RSS
piątek, 31 sierpnia 2018

Trzeci dzień, pierwszy katar. Nie puściłam jej dziś do przedszkola, mam najdzieję, że wydobrzeje przez sobotę i niedzielę. 

Dom jednak nie będzie niebieski - w poniedziałek zamontowali nam nasze cudne okna, które są ŻÓŁTE. Jak plaster miodu. W takiej sytuacji niebieski, taki, jaki chcieliśmy, odpada. Zadzwoniłam do firmy i poprosiłam o zmianę koloru, ale okazało się, że mogą mi przesłać próbnik ... mailem. Pan powiedział, że kolory są w miarę wiernie oddane, no ale wiadomo, że w miarę robi wielką różnicę - jak z naszymi oknami. Drewniane, ale żółte, nie kremowe, nie pomarańczowe, nie brązowe. Chcieliśmy jak najjaśniejsze drewno, no i mamy, podobno nie można na oknach uzyskać efektu skandynawskiego drzewa, jakby 'wypranego' z koloru - impregnat zawsze zmieni kolor drewna. Zrozumiałam dlaczego domy tutaj mają okropnie dobrane kolory - kremowy do sino-niebieskiego, mahoniowe okna do jasnożółtych ścian - bo jakie mogą być, jeśli ludzie sprawdzają kolor na monitorze. Otworzyłam maila na swojej komórce, komputerze i na Adka laptopie i wszędzie były inne odcienie - na jednym urządzeniu niebieskie wpadały w zielone, a na innym w beże. Pan z infolinii się bardzo upierał, że nie mogą mi pożyczyć próbnika, bo ludzie im nie oddają, ale nie ze mną takie numery, wyciągnęłam od pana  adres magazynu i 22 kilometry później trumfalnie wróciłam z próbnikiem do domu. I teraz wychodzi na to, że dom będzie jasno szary, albo tzw. off-white, czyli złamana biel.

Image result for yellow windows of white house

Image result for yellow windows house

Chciałam uciec od szarości, ale niestety żółty wygląda najlepiej z szarym:

Related image

Zastanawialiśmy się jeszcze nad ciemnooliwkowym, ale kolory inaczej wyglądają na papierze, a inaczej na ścianie i możemy przestrzelić z tą zielenia, nawet złamaną.

No i co myślicie?

Wrzucę wam zdjęcie okien, jak ściągnę z komórki.

13:46, inny_glos
Link Komentarze (3) »
czwartek, 30 sierpnia 2018

No i poszła dziś do przedszkola.

Zostawiłam ją przy wejściu, przed kutą z żelaza furtką, jeszcze w czerwonych kaloszkach i kurteczce, z przewieszoną dużą torbą na zakupy, zieloną w żółte kwiaty (nie kupiliśmy małego plecaczka!), z zapasowym ubraniem i jogurcikiem, a ona wzięła panią za rączkę i poszła. Zaglądnęłam za róg i oto tam stała, w rządku, obok innych dzieci, mała znajoma twarzyczka z blond włoskami, czekała cierpliwie na inne dzieci, trochę przestraszona, trochę zaciekawiona. Dziś tak naprawdę był drugi dzień, uroczyste rozpoczęcie było wczoraj i to dzięki wczorajszym balonom i zamkowi dmuchanemu poszła dość spokojnie. Przy furtce rozgrywały się sceny - no może nie Dantejskie, ale filmowe, jak z najlepszego amerykańskiego wyciskacza łez. Chłopiec o wyglądzie przyszłego handlarza używanymi samochodami - przedziałek, włoski na żel, kwadratowa szczęka sugerująca nieodparcie, że nikt mu w kaszę pluć nie będzie - nie mógł puścić ręki taty, pani go odciągała, a on zwrócił swoje przerażająco smutne oczy na rodziciela, wbił stopy w beton i w ten sposób dobitnie, choć milcząco, zakomunikował, że nie ruszy się na krok. Twardziel. Na to jego młodszy brat, trzymany na rękach przez tatę, zaniósł się szlochem. Inny chłopczyk, większy o głowę od Morinki, zachęcony przez mamę i panią raźno przekroczył wrota przedszola, ale na tym skończyła się jego odwaga i po chwili jednym sprytnym susem znalazł się z powrotem przy mamie. Jakby czuł, że po przekroczeniu progu instytucji edukacyjnej zostanie w systemie na długie lata, około dwudziestu. 

Moja córeczka stała spokojnie, zupełnie nieświadoma całej symboliki i znaczeń ukrytych za żelazną furtką. Pani wzięła od niej ciężką torbę, a ja myślałam tylko, jak sobie poradzi ze zmianą kapci, skąd będzie wiedziała gdzie jest torba, czy będzie umiała znaleźć jogurcik i serek i powiedzieć, że chce siusiu. Czy zrozumie, co pani do niej mówi. Czy będzie się umiała dogadać z dziećmi.

Czy będzie miała przyjaciół. 

12:50, inny_glos
Link Komentarze (4) »
stat4u