RSS
poniedziałek, 29 lipca 2013
Bajka nie-bajka

Dawno dawno temu, za siedmioma górami i siedmioma lasami był sobie Mi i miał koleżankę w pracy. Była to piękna kobieta, a w dodatku z jajem, dowcipem i rozumem (i byłabym bardzo bardzo zazdrosna, gdyby nie to, że Mi i An pasują do siebie jak marchewka do groszku, a jajecznica do szczypiorku. Ale do rzeczy).

A rzecz jest następująca: Baba z jajem, Szpila, kobieta piękna, utalentowana i w odpowiednim stopniu szalona ma bloga, którego czytam od naprawdę dłuższego czasu. Szpila ma również dwie córeczki-bliźniaczki z curriculum vitae zaplątanym jak Manuskrypt znaleziony w Saragossie i to pomimo ich nadzwyczaj młodego wieku.



Zła czarownica Borelioza rzuciła urok na dziewczynki jeszcze w łonie matki, a w dodatku kiedy tylko dziewczynki się narodziły kolejne wiedźmy dawaj! złe zaklęcia pleść i zaczyniać i odebrały dziewczynkom mowę. 

(Dzielne księżniczki się nie poddają i porozumiewają się ze światem za pomocą sztuki, proszę bardzo, Kabanosy i Zen by Helena i Milena:



Kod w butach by Milenka:



Żeby odczynić uroki trzeba udać się za siódmą górę i siódmą rzekę, gdzie pewien czarodziej za górę złota upora się z klątwą.

I właśnie o tą górę złota chodzi.

Helena i Milena - Operacja Barcelona KLIK!

Można też klikać na zdjęcie:

zdjęcie

21:48, inny_glos
Link Komentarze (2) »
piątek, 26 lipca 2013

Leje. 

Odpoczywam.

Oddycham głęboko, zaciągam się deszczem.

Czuję się wolna.

Weekend jawi się jak migocząca przestrzeń różnych możliwości.

Jeszcze raz oddycham głęboko, wychodzę na ganek i patrzę w niebo.

 

Wracam do moich norm subiektywnych i zróżnicowanych powiązań. Dam radę.

Daję radę.

 

 

18:37, inny_glos
Link Komentarze (2) »
O czym trzeba pamiętać



Do roboty! Dalej, róbmy to, co będziemy wspominać, o czym będziemy opowiadać, z czego będziemy się śmiać i co będzie nas nawet po 30 latach wzruszać!

 

 

Kupiłam buty do biegania.  

bild

Tanie jak barszcz mojego ojca (przepis - wszystko z działki), bo uświadomiłam sobie, że zanim pobiegnę maraton minie trochę czasu i parę par. Zanim się rozkręcę na dobre będę musiała zacząć bardzo spokojnie, bo jak na razie nadal nie mogę biegać:( Doktor mówił 2 tygodnie, a tu minął już miesiąc, próbowałam trzy razy i za każdym razem zaczynało boleć. Testuję właśnie na nodze metodę na loda - 5x dziennie masowanie lodem przyczepu mięśnia, poza tym zawijanie w lodowe okłady przez cały dzień. Łażę tak wszędzie z tą nogą morsa, nawet w nocy jest wyraźnie zimniejsza od reszty ciała i straszę nią Mi, zamierzam zamienić ją w sopel lodu do skutku.

Z rozpaczy za bieganiem kupiłam grupon na siłownię  - 10 wejść za 20 euro. Jest cudowna! Basen! Yoga! Ciężarki! Nauczyłam się pływać kraulem!



O tak, tylko zgrabniej wyglądam;)

Poza osiągnięciami sportowymi jak zwykle. Czyli siedzę i czytam. Siedzę i piszę. Uparłam się jak dziki osioł - SKOŃCZĘ CHOĆ JEDEN ARTYKUŁ na wakacjach. Mam już dużo napisane, trochę chaotycznie, ale jest, i po raz kolejny przekonuję się, że jest coraz trudniej w miarę, jak zbliżam się do końca. Bo A NUŻ BĘDZIE SKOŃCZONY i ktoś mi go wydrukuje. I boję się.

14:15, inny_glos
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 23 lipca 2013

Freya wypisuje co hoduje, co zamierza, co jej obrodziło, co jej się urodziło, co jej rośnie i dlaczego tak ładnie i zielona jestem z zazdrości! Na starość udam się do niej na warsztaty ogrodniczo hodowlane, a jak się nie uda to kupię sobie ziemię nieopodal i będę codziennie rano z lornetką podpatrywać, co tam też sadzi, kopie i nawozi i notować z zielonym notesiku i podkradać pomysły. 

U mnie tylko dwie doniczki kwiatów letnich, ale i tak co rano je odwiedzam i się zachwycam i rozmawiam z nimi, a wieczorem podlewam i wącham. Posadzone z nasionek najpierw były zielonym gąszczem podpatrywanym przez sąsiadów ze zdziwieniem co to za chwasty zasadziliśmy, skakałam z radości jak wypatrzyłam malutkiego pierwszego kwiatka, a tydzień temu to już wyglądały tak:

Nie tylko ja o nie dbam, Mi taki niby szorstki, twardy facet, a wyrywa mi dzbanek i rzuca się do podlewania czule przy tym zagadując:


Miłość im zdecydowanie służy, wczoraj już wyglądały tak:

i tak:

 

W wolnych chwilach piszę.

 

Plan: dwie strony dziennie.

Plan minimum: pół strony dziennie.

Plan maximum: ile się da. 

Oczywiście nie da się ponad plan, a czasem plan minimum.

Czy wielcy pisarze też tak mają, czy tylko my, prostaczkowie, przeżywamy pisanie jak przypalanie żywym ogniem?

Staram się ćwiczyć koncentrację, uważność, skupienie na tym, co aktualnie robię, ale kolejno odkrywane syndromy ADD tego nie uławiają. Bo tak, właśnie się zdiagnozowałam i tak, fajnie mieć etykietkę, zapewnia wygodę samousprawiedliwiania:D


Na pobudzenie języka czytam przed snem Stuff of Thought Pinkera. I zazdroszczę.

Oglądam z niepokojem stopniałe oszczędności na koncie, bo przecież w ostatnich miesiącach moja pensja to grosze, jakieś nieodebrane michałki za sprawdzanie egzaminów czy prac licencjackich, a Mi dalej jest studentem i jako taki nie generuje żadnego dochodu. Raczej rozchody. Ale damy radę, myślę sobie, damy radę, zawsze dajemy, zawsze, pieniądze nie są takie ważne, dopóki mamy siebie i lidl pod bokiem to przeżyjemy, prawda? Najwyżej zostaniemy freetarianami i będziemy robić Śniadania Recyklingowe i Obiady Czwartkowe z resztek i chodzić na jogę z Grupona.

Ale codziennie rano otwieram oczy i cieszę się, że widzę tego Mi na drugiej poduszce. Codziennie. 

Zarabiam na życie robiąc to, co jest moją pasją. 

Jestem zdrowa. I mądra. I młoda. I ładna.  

Czuję się taka OBDAROWANA. :D

(Jeszcze tylko wykradnę Frei tajemnicę jej płodów).

A poza tym... hmmm.... życie jest piękne, prawda?

 

16:51, inny_glos
Link Komentarze (2) »
niedziela, 21 lipca 2013

Lato w Irlandii jest po prostu NIE-MO-ŻLI-WE, kolejny, trzeci juz tydzień słońca i upałów, wszystkie media krzyczą gorąc! gorąc! skwar! upał! coraz bardziej czerwonymi literami, dziennik telewizyjny ostrzega 'szczególnie osoby starsze' przed skutkami upałów, nakazuje chronić dzieci i 'chodzić zacienioną stroną chodnika', agencje rządowe właśnie oficjalnie ogłosiły stan suszy, a wszystko to przy temperaturach ... 24-25 stopni Celsjusza:D Oczywiście, tak zwana 'temperatura odczuwana' może być dużo wyższa, ze wzgledu na dość znaczną wilgotność powietrza.

Jest CU-DOW-NIE, cudownie, fantastycznie, wszystko nagrzane i napęczniałe skwarem i dojrzewającymi sokami, miasto pachnie latem, śmierdzi tak, jak latem śmierdzieć powinno, lipami, roztopionym asfaltem, olejem z Chińskiej restauracji i morzem, cudownymi zielonymi glonami, rybami, solą, wiatrem, słońcem i gorącymi kamieniami.

A morze, morze jest PRZE-cudowne, 16 stopni, najcieplejsze, jakie może być morze w zatoce Dublińskiej, zielone, niebieskie, pachnące, kojące. 

Siedzimy z Mi w domu, paproszki unoszą się w plamach słońca przesączającego się przez żaluzje, piszemy, piszemy, albo się staramy, czytamy, skreślamy, płaczemy (to ja) nad komputerem a potem klniemy na czym świat stoi, piszemy, myślimy, myślimy. Mi ma jeszcze 2 tygodnie na złożenie pracy, 80 stron magisterki po angielsku, ja ślęczę nad wypocinami, które wreszcie chcę skończyć. 

Kiedy już jesteśmy zmęczeni myśleniem tak, że po raz dziesiąty czytam to samo zdanie, wyciągam Mi nad morze.

 


A w międzyczasie jagoda goji zabija i koi.

Ha! Uwielbiam takie historie, pestki moreli chronią przed rakiem, ziarenka cieciorki wyciągają trucizny, Stanisław Burzyński wynalazł lek na raka, ale spisek 'środowiska lekarskiego' i firm farmaceutycznych zablokował jego wynalazek, tysiące ludzi przestaje się szczepić, bo z tego tylko autyzm jest, jako rzecze profesor Majewska, co drugi człowiek ma kandydoze, a co trzeci pasożyty (rany, trafiłam! proszę bardzo: W Europie - co 3, W USA 85-95 % społeczeństwa), ach cudowny jest ten świat, wciąż taki MAGICZNY .

Czasem chciałabym żyć w takim świecie, bo u mnie nawet zielona herbata nie ma antyrakowych właściwości.

00:58, inny_glos
Link Komentarze (1) »
sobota, 13 lipca 2013

Lato znokautowało nas w tej Irlandii jednym zręcznym ciosem w twarz, a raczej dwoma ciosami, jak dwa tygodnie upałów.

 

Najchętniej siedziałabym cały dzień nad morzem, ale nie ma tak dobrze, mimo, że się nie zarabia, to pracować trzeba. Z wielkim trudem zdołałam wyciągnąć zatem Mi dwa razy na plażę, za każdym razem obłożył się papierami, kartkami, książkami

i tak się dał pochłonąć lekturze, że nie zauważył, jak podwędził sobie nogi. Łydki właściwie. I kiedy posmarowałam mu kremem faktor 50 było już za późno.

Choć kochanie zrobimy sobie zdjęcie.

Hmm, co mnie tak piecze?

Aaaa, to łydki!

No i trzeba było tak leżeć plackiem?

 

Bo w tym roku plaża w Killaney wygląda tak:

albo nawet tak:

 

Ja, jak widzicie dbam o siebie i chronię się przed tym żarłocznym słońcem jak mogę

a kiedy już nie mogę to wyglądam tak:

Jak zaczęłam wchodzić do tej wody, to moje postanowienie bycia morsem bladło z każdą sekundą spędzoną nad brzegiem. Ale kiedy w końcu wlazłam do tej zimoności, to chciałam tam spędzić resztę życia. No, powiedzmy następne pół godziny życia, bo po takim czasie zdrętwiałe od zimna palce jednak trochę zaczynają przeszkadzać.

01:11, inny_glos
Link Komentarze (4) »
piątek, 05 lipca 2013

Leże w uszku i tumacze. Wywiady z polski na angielski. Nie umjam już pisować nic.

Wyglądam jak spasiony i zakompleksiony Hitler, koniec cytatu. 

Dziś przekonałam się, że dieta czekoladkowa nie działa. Nie chudnie się. Przekonałam się już wcześniej także, że nie działa również dieta a) pizzowa, b) paniniowa (od panini z pieczarkami i żółtym serkiem zapiekane w specjalnej maszynie kupionej w lidlu, czyli takim tosterze, ale fajniejszym), c) lodowa, d) sernikowa i ciastowa.

Cóż tu rzec. Uczę się na błędach.

Wygląda na to, że jak tak siedzę w domu to powoli tara rira, tara rira razem właściwie można by powiedzieć. Mi tararira nad pracą, ja nad tłumaczeniami, a zaraz będę nad artykułem. Także ten, jutro wyciągamy się gdzieś przewietrzyć. Bo inaczej klops. I marna materia.

W domu lata pełno moli. Noż kurcze blade, ja chromolę, skąd te mole? Muszę przejrzeć Adka szafę. I muszę wyprać dywan tego lata. I skończyć choć jeden artykuł. I zacząć drugi. 

Oprócz tego wkurza mnie nie możność biegania. Przyznam się, że już dziś troszeczkę próbowałam, wyszłam niby to na spacer i tego... Ale nie mogę, boli. Buuuu. No to grzecznie wróciłam do domu i zrobiłam gimnastykę. 

Adeczek w Polsce jeszcze, marudzi dziadkom. Barszczu nie zje, ziemniaków nie lubi, zup w ogóle nie lubi, jest nudno, nie ma kolegów, są koledzy, ale musi iść na działkę, jest strasznie nudno na działce, co on będzie tam robił, koledzy są na podwórku, no i jest nudno. Pełen popis.

23:49, inny_glos
Link Komentarze (1) »
Stare ale jare



Ten Kompleks Portnoya mnie rozwalił.

20:01, inny_glos
Link Dodaj komentarz »
środa, 03 lipca 2013

Tłumaczę, słucham soundtrack Twin Peaks* (pamiętacie? pamiętacie? serial mojego życia, agent Cooper nadal zamieszkuje w moim serduszku, w tajemniczej czerwonej skrzyneczce z malutkim kluczykiem zgubionym już dawno temu, nawet, kiedy Mi wprowadził się tu na stałe, musiał pogodzić się z istnieniem nieuchwytnego współlokatora, nagrywającego swoje sny i przemyślenia na dyktafon),



leżę w łóżku.

Szumią samochody. Poza tym cisza.

Cieszę się, że noga w porządku i nie było to wcale żadne pęknięcie zmęczeniowe tylko li i jedynie tendoritis, czyli 'zapalenie przyczepu mięśnia który leży z boku łydki po zewnętrznej stronie', obejdzie się dwoma tygodniami niebiegania i trzema ibupromami dziennie, uff, kocham pana, panie doktorze, bo ten dr Google to jest dla mnie zawsze okrutny, boląca głowa to zawsze tętniak mózgu, kaszel to rak płuc, ból brzucha to pękający wrzód żołądka, jak to dobrze, że są jeszcze prawdziwi lekarze, tacy w przychodni, tacy w realu. 

Cieszę się, że już niedługo będę mogła znowu biegać, a tymczasem mogę trochę poćwiczyć, trochę się porozciągać, trochę pojogować. 

Dom jest pusty i cichy bez Adziarza. Wczoraj tacy zadziwieni nagłym spokojem poczuliśmy się przez chwilę jak na wakacjach, jak w jakimś dziwnym czasie poza czasem, możemy cały dzień pracować leżąc w łóżku, możemy się kochać w dzień, możemy nago wychodzić do toalety, możemy nie gotować obiadu, możemy oglądać filmy dla dorosłych, możemy się upić, nie to, żebyśmy od razu mieli na to ochotę, ale możemy. A równocześnie tak jakoś pusto i smutno, pusto, cicho, dziwnie tak, równocześnie poczuliśmy, że tęsknimy za Adziarzem, naszym mistrzem zamieszania, za jego gadaniem, podskokami i are you for real?

 

*(chciałam napisać Twean Picks, im więcej mówię po angielsku, tym gorzej piszę, taki paradoks)

18:30, inny_glos
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 01 lipca 2013

Festiwal okrucieństwa trwa:

Gościu! Ty się boisz żeby jej się coś nie stało?
A co stoi na przeszkodzie wziąć ją do pokoiku i tak jak ona pas wojskowy z dużą sprzączką i zadać pytanie, co powinna zrobić żeby ujść z życiem ? Bić pasem dotąd dopóki odpowiedź nie będzie satysfakcjonująca i to wszystko. Boisz się o nią? 

silwer55

 

Dla takich szmat jak ta oprawczyni nie ma przebaczenia. Jedynie kilkaset arabskich batów mogłoby częściowo zmazać winę

 




Z sadystyczną lubością fantazjujemy na temat ewentualnej kary.

My jesteśmy ci dobrzy, my jedynie chcielibyśmy torturować i zakatować potwora.

Zbiorowa fantazja Polaków znalazła sobie nowego anty-bohatera - teraz już można lżyć, znieważać, bluzgać, oddawać się rozkoszom wymyślania sprawiedliwej kary.  

A przecież mechanizm u podstaw tej zbrodni ten sam, co u internetowych krzykaczy: trzeba KARAĆ za ZŁO  (a wię za bycie niegrzecznym jak i za zbrodnie). Do końca życia. Do ostatniego tchnienia.

Czemu nie chcemy RATOWAĆ? Pomagać? Przebaczać? 

Matka małej Madzi się przejadła, czas na nowe igrzyska.

Rzygać mi się chce.

 

 

******

Po napisaniu powyższego poczułam ulgę. Acha - więc o to chodzi! Więc ja też tak robię - wyrzucam z siebie zło, wskazuję, że to inni są źli i dzięki temu, że to ja dostrzegłam to zło, które jest w innych, to ja jestem lepsza. Wróć, mówię do siebie, cofnij się krok do tyłu - ile razy TY uderzyłaś dziecko? I co zrobiłaś, jak widziałaś, że inni to robią?

 
18:40, inny_glos
Link Komentarze (4) »
Kto zgadnie gdzie jestem?

07:39, inny_glos
Link Komentarze (6) »
stat4u