RSS
poniedziałek, 16 lipca 2012

Dzisiaj dobrze. Dobrze, bardzo dobrze, miła rozmowa, zostałam pochwalona, przez chwilę się czułam jak studentka, dziękuję, proszę, przepraszam, ale czy to ma sens, i tak dalej, ale powiedziano mi, że to, co chcę zrobić to ciekawe i nowatorskie i jasne, precyzyjne, przemyślane i że jak tego nie pociągnę, nie zrobię chociaż dwóch artykułów z tego, to będzie będę głupolem roku, i potem muszę walnąć trzeci porównawczy, i potem czwarty rozwijający i tak dalej i mogę tak ciągnąć i tak się buduje reputację właśnie i tak się dostaje potem etat i się nie martwi, czy będzie się miało na czynsz w przyszłym roku, czy się dziecko pośle na kolonie, czy się będzie mogło przyjechać na święta do Polski.

Pochwały łykałam jak pelikan.

Niesamowite jest to, jak bardzo się zawsze kręcimy wokół siebie, jak bardzo niepewni jesteśmy w środku, mimo, że na pozór pewni, jak bardzo skupieni na sobie, na swoich małych porażeczkach i sukcesikach, na swoim malutkim żyćku, które jest dla nas całym światem przecież, bo nam w naszym żyćku jeden kawałeczek nie dający się ułożyć psuje nagle całą układankę, przez małą dziurkę w kształcie puzzla wlewa się nagle cały świat, pełen niepokoju i śmierci i strachu i bezdomnych ludzi na śmietniku, i ludzi w schronisku opowiadających, że tak panie, pracę miałem, tak miałem, tu w domu kultury pracowałem 10 lat, no ale co robić, zwolnienia byli, zamknęli wszytko i od tej pory tak się tuła człowiek, jak pani widzi, jak właśnie widzę, przez tę dziurkę do innego świata.

Biedny jest człowiek, tak zawsze skupiony na sobie, bo zawsze może być przecież gorzej, i wtedy co ja zrobię, co ja wtedy pocznę wtedy, nauczycieli zwalniają, pedagogów zwalniają, już nie tylko robotników w fabrykach zamieniają na małe indyjskie dzieci pracujące po 14 godzin dziennie z zapaleniem spojówek od wpatrywania się w zakurzonym półmroku w spodnie hip hopowe z krokiem w kolanach marki Cliniqe, zamieniają już wszyskich ludzi wokoło, telefonistki poszły pierwsze do odstrzału, zaraz potem księgowi, informatycy, tłumacze, wykładowcy będą wkrótce uczyć 20 000 studentów równocześnie przez internet, jeden profesor wystarczy za cały wydział, a cała reszta będzie niepotrzebna.

Wszystko to widzę wyraźnie w moich brakujących puzzlach, wyraźnie i nieubłaganie, więc szybko szybko nie ma czasu, jeszcze trochę, jeszcze trochę, muszę zdobyć brakujące elementy, muszę je wyszarpać  życiu, by móc ułożyć wreszcie obrazek domku z ogródkiem, płotkiem i kominkiem, pieskiem na podwórku i kotkiem na kolanach, widokiem na góry lub jezioro za oknem w plastikowych, ale malowanych na drewniano ramach, moim magicznym domu o ścianach koloru bambusowy gaj, z bryką w garażu, piekarnikiem w salonie, agą w kuchni i różami na ścieżce, i wszystko musi być na swoim miejscu, a ja będę się tylko zajmowała czytaniem Interior Desing i My Garden, w wolnych chwilach, których nie będę miała, ale co z tego, jak wtedy, jak dopiero wtedy może nareszcie nie będę musiała widzieć tej drugiej strony, o co to to nie, nie będę zaglądać na lewą stronę sielanki, bo po co, po co wiedzieć, po co się straszyć, po co o tym rozmyślać, to do niczego dobrego nie prowadzi, do nerwów tylko i depresji to prowadzi, lepiej nie wiedzieć, lepiej oglądać telewizję i american movies i wierzyć, wierzyć całą sobą, że jeszcze tylko te dwa artykuły, jeszcze tylko książka, jeszcze tylko duży projekt, teoria, grant a tamten okropny świat na zawsze zostanie po drugiej stronie układanki i będzie istniał tylko po to, żebym mogła o nim pisać.

Amen.

02:32, inny_glos
Link Komentarze (3) »
piątek, 13 lipca 2012

Dobra passa trwa, dostałam odpowiedzi odmowne z dwóch prac.

 

Żeby zmienić pracę, muszę pisać i publikować.

Pisanie jest ciężkie. Katuję się od rana do wieczora i kończę na szalenie ciekawej dyskusji na fejsie/mailu/blogu. 

Kiedyś, dawno dawno temu, w zamierzchłej prehistorii przed magisterką jeszcze myślałam, że z czasem się lżej pisze. Nieprawda. Dalej jest tak samo ciężko.

Zaiste, niepoznane są ścieżki myślenia.

Ale ćwiczę i to mnie ratuje przed totalnym szaleństwem.

Robię już 300 przysiadów na luzaku.

Za tydzień jedziemy do Pl.

Adziarz po raz pierwszy w życiu będzie korzystał z turystyki zorganizowanej - jedzie na kolonie. Myślałam, że jestem mamą luzarą, ale to nieprawda. Stracham się jak wariatka.

01:23, inny_glos
Link Komentarze (3) »

Dobra passa trwa, dostałam odpowiedzi odmowne z dwóch prac.

 

Pisanie jest ciężkie. Katuję się od rana do wieczora i kończę na szalenie ciekawej dyskusji na fejsie/mailu/blogu. 

Kiedyś, dawno dawno temu, w zamierzchłej prehistorii przed magisterką jeszcze myślałam, że z czasem się lżej pisze. Nieprawda. Dalej jest tak samo ciężko.

Zaiste, niepoznane są ścieżki myślenia.

Ale ćwiczę i to mnie ratuje przed totalnym szaleństwem.

Robię już 300 przysiadów na luzaku.

Za tydzień jedziemy do Pl.

Adziarz po raz pierwszy w życiu będzie korzystał z turystyki zorganizowanej - jedzie na kolonie. Myślałam, że jestem mamą luzarą, ale to nieprawda. Stracham się jak wariatka.

01:23, inny_glos
Link Dodaj komentarz »
środa, 11 lipca 2012

Się kompletnie oddałam działalności społeczno-politycznej, aż cieszę się, że się nie urodziłam tak z 30 lat wcześniej, bo już dawno byłabym umaczana w czerwieni, jak znam siebie. Albo bym siedziała we więźniu. Na dwoje babka wróżyła. 

Pisanie dalej kiepsko. Ale po trupach zdań do celu. Takie mam właśnie wrażenie, że one takie trochę nieżywe są. Te zdania. Martwię się trochę, że martwe. I że tak trochę powoli, jak żółw ociężale. Hmm. Boję  się, że to nie pisanie, tylko myślenie kiepsko. No cóż, niektórzy mają żywy umysł, a ja nieżywy. Nieżywy umysł warcabisty, bo jakoś tak się zaplątuję w rozumowaniach, Kasparow to ze mnie nie jest raczej. Dwa do przodu, do tyłu i w bok. 

Z sukcesów to melduję, że 6 tygodni, 1 parapetówkę, 2 wyjścia do knajpy i parę okazji w pracy później nadal nie palę. I to mnie okropnie cieszy. 

Oraz to, że dziś biegłam 13 minut BEZ PRZERWY i nie umarłam. Ani nie wyplułam płuca. Co mnie niepomiernie zdziwiło - 3 miesiące temu potrafiłam przebiec 2 minuty siłą mięśni, i jeszcze 1 minutę siłą woli, powstrzymując odruch wymiotny i chęć natychmiastowego położenia się na ziemi i wyzionięcia ducha. I nie, nie biegam codziennie, ani nawet systematycznie (hmm, oprócz wczoraj, to nie pamiętam, kiedy ostatni raz - może tak z 2 miesiące temu?). Jeżdżę do pracy na rowerze i trochę ćwiczę. 

A na dodatek wczoraj sama naprawiłam sobie kompa. No i proszę, 70 euro w kieszeni. Jak się chce, to można, o proszę. Zawsze tę zasadę wyznawałam. Szczególnie w odniesieniu do tak zwanych pokus.

Jak widać moje życie to pasmo sukcesów.

 

01:44, inny_glos
Link Komentarze (1) »
środa, 04 lipca 2012

Dziś Mi dostał zawiadomienie, że go przyjęli na magisterskie na UCD pod warunkiem, że zdał egzamin z angielskiego. Się ucieszyliśmy, ale jeszcze nie za bardzo, bo ten egzamin spędza mu sen z powiek i to już od paru miesięcy, zdawał go w sobotę, ale wyników jeszcze nie mamy. Także nie gratulować jeszcze. No ale nie puściliby go tutaj na studia, jeszcze czego, niechby tylko spróbowali, łobuzy jedne, najzdolniejszego studenta na naszym roku, moim, jakże obiektywnym, zdaniem. 

Rownież dziś ja dostałam spodziankę - listę godzin na przyszły rok. W najgorszym wypadku zarobię nieco ponad zasiłek dla bezrobotnych, w najlepszym takie samo nieco ponad płacę minimalną, no nie ma co, kasę trzepię i karierę robię, że hoho! Za to do kolekcji dostałam kolejne wykłady z tematu na którym się nie znam, czyli tym razem o młodzieży.

Także od września zapowiada się twórczo, choć biednie, ale wiadomo jakie romantyczne jest studenckie życie, nie mogę się już doczekać czasu chińskich zupek i paprykarzu szczecińskiego. Tfu, baked beans. Dodam jeszcze, że ewentualne studia Mi kosztowałyby trochę mniej niż połowę moich rocznych zarobków w najgorszym wypadku i trochę więcej niż jedną czwartą w najlepszym (uwielbiam humanistyczne opisy danych liczbowych, są takie cudownie rozwlekłe i wymagają dużo dodatkowej pracy czytelnika!).

Oprócz tego pisanie to krew, pot i łzy, wiadomo, chęć mordu i szaleństwo w oczach.



(z memami jesteśmy na bieżąco dzięki Adkowi, lat 13 i 1/3).

17:34, inny_glos
Link Komentarze (2) »
wtorek, 03 lipca 2012

Pewno sobie wszyscy siedzicie w ogródeczku/na plaży/nad jeziorem/w lesie/w kawiarence pod parasolami czy gdziekolwiek indziej, gdzie jest gorąco, słonecznie i letnio.

A ja sobie siedzę w domu, za oknem, jak zwykle, leje i nie jest to letni ciepły deszcz, tylko wybitnie jesienny, zimny dżdż. Marzę o dużych ciemnych okularach, spieczonych ramionach i dekolcie pomimo kremu faktor 50+, spódnicy do kolan i klapkach.

A za oknem 15 stopni. A nogi mam koloru ciasta. Niedopieczonego. A artykuł nienapisany. 

20:20, inny_glos
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 02 lipca 2012
Nagły przypadek w klinice homeopatii

 



 

A poza tym:

"Repeat after me:
Short is better than long.
Simple is good. (Louder)
Long Latin nouns are the enemy.
Anglo-Saxon active verbs are your best friend.

One thought per sentence"

Piękne, szkoda tylko, że autorzy z mojej dziedziny o tym nie wiedzą;)

Ale nie powiem, pocieszyło mnie to. Bo takie te moje zdania są: alleluja i do przodu! To wszystko.

 

13:46, inny_glos
Link Dodaj komentarz »
stat4u