RSS
sobota, 29 czerwca 2013
Żeby kózka nie biegała

... toby nóżka nie bolała.

Od wczoraj napieprza okrutnie i to w takim dziwnym miejscu - trzy cm nad kostką po zewnętrznej stronie. Na kości. Czyli nie ścięgna, nie stawy, nie w kostce, nie mięśnie, tylko kość. Uderzyłam się pewnie, nie? Tak sobie właśnie myślałam jak mnie zaczęło pobolewać ze 2 dni temu po biegu i wczoraj oczywiście dawaj, miał być krótki bieg, takie przebieżki właściwie, alem się rozkręciła, na początku bolało, potem przestało, a potem jak zaczęło napieprzać, to już się zaparłam, zacisnęłam zęby i dobiegłam.

Jak głupia koza, oczywiście. Bo wszyscy wiedzą, że jak boli, to nie wolno biegać, nie?

I całą noc już mnie kość rwała, a rano dzięki dr Guglowi zdiagnozowałam sobie 'stress fracture' czyli zmęczeniowe pęknięcie kości strzałkowej. Przy którym to urazie nie wolno biegać WCALE przez co najmniej 6 do 12 tygodni @#@@##$%@&&!!!!

@#@@##$%@&&!

@#@@##$%@&&!

Swoją drogą - kto by wpadł na to, że od biegania może pęknąć kość??

A może. 12 razy częściej u kobiet. Które w dodatku mieszkają w kraju w którym nie ma słońca 10 miesięcy w roku. Więc nie ma witaminy D. I które odkrywają nagle, że mogą biegać i biec i biec i zamiast powoli, jak żółw ociężale, powolutku pomalutku zwiększać dystans nie więcej niż o 10% w każdym tygodniu, to przerzucają się z 35 minut na 45 i na 50 min w ciągu 10 dni. 

Pamiętajcie, zatem, moje drogie - biegajcie powoli i pijcie dużo mleka. I jedzcie, bo też można sobie krzywdę zrobić nie jedząc. I nigdy, przenigdy nie zaczynajcie biegać codziennie już po paru miesiącach!

No nic, poczekam parę dni i jeśli nie zacznie przechodzić, to się pójdę do lekarza.

Choć boję się, że zostanę etatową hipochondryczką - no bo jak to - tak boli i nie jest spuchnięte? i nic nie widać?

 

Ale najważniejsze, że u Adziarza dobrze, prawda?

W poniedziałek wylatuje SAM do Polski, potem z dziadkiem jedzie tu:

albo gdzieś w pobliże (przynajmniej tak to sobie wyobrażam).

19:19, inny_glos
Link Komentarze (3) »
piątek, 28 czerwca 2013

No dobra tam, koniec tych intymności i coś wiem, ale Wam nie powiem i taka jestem głęboka, że aż się boję zaglądać w siebie i tak dalej i tym podobne. Kryguję się co najmniej jak panna z mokrą głową, co jest - nota bene - akurat prawdą. Ale ale co z codziennością? 

Z codziennością dobrze. W sumie winna jestem parę wyjaśnień, bo zachowuję się jak koleżanka, co najpierw wypłakuje się w rękaw, potem się nie odzywa, a za trzy miesiące dowiadujemy się z fejsbuka, że właśnie wzięła ślub, jest w ciąży, kupiła dom i wyjeżdża na Malediwy. I jest taaaaka szczęśliwa! o czym musi powiadomić cały świat, a my czujemy się jak głupek, bo dalej jesteśmy na etapie, że on się rano wymknął, a teraz jest 15, a on wciąż nie wysłał ani jednego smska.

A zatem proszę bardzo: Adek ma się dobrze, a nawet coraz lepiej. W nowej szkole ma nowych kolegów i to chyba takich fajnych. Po naszych setkach namolnych namawiań 'umówcie się na piłkę, albo do kina, albo na basen, co?", po skrycie snutych tajnych planach (powiemy, że dostałam z pracy wejściówki na ściankę wspinaczkową, na 5 dzieciaków - Aaaaadek, dostałam bilety w pracy na ściankę, weź zagadaj do paru kolegów, co?), po wymyślanych specjalnych okazjach (urodziny??) i dziesiątkach godzin zwykłego marudzenia Adek, weź no zagadaj do kolegów, co? Może oni też siedzą w domu i tylko grają i się nudzą, Adek tak jakoś powoli zaczął wychodzić. 

Najpierw były to mecze - Polska-Irlandia, Irlandia-Czarnogóra, potem nagle zaczął mieć mnóstwo zajęć poza szkolnych - kickboxing, Digital Hub, gdzie na warsztaty informatyczne zaciągnął go kolega, koszykówka, gdzie chodzili inni koledzy i Young Scientist z najlepszym nauczycielem w Irlandii. Szkoła się skończyła 1go czerwca, co oczywiście wkurzyło mnie strasznie (JAK NASTOLATKI MOGĄ MIEĆ TYLE WOLNEGO?? BEDA SIEDZIEC W DOMU I SIE UPIJAC I GRAC W GRY KOMPUTEROWE I WYMYSLAC GLUPOTY), ale okazało się, że Adek ma codziennie jakieś zajęcia - jak nie to kółko, to inne, wycieczki z summer camp, wyjścia do kina i tak dalej. I jakoś tak powoli powoli zaczał się umawiać, na początku jeszcze nieśmiało, tylko na mecz, ale jak się dowiedział, że jego szkolny prześladowca chciał też iść z chłopakami na piłkę, a chłopaki mu ściemniły, że wcale na żaden mecz nie idą, i prześladowca nie poszedł, A DO ADKA ZADZWONILI, jak się o tym dowiedział, to już poczuł sie dobrze. Zwłaszcza, że mi wcześniej mówił, że oni chyba tego gnoja lubią, bo on jest zabawny (HAHAHA, jak kawały o kupie). No. Także grejt sakses, jak mówi Adek.

A ja? Ja też walczę. Ale o tym w następnym odcinku.

00:07, inny_glos
Link Komentarze (4) »
sobota, 22 czerwca 2013

Nadchodzi burza, ale i tak wszystko dobrze:



Przemyślenia moje są ostatnio zbyt osobiste, zbyt prywatne, zbyt intymne (choć nie w tym sensie, o jakim myślicie) na obnażanie ich na blogu. A o innych rzeczach codziennych zwyczajnie nie chce mi się pisać. Albo, jak zaczynam pisać, to i tak wychodzi zbyt intymnie.

Spotkałam panią w sklepie "a pani to pisała bloga! czemu pani już nie pisze??". Na środku Poloneza poczułam się całkiem naga. Chodziło jej, na szczęście, o starego bloga. Ale poczułam, że otworzyłam drzwi na oścież i ludzie wchodzą, nawet nie mają złych intencji, ot, poprawić sobie humor, pooglądać, jak inni mieszkają, jak żyją inni ludzie, więc wchodzą w butach na beżowy dywan, wycierają spocone dłonie w ręczniki, otwierają szafki i zaglądają, patrzą, patrzą, komentują, dziwią się, jak tak można żyć i dlaczego to tyle kurzu na półkach. A okruchy na blacie.


Trudno się obnażać kiedy się jest w drodze. Trzeba zachować siły, prawda? Kiedy zaczyna się coś robić, albo coś się zaczyna dziać, kiedy stoimy na samym rozdrożu i dopiero wysunęliśmy nóżkę, żeby postawić pierwszy krok, kiedy dopiero twarz zwracamy w dobrym, bo naszym kierunku, nie wolno się obracać i wołać 'patrzcie!', bo można stracić równowagę. Trzeba się bardzo, bardzo zebrać w sobie, zwołać wszystkie siły, zablokować w środku energię, skupić się na przemianie i na każdym kolejnym kroku, a spojrzenie trzymać blisko siebie. Zwłaszcza, jeśli cel jest niewidzialny a przemiana wewnętrzna. Bo może się okazać, że usłyszymy "Ach, Kilimandżaro? W zeszłym tygodniu byłam tam już 2 razy!". Albo 'a czemu to łóżko nie pościelone?', dziecko niewychowane, a w domu brudno.

W każdym razie wczoraj biegałam 50 minut. Było cudownie -przez pierwsze 10 minut NIE chciałam umrzeć kładąc się na chodniku. 

19:42, inny_glos
Link Komentarze (1) »
stat4u