RSS
sobota, 14 lipca 2018

Dziękuję Wam wszystkim za rady, ale zapomniałam napisać, że mój ogródek ma 9m na 6.5 czyli jak posadzę śliwę to już po ogródku. A jeszcze musimy mieć tam duży stół, trawkę dla Mo, jakieś kwiatki, szopę na rowery, muszę mieć też kompostownik, mamy już ogromną brzozę, ale przecież nie wytnę 50-cio letniej brzozy. No i chcę mieć trochę warzyw, ale też, żeb Muszę myśleć bardziej wertykalnie, na przykład tak:

Image result for vertical herb garden diy

Zioła pionowo.

Upałów ciąg dalszy. Dla was w Pl, to nic wielkiego, ale tutaj susza stulecia. Gorąco. Pięknie. Rolnicy narzekają (nie dziwię się).

Najbardziej lubię poranne godziny, mimo, że oczywiście jest dla mnie za wcześnie (ósma rano! - taka jedna się uśmieje;), bo kładę się koło pierwszej-drugiej, to poranny chłodek, świeża Morinka bawiąca się ze sobą samą dobre pół godziny, słońce zaglądające do kuchni ćwiczenia, potem poranna kawka nastrajają mnie dobrze do świata i ludzi:) Potem robię na drutach i czytamy sobie książeczki. Sprawdzamy, co urosło w ogrodzie (rzodkiewki na zmarnowanie! już wiem, co jest nie tak - za długi dzień i za gorąco).

Zapłacona zaliczka za okna i ocieplenie zewnętrzne, roboty zaczną się na początku września. Kolor jeszcze nie wybrany, ale chyba jednak będzie niebieski;) Z tego wszystkiego czytam Muratora - zastanawiałam się, czy ocieplać wełną mineralnę (naturalny produkt, niepalny, oddychający) czy styropianem (lepsze parametry ocieplające, lżejszy, troszkę tańszy, może zmoknąć podczas robót) - zwolennicy wełny i styropianu są jak frakcje Bożego Narodzenia i Wielkanocy. Wybrałam styropian - ten deszcz mnie ostatecznie przekonał, w Irl nie można liczyć na piękną pogodę a oczekiwanie, że wykonawcy osłonią wełnę przed zmoknięciem jest raczej myśleniem życzeniowym. Poza tym nasz dom to beton, a beton raczej nie oddycha - nie jest to tak istotne. Farbę będziemy mieli silikonową, podobno samoczyszczącą się, już to widzę - no farba! dalej, czyść się, już już!

Morinka mnie naśladuje. Wchodzi za mną do łazienki "o mamusiu, jakie ładne ciałeczko!".

18:59, inny_glos
Link Komentarze (4) »
środa, 11 lipca 2018

Zostawmy te kolory, dosyć, my tu gadu gadu, a tymczasem rzodkiewki mi kwitną!

Drogi blogasku, cóż robię nie tak? Wysiałam dwie odmiany, coby sprawdzić naukowo jak się różnią i jedna kwitnie jak oszalała, a druga trochę mniej. Fasolka również marnie, kupiłam sadzonki i najpierw hodowałam w kuchni na parapecie, wyglądały przepięknie, jak delikatna zielona zasłonka, nawet im przyczepiłam sznurki do wspinania, ale w maju, jak już miały metr, wsadziłam je głupia do gleby. I jak to w Irlandii, wietrzysko je zaraz tak potargało, że już chyba nic z nich nie będzie, choć parę pędów dało radę i niby tam się pnie po płocie.

Ale za to cukinia - och, moja cukinia szaleje. Wielkie liściochy wprawdzie zajmują całą grządkę i nic innego tam nie urośnie, ale już widzę malutkie cukinki i chyba nawet zakup sadzonek po 1 euro mi się zwróci - wystarczy, że z każdej zbiorę 3 cukinki i wyjdę na swoje, moi drodzy.

Jestem teraz takim ogrodnikiem bardziej mentalnym i eksperymentalnym, czytam, myślę i przerzucam w głowie tematy, coś mi rośnie, coś nie rośnie, martwię się suszą (ALE SUSZA W IRLANDII!), ale za to nie martwię się ślimakami, bo wszystkie padły w tym upale.

Ale trafiliśmy z ogrodem - pierwsze takie upały od czterdziestu lat. Słońce, słońce, słońce, obłędnie gorące i cudowne. Jak w Polsce. Całe dnie spędzamy w ogrodzie, Mo uwielbia jeść obiadki al fresco. Ale też pierwsza taka susza, wprowadzili nawet Hose Water Ban, co oznacza, że nie wolno myć samochodów i podlewać ogródków wężem ogrodowym. Można ręcznie, co też robię, żeby mi cukinie nie umarły. I róże. I pomidorki dla Adka - też eksperymentalne, w wiszącej doniczce. Trawa cierpi najbardziej - posiałam miesiąc temu i cudownie wzeszła, ale w tej suszy nie ma szans (trochę podlewam konewką, bo mi szkoda, ale trochę mi głupio i czuję się aspołeczna).

Oprócz tego mam za mały ogród:D

Tak, wiedziałam, że do tego dojdzie - ale mam za mały ogród. Nie starczy mi grządek na wszystko co chcę uprawiać. Maliny! Borówki amerykańskie! Fasolki, cukinie, rzodkiewki, szczypiorek. Kapustę. Pomidory. Ziemniaki, no przecież jesteśmy w Irlandii (ziemniaki w sklepach są o-hyd-ne). A jeszcze chcę mieć trawnik (i snitsa nam trawa trawa u doma - pamiętacie?

Róże posadzone z frontu kwitną jak oszalałe. A raczej kwitły, bo teraz jest susza. I trochę opadły. 

Dostałam również szczepkę z takiej cudnej róży, którą zawsze podziwiałam jadąc do pracy. Róży starej jak świat, wysokiej na trzy metry, nie kłamię! Zapukałam do drzwi, pochwaliłam różę i mam!. 

Jadę jutro oddać wodę do analizy. Okazało się, że w starych domach w Irl rury są często ołowiane, test na obecność kosztuje 10 e i rząd daje grant na wymianę rur, jakby co. Nie pokrywa to całej kwoty, ale dużą część. Jadę więc sprawdzić, ołów się odkłada w organiźnie i powoduje upośledzenie umysłowe u dzieci. Najwyżej będziemy gotować butelkową do czasu wymiany.

Z innej beczki - Mo odstawiam od cyca. Nie w ogóle, ale na razie w nocy, bo zaczęło mnie to już bardzo męczyć. Tak, wiem, ma już trzy latka, ale WHO zaleca karmienie do czwartego roku życia, karmienie jest bardzo zdrowe i właściwie przeważnie bardzo przyjemne. I Mo mało choruje, zdecydowanie mniej, niż Adek, odstawiony dużo wcześniej. (Czemu ja się tłumaczę właściwie? I czemu ludzie dziwnie się patrzą na karmienie piersią trzylatka? Im dłużej karmię, tym bardziej naturalne mi się to wydaje, właściwie to jestem karmicielką aktywistką przecież) Ale postanowiłam, że już czas pożegnać się z nocnymi pobudkami, na razie przeniosłam się na sofę na dole a M od tygodnia ogarnia Morinkę w nocy. Pierwszego dnia czułam się tak bosko nie zmęczona życiem i właściwie dopiero dużo później do mnie dotarło, że pierwszy raz od TRZECH prawie lat przespałam całą noc. Nie będąc budzona przez nikogo. Niesamowite uczucie:) Mo budziła się siedem razy pierwszej nocy i pytała o mamę, potem trzy razy, a teraz podobno wciąż się budzi, ale otwiera oczka, poznaje tatę, przytula się i zasypia. Czasem chce jogurcik, czasem tylko pogadać (mamo mamo! słyszałam sowę w nocy!), M marudzi, że potem często długo nie może zasnąć, witamy w świecie mam, mój drogi mężu. Oboje mamy wakacje, więc sobie odsypia w dzień.

Jest chłodniej. Może nawet spadnie deszcz, na co się cieszy połowa Irlandii.

Zupa zrobiona. Ostatnia praca zlecona oddana wczoraj. Mam wolne. Za trzy tygodnie lecimy do Polski. 

Postaram się więcej odpoczywać, bo teraz wciaż tylko myję podłogi ('mam wolne, a ta podłoga taka brudna! ojejku, mam wolne, a naczynia nie pozmywane! o kurcze, przecież mam wakacje, a na blacie pełno okruszków! zabawki znowu porozrzucane! piasek na kanapie! kurz na parapecie!).

 

 

16:20, inny_glos
Link Komentarze (7) »
stat4u