posuwa się do przodu, co prawda nie naszymi rękami i kosztuje nas to trochę, ale na razie nie mamy żadnej innej możliwości i bardzo się cieszymy, że w ogóle mamy jakąś. W miniony weekend pan od podłóg skończył górę i muszę, po prostu muszę wam pokazać efekty! 

Podloga w naszej sypialni po zdjęciu wykładziny:

I u Adziarza:
podl_mal1

W trakcie naprawy:
pod_m_a1

(czy widzicie cudny modernistyczny kominek? trzeba by trochę odnowić, ale ...)

I po naprawie, cyklinowaniu i lakierowaniu:

A to pokój Adka:

I tak pierwsza duża robota za nami, a raczej za panami z Rumunii i bardzo miłym fachowcem panem Alexem, który przy okazji ZABRONIŁ nam wymieniać wewnętrznych drzwi i listew przypodłogowych, które okazały się świetnie zachowanymi prawie antykami - bo mają prawie 80 lat.

 

21:20, inny_glos
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 09 października 2017

Tutaj łazienka:

Niestety, wygląda ładniej na zdjęciach niż w rzeczywistości - to co widac na podlodze, to linoleum, nie kafelki, ale nie jest źle. Łazienka musi na razie zostać jaka jest.

A oto pokój kupa:

Pomalowany najobrzydliwszym chyba odcieniem beżu po tapetach z wypukłym wzorem, pod którymi - rzecz oczywista w Irlandii - grzyb! Na tej ścianie pod oknem. Nic dziwnego - nie ogrzewana ściana od północy w niepodpiwniczonym domu. Ale już wymyślilśmy, że przesuniemy kaloryfer pod okno, uprzednio traktując ścianę farbą antygrzybiczną.

Sypialnia nasza:

I sypialnia Adziarza:

Pod tymi wykładzinami są stare deski podłogowe, które właśnie będzie mi pan w środę cyklinował i lakierował.

A oto najpiękniejsza częśc domu:

Malusi ogródek. To jest jakieś 70 m2 czyli naprawdę maleństwo, ale nawet nie wiecie, jak pięknie sobie go zrobię!

11:39, inny_glos
Link Komentarze (4) »

Chyba się muszę przyłączyć do powszechnego poczucia gonienia zaiwaniającego czasu. A zatem zaiwania. Tak, że zanim sobie w głowie ułożę notkę, następuje zmiana dekoracji i notka mi pasuje jak sukienka z czasów ciąży. Czyli wiadomo. 

Dom kupiliśmy. Ten właśnie, wobec którego mieliśmy poczucie, że 'to może ten'. Ani wypasiony, ani zrujnowany, coś po środku, skromny, ale porządny, wymagający jakiś napraw i udogodnień, ale taki, w którym można zamieszkać od zaraz. Bardzo nam się spodobało, że jest tzw. 'end of tarrace', czyli moja chata skraja, na brzegu ciągu podobnych domków, co oznacza, że ma boczne wejście do ogrodu, czyli nie musimy wprowadzać rowerów do ogrodu przez środek domu. Walka była zażarta, bo zapłaciliśmy 20% powyżej ceny wywoławczej, właściwie maximum tego, czym dysponowaliśmy i jeszcze dorzuciliśmy całe 2 tysiące z roboty, która nam się akurat trafiła na wakacje. Ale widzieliśmy dużo innych domów i wszystkie szły podobnie do góry, a jeśli nie szły, to z konkretnego powodu - były na przykład przy ruchliwej ulicy, albo z wiecznym cieniem w ogrodnie, bo sąsiedzi wystawili sobie dobudówkę zasłaniającą całe słońce itd. Nasz dom miał dużo cech, które właśnie szukaliśmy - cicha uliczka, zaciszny ogród, dwa pokoje na dole (nie jedna jadalnio-bawialnio-kuchnia), dobudówka ale z tzw. jasnym aspektem, to znaczy, że zostawiono jedno choć okno w living roomie (a nie jest to wcale tak oczywiste - widziałam domy ciemne pieczary, gdzie z korytarza się wchodziło do pomieszczenia bez okien, doświetlonego jedynie światłem z dobudowanej kuchni). Dom był częścią wielkiego planu budownictwa społecznego z lat 50tych i 60tych w Irlandii. Jest malutki (71m2) i jak wszystkie domy tutaj nie podpiwniczony, co trochę mnie niepokoi w kontekście wyrzucenia w kosmos wykładziny z dołu i wycyklinowania starych, oryginalnych desek sosnowych, z których zrobione są podłogi w tych domkach. Kocham stare drewniane podłogi, tylko obawiam się, że nie bez kozery prawie zawsze są one przykryte wykładziną.

A zatem witajcie w moich progach: 

Pozwólcie, że was oprowadzę.

Właściciele (wynajmujący?) mieli iście diabelski gust i cały dom jest w odcieniach piekielnej czerwieni. 

Zapraszam do living roomu:

Sofa swoim hiszpańskim temperamentem pasuje do korytarza, tak samo, jak bycze skórzane krzesła i fotel. 

Inne ujęcie tego samego pokoju, w lewym rogu 'cudny' kominek z (oczywiście) gazowym paleniskiem, na prawo wejście do kuchni i wspomniany 'jasny aspekt', czyli oszczędzone jedno okno:

A oto i kuchnia:

Znane i lubiane drzwiczki szafek ze sklejki udającej drewno i blaty z laminatu, to jest jakiś irlandzai fantazja, bo mam takie same w mieszkaniu, które wynajmuję obecnie.

CDN.

01:01, inny_glos
Link Komentarze (5) »
stat4u