RSS
środa, 30 września 2015

Morinek nie daje mi dokończyć historii o niej , może nie lubi być obgadywana. Ale cdn, nie martwcie się.

Na razie musi nam wystarczyć Morinek dzisiejszy.

11:36, inny_glos
Link Komentarze (6) »
sobota, 26 września 2015

Powinnam była to przewidzieć w momencie, w którym nakładałam gacie babuni, majciochy, które sobie kupiłam do porodu (dlaczego 6 par? dlaczego AŻ 6?), że dzień będzie ciężki. Taki dzień, jakie majciochy - ogromne jak namiot, blade jak prześcieradło, wzdęte żagle na falach trudnej matczynej rzeczywistości. Zakładane obecnie w chwilach wyższej konieczności, to znaczy, kiedy wszystkie inne czyste się pokończą.

A zaczęło się tak niewinnie - pojedziemy do lumpeksu poszukać M koszule do pracy. Maleńtasek zwiódł nas na samym począteczku - w autobusie aniołeczek śpi, w pierwszym sklepie śpi, a kiedy w końcu lekko zaczęła się wiercić poszukam jakieś knajpy i ją nakarmię, rzuciłam M. I wyszłam. Było pięknie, błękitne Dublińskie niebo, takie, jakie tylko we wrześniu, ostre słońce i powietrze, ale nie mogłyśmy przecież usiąść na środku ruchliwej dublińskiej ulicy, a nie było wolnego miejsca w przytulnej cafe, idealnej akurat do nakarmienia maleńtasa. Kiedy wreszcie znalazłyśmy kawałek podłogi w pierwszej w miarę, ale nic ponad tę miarę - zydelek z kawałka drewna wbijał się w tyłek, grzejąca lampa nad głową, która dawała na początku przyjemne ciepełko, po pół godzinie sprawiła, że pod kocykiem i maleńtasem karmionym piersią, swetrem, koszulą i stanikiem strumyki potu wezbrały jak Narew na wiosnę, ręka z tobołkiem omdlewała bez żadnego bocznego podparcia, gorąca zielona herbata za bardzo była wrzątkiem, żeby ją móc bezpiecznie pić nad zawiniątkiem z człowiekiem. I w ogóle po co, skoro i tak gorąco było jak w piecu. Powinnam była zamowić mrożony jogurt.

cdn

21:52, inny_glos
Link Komentarze (6) »
sobota, 19 września 2015

Pewno macie rację, zmęczenie nocnym budzeniem i codziennymi wymaganiami Morinki zaciemniły mi umysł. Morinka jest cudem, co nie zmienia faktu, że taki malutek to codzienny kołowrót - od rana do wieczora jest się na każde płaknięcie, czasem chce być w poziomie, a czasem w pionie, czasem w chuście może być, a czasem chusta jest zła, czasem chce jeść, a czasem tylko pomarudzić przy cycku, i zgaduj zgadula, a jak nie zgadniesz, to włącza alarm, moja syrenka. Alarmowa. A w nocy pobudki co 2 godziny. Karmię piersią, więc to podobno dość normalne i wyspanej nocy można się spodziewać koło roku, ale wiedza ta jedynie w niektórych dobrych chwilach pomaga na zmęczenie. Gdyby to jeszcze było samo budzenie i jedzenie, ale oczywiście trzeba dziecko potem odbić, często też przebrać, potem się uleje i trzeba znowu trochę podkarmić i z dwóch godzin zostaje godzina na sen. A czasem budzi się co półtorej i wtedy mam wrażenie, że zupełnie nie spałam. Piszę tu oczywistości, które wszystkie znacie, ale podejrzewam, że już zapomniałyście;) W sumie jak na to inaczej spojrzeć, to mam szczęście, że M jest teraz w domu, bo mogę mu podrzucić małą rano na dwie godzinki i dospać. Inaczej bym chodziła jak zombi.

Morinka nawiązuje kontakt. Zaczyna głużyć, wodzić wzrokiem, uśmiechać się również i do mnie i jak pomyślę, że jeszcze 7 tygodni temu była w brzuchu, to nie mogę uwierzyć. W to, że jest tutaj.

Jeszcze czeka na mnie wpis o Adziarzu, bo w tym całym zakręceniu małym człowiekiem nie wolno zapomnieć o dużym bracie. Który w tym roku ma maturę, rany julek, zupełnie mi się to nie podoba. Jeszcze jest niedojrzały jak szczypiorek na wiosnę, jak śliwki w maju, egzamin dojrzałości u siedemnastolatka brzmi jak żart. No ale. NIe mamy wyjścia. 

Adek zachwycił się oczywiście Morinką, od początku przybiegał, żeby się trochę na nią popatrzyć i mówił Ale fajna jest Morinka, nie? Ale minęło trochę czasu i pięćdziesięciosześcio centymentrowy człowiek zaczał nas ustawiać pod sznurek i nawet POŁOWY długo obiecywanego filmu nie dało się wczoraj obejrzeć razem z Adkiem (maleńtas zdecydował, że mamusia musi leżeć koło niego, bo inaczej włącza alarm, więc po półtorej godzinie wysmykiwania się, kiedy już już się wydawało, że usnęła i powrotu w te pędy, kiedy jednak się nausznie okazywało, że nie, poddałam się). Chłopaki obejrzeli film sami. Ale coś czuję, że choć świadomie Adziarz jest bardzo racjonalny i wie, że nie ma co się buntować i porównywać z sześciotygodniowym noworodkiem, nieświadomie może trochę odczuwać, że oto mały potwór odebrał mu mamę i tatę. 

A nasza syrenka (alarmowa) wygląda tak:

tu się zamierza zaraz rozpłakać:

Ale dziś, dziś byłam na MIEŚCIE!

Zwykła handlowa ulica Dublina, zwykli ludzie w gorączce zakupów w sobotę, ludzie, dotychczas zauważani przeze mnie dopiero, jak na nich wpadałam, a ja się czułam ja na wakacjach. Egzotycznie i odświętnie. 

22:41, inny_glos
Link Komentarze (12) »
poniedziałek, 14 września 2015

Jest trudno. Kiedy Morinka budzi mnie 5 razy w ciągu nocy mam dużo czasu na rozmyślania. Ale czas ten taki nocny jest, ciemny, zmęczony, więc i rozmyślania bardziej szare, a może nawet czarne. Niepotrzebne takie rozmyślania może, ale przychodzą i już, i człowiek nie ma wyboru. Czasem dochodzę z nimi do kresu i jedyne co mi pomaga, to mówienie sobie, że to są tylko rozmyślania, są tylko w mojej głowie, bo jak to tam ta rzeczywistość wygląda naprawdę to przecież nie wiadomo, a przyszłość to już w ogóle. Więc tak tej nocy chodzę sobie w mojej głowie tam i z powrotem i zaglądam do dołu i staram się go obejść, ale jak tylko zrobię krok w prawo i jakąś ścieżynkę znajdę w prawo, to znowu za zakrętem dół tenże się objawia. Jakby na nowo. W lewo to samo. I prosto. Wiem, że on istnieje  tylko w mojej głowie, ale jakoś nie umiem sobie tego pstyczka w głowie przekręcić, żeby wyłączyć te ciemne fantazje, żeby pozbyć się z umysłu tej wizji nadciągającej katastrofy. I nas z dziećmi na ulicy.

Dziś byłyśmy z Morinką u pani (tydzień temu byłam pierwszy raz po przerwie i kiedy tłumaczyłam, że nie wiem, czy mogę przychodzić, bo Moriniak jeszcze malutki i nie jestem pewna jak zniesie trzy godziny beze mnie, pani zaproponowała, że mogę przyjść z Moriniakiem. A potem dodała, że bardzo chciałaby ją zobaczyć:) W końcu moja dziewczynka chodziła ze mną na terapię przez 9 miesięcy!). I dziś zrozumiałam, że jesteśmy z Mi fighters. Że walczymy. Że się nie poddajemy. Że nie rezygnujemy z czegoś tylko dlatego, że to jest trudne. Że cały czas, całe nasze życie walczymy i że będziemy walczyć i że dopiero będzie źle, jak się poddamy. Że życie jest trudne, ale nie puste. Nie jałowe. Nie wyprane z wszelkiego znaczenia.

Ale jest ciężko. Może nie tragicznie, ale trudno. Niepewność jutra zjada mnie od środka.

M był na rozmowie o pracę w mojej pracy (otwierają nowy oddział 100 km od Dublina i pomyśleliśmy, że nawet mógłby dojeżdżać. Nawet na jeden wykład). Manager stwierdził, że prezentacja była fascinating. Annette napisała mi, że bardzo ciekawie mówił. Ale i tak pewnie wzięli Irlandczyka z doświadczeniem. Nie dali jeszcze znać, ale już chyba po sprawie. Boję się, że na wyrwanie się z fabryki nie ma szans:(

A Morinka dziś 6 tygodni. I 5200, mój grubasek. Kto by pomyślał, że urodzę takiego żarłoka? Takiego Moriniaka, co nie prosi, ale się domaga, co nie płacze, ale się złości, nie marudzi, ale się wścieka? Taką siłaczkę, której się wydaje, że rządzi światem;)

20:42, inny_glos
Link Komentarze (6) »
wtorek, 08 września 2015

Mich dwie rozmowy o pracę, jutro raniutko i pojutrze, więc szybko szybko, prezentacja, garnitury, przykładowe pytania, przykładowe odpowiedzi, trzeba się chociaż słownikowo przygotować i o co jeszcze mogą zapytać?, a tu kolka.

Kolka. 

I nic nie da się zrobić. Wrzeszczak nie chce być w chuście, nie chce spać, leżeć, jeść, ewentualnie może być na rączkach noszony i bujany. Ale i to nie gwarantuje ciszy. 

Za dużo wrażeń, kolorów, zapachów, mamo widziałam dziś drzewa, i słońce, i wiart wiał, no i w ogóle, ta rzeczywstość, mamo, ona atakuje!

I Mich powtarzający prezentację i ja jednym palcem stukająca odpowiedzi na spodziewane pytania i wrzeszczak memlący cycka, co go tylko na chwilę uspokaja. A tak w ogóle to 5 tygodni wczoraj.

Idę spać, póki (w końcu) cisza.

23:34, inny_glos
Link Komentarze (2) »
niedziela, 06 września 2015

 

Zobaczcie jaką Morinka dostała FANTASTYCZNĄ kartkę z okazji narodzin:

W życiu czegoś tak pięknego nie dostałam! Niektóre ciocie to mają fantazję:) 

Żyjemy.

Jest dużo lepiej. Codziennie dowiaduję się o sobie czegoś innego.

 

 

17:04, inny_glos
Link Komentarze (1) »
czwartek, 03 września 2015

Mamy mrowie bezcennych obserwacji, tylko nie mam kiedy ich zapisać. 

Na przykład.

Z dzieckiem dochodzisz do kresu siebie. I idziesz dalej, bo za bardzo nie masz wyjścia.

Jeśli ci się wydaje, że masz wyjście, to uważaj. Bo możesz zostać matką małej Madzi.

Jeśli kiedyś chciałam się zmienić, to właśnie teraz mam okazję. Morinka jak mały Budda uczy mnie nie liczyć za bardzo na przyszłość i nie robić planów, tylko robić, co mogę tu i teraz. 

Nie przyszło mi dotychczas do głowy jak bardzo moje życie oparte jest na pewnych przyzwyczajeniach. A wręcz uzależnieniach. Na przykład uzależniona jestem od umycia zębów przed snem. Jeśli coś tak prozaicznego jak umycie zębów nie pozwala mi spać, to może nie jestem naprawdę zmęczona. Albo nie jestem aż tak duchowo rozwinięta, jeśli karmię ją drugą godzinę i marzę o umyciu zębów. I zastanawiam się, czy lepiej wstać i ryzykować płacz nieutulony, czy olać i zasnąć i umyć o 12 czy 2 w nocy czy też kiedy tam mnie znowu obudzi na karmienie. 

I proszę, od czego człowiek może się uzależnić. 

20:47, inny_glos
Link Komentarze (3) »
stat4u