RSS
środa, 27 czerwca 2012

Siedzę. Po uszy. W pisaniu. Artykułu.

Idzie mi to jakbym po kamieniu... po kamieniu ... tym białym skrobała. Styropianiem.

(Właśnie musiałam zapytać się googla: do ocieplania domów stosuje się .... Bo słowo styropian to biała plama w mojej głowie. I tak mam cały czas. Gdzie ten język wypływa? Czy jak jeden przychodzi, to drugi ucieka?)

Jakbym styropianem po kamieniu skrobała, jakbym plastelinę z kubka do kubka przelewała, jakbym w smole kraulem pływała. 

Tak mi się. Pisze.

Kulawe te moje zdania, przyciężkie, bez polotu, bez finezji, prostackie nogi stołowe podpierające rzeczywistość zbadaną.

Taki ten mój angielski jak betonowy fotel.



Ani wygodny, ani ładny. Tyle, że można na nim usiąść. Tyle.

Pocieszam się, że nawet ci, których z zachłannością teraz czytam, też mieli problemy. Tiziano Terzani, proszę bardzo:

Pisanie zawsze przychodziło mi z trudem i częściowo zostałomi to na całe życie. Odkryłem, że w redakcji były jedne drzwi zawsze zamknięte popołudniami, więc zapytałem: „Kto tam jest?" W odpowiedzi usłyszałem: „Tam? James Reston!" James Reston siedział tam cztery, pięć, sześć godzin, zamknięty w pokoju i pisał swoje sto dwadzieścia wersów! Cholera! Podbudowało mnie niesamowicie, że człowiek, piszący proste, pełne polotu, naprawdę niewymęczone teksty, które czytało się w porannym wydaniu, poświęcał na nie tyle godzin. (Koniec jest moim początkiem, str. 30).

Podbudowało mnie to bardzo.

20:03, inny_glos
Link Komentarze (4) »
sobota, 23 czerwca 2012

Staram się skupiać na chwili. Na tym, co teraz robię. A ścigam teraz mola, przeszukałam całą szafę i mola nie ma. Może poszedł do lasu? Może mieszka gdzie indziej?

Przy okazji oddaję ciuchy. Oddawanie ciuchów dobre jest na głowę. Nie potrzebne mi tyle rzeczy, szczególnie tych, których nie założyłam od dwóch lat. Rozpinana sukienka-fartuszek w drobną czarnobiałą krateczkę? Już jej nie założę, już wiem, że nie jestem kobietą w sukience fartuszek w drobną krateczkę. 

Oddawać. Pozbywać się bagażu. 

15:47, inny_glos
Link Komentarze (4) »
czwartek, 21 czerwca 2012

Bardzo ładną mamy jesień tego lata, czyli norma, no już przestałabym wydziwiać i tak na pogodę narzekać, mieszkam tutaj tyle, to już powinnam się przyzwyczaić nie? A tu nie, wstaję rano i szary wiruje pył, tylko on i tak dalej i w kółko brzmi smętna melodia, piłuje głowę od rana w postaci deszczu za oknem. 

Boże drogi, no czemu akurat szary pył, mam takie udane życie, myślę sobie, miłość rozkwita, mąż kwiaty przynosi bez powodu (no, trochę mnie to kosztowało wysiłków wychowawczych, niechcącego wspominania w głośniej rozmowie na skype z rodziną, że ja tak lubię kwiaty, rzucania niewinnych uwag o kwiatach lata całe, że mama kocha róże, że róże, że mama, że kocha, zachwycania się każdą sceną filmową, kiedy on dajej jej bukiet kwiatów, no, trochę wysiłku, ale opłacało się, mogę wam powiedzieć, OPŁACAŁO!), dziecko mądre, w miarę grzeczne, i - co najważniejsze - nastoletnie, a jeszcze z nami rozmawia, dom wygodny, pościeli 4 komplety, kubek do kawy w róże, pralka, zmywarka i mikser, żółte rajstopy, kozaki i 5 marynarek, ciepła woda, 3 komputery i 10 minut do pracy rowerem, ciekawa praca i duuużo wolnego czasu. Więc ten szary pył to jakoś nie pasuje, nie? 

No nie. I właśnie w dodatku zaczęłam W KOŃCU PISAĆ PO ANGIELSKU. Więc na ten pył się nie zgadzam, a w ogóle to emocje kłamią i oszukują i mówię im stanowcze nie! Dość już tej władzy, nastroje, nas jest tylko pojednyczo!

Ale to chyba tylko ten czas się zbliża. Przed tym czasem wybór nastrojów składa się z: a. absolutnego wkurwu, b.wielkiej smuty. Aaa tam, niech sobie będzie ta smuta. Życie nie składa się z samych odcinków Sexu w wielkim mieście, prawda?

20:59, inny_glos
Link Komentarze (3) »
z cyklu: tłumaczenia

"In 2012 I was awarded Masters Degree at the Dublin City University" - w 2012 uzyskałem stopień Pana na Uniwersytecie w Dublinie

16:11, inny_glos
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 17 czerwca 2012
Umarłam, zaraz wracam

Wszystko dobrze, wszystko dobrze, oprócz malutkiego ataczku paniczki, który mnie dopadł dziś przy garach i smażeniu chińszczaków, zaraz po tym, kiedy sobie psiknęłam przeterminowanym differsanem w gardło, i nagle zrobiło mi się słabo, błyski przed oczami, serce zaczeło mi szaleć, pognałam zatem do pokoju, jak najszybciej, by nie umrzeć po drodze ani przy kuchence, między stołem a zmywarką, wczepiłam się w Mi jak małpka, a duży Mi zapewnił mnie solennie, że jak stracę przytomność, to zaniesie mnie choćby na rękach wszędzie, gdzie będzie trzeba, na szczęście szpital jest blisko, przemknęło mi przez głowę, wprawdzie położniczy, ale w razie czego podłączą mnie do jakiejś maszyny, która robi pink, ale w sumie będzie wstyd, bo taka brudna jestem, zaraz mi się pomyślało, od trzech dni się nie kąpałam, mam plamę od sosu na piżamie, a piżamę na sobie, bo jestem chora, bo to cholerne gardło, przez które zaraz umrę!

Z częstych ataków paniki zostały mi tylko nieczęste, na przeterminowane leki zawsze mogę liczyć, tak samo jak grzyby, po których kęsie zaczynam umierać, mam wszytkie objawy, jakie mogę mieć, ślinotok, myślotok, palpitacje serca i rozumu, błyski i mroczki przed oczami, zależnie od tego, co tam moja podświadomość sobie akurat wyprodukuje, ociężałość w kończynach i kończystość ciężaru, cokolwiek to znaczy, powiedźcie mi o jakimś objawie, a na pewno go będę miała przy najbliższym występnie pani-ki. I naprawdę nie zależy to od tego, skąd mam grzyby, od przyjaciółki od serca czy wujka Mi, który całe życie zbiera grzyby. Moja podświadomość nie ufa ekspertom. Zachowuję wszytkie ulotki po lekach 'w razie czego', czytając listę objawów niepożądanych wiem, że za tydzień-dwa będę miała wszystkie, no, chyba, że będę zbyt zajęta, by sobie o nich przypomnieć;)

Jeśli czytacie te słowa, to znaczy, że żyję, choć gardło dalej napieprza, tym razem razem z uchem, czuję się jak dziecko, jeśli to angina. A nie co innego. Ale to już temat na inną opowieść  hipohondryka.

19:56, inny_glos
Link Komentarze (7) »
sobota, 16 czerwca 2012

Uff, wysłałam, prawie dosłownie za pięć dwunasta. Ale sypnęłam inwencją, popłynęłam że hoho;) Czasem zaczynam się sama dziwić, że ja takie rzeczy robię, jakie piszę, teraz zaś trochę się obawiam, że mam nieco myślenie zaćmione gorączką. Więc równie dobrze może mi się tylko wydawać, że popłynęłam. Może wcale nie wypłynęłam. A może właśnie idę na dno, trzymając się metaforyki. Muszę tylko jeszcze do takiego jednego kolegi ze szkoły zamailować, że ma być moim referentem. 

Na szczęście się okazało, że do dziś tylko jedno ogłoszenie, drugie, z trzema miejscami (hehe) 200 kilometrów stąd do 25. Na szczęście, bo słabo dałabym radę, od dwóch dni angina mnie rozbiera (kurcze, od 20 lat nie miałam anginy), a może to nie angina? boli mnie gardło i pod prawym żebrem, serio, centralnie pod prawym żebrem. Ech, może to tylko od całodziennego siedzenia w dziwnej pozycji. 

Mi dzielnie pojechał sam na Auntie, więc oddalę się w stronę serialu. Tylko jeszcze nie wiem którego, od kiedy skończyła się Greys Anatomy, a House mnie znudził, a moje nowe fantastyczne seriale stały się serialami rodzinnymi i  NIE MOGĘ ICH SAMA OGLĄDAĆ.

01:08, inny_glos
Link Komentarze (4) »
czwartek, 14 czerwca 2012

Ach, jaka smutna przegrana! 0: 4! Biedni, biedni Irlandczycy!

Sama meczu nie oglądałam, bom w papierach, ale jednym okiem zerkałam na wynik. Może i dobrze, bo bym płakała rzewnymi łzami:=| `

23:03, inny_glos
Link Komentarze (3) »
środa, 13 czerwca 2012

2 ogłoszenia o pracę i 4 stanowiska, wszystko na piątek, nie wierzę że ..., ale próbuję, wiadomo, więc siedzę, siedzę w papierach, 12 stron tłumaczenia części pracy, list motywacyjny, portfolio z metod nauczania, referencje i referenci, nie wspominając oczywiście o zwykłym CV. Siedzę i tłumaczę, jak pies gończy biegnę za sensem zdania, które oczywiście na końcu nie ma dla mnie sensu wcale a wcale, trudno się tłumaczy ten (mój) napuszony akademicki język, te wszystkie "powyższe wzory struktury ogólnej" i "zauważmy, że nie przesądzamy tu o sposobie, w jaki .." i tak dalej, azaliż, zatem, li tylko. Dobrze by było, żeby jakiś anglojęzyczny człowiek mi to choć przeczytał, taki krótki czas składania papierów, że trudno mi się prosiło o poświęcenie swojego czwartkowego wieczoru na korektę, jedna najbliższa znajoma odmówiła i przypadkowo spotkałam w szkole jedną z moich pracowych koleżanek, zgodziła się, ale teraz się zastanawiam, czy dobrze zrobiłam, że w ogóle ją zapytałam. To jest osoba, co do której mam mieszane uczucia, a raczej trochę jej nie wyczuwam i nie jestem do końca pewna, jak się będę czuła z tym, że coś jej zawdzięczam. Oczywiście nie powiedziałam jej, że to do aplikacji o pracę, tylko, że staram się o jakiegoś granta na badania. No zobaczymy. A teraz w tył zwrot i dalej do roboty.

23:00, inny_glos
Link Komentarze (3) »
wtorek, 12 czerwca 2012
zemsta Marksa (i Engelsa)

Z nastojami jak z cyklem koniunkturalnym. Nie wiem skąd mam te pokłady niewiary w siebie, ba! wręcz nienawiści, ciągłego krytykowania, bardzo surowej oceny. Tak mam od zawsze, ale z roku na rok coraz ciężej mi sie z tym żyje. Bo juz nie mogę wierzyc, że jak dorosnę to sie to zmieni. Jestem dorosła i co?

W niedziele bylo pięknie, gralismy w parku w pilke, slonce swiecilo, bylo cieplo, strzeliłam 9 goli. Potem mecz ze znajomymi w pubie (ale byli smutni po drugiej bramce dla Chorwatów! cały pub zamarł, potem przyklapł i już się nie podniósł, nie było irlandzkich przyśpiewek ani zielonego szaleństwa), a kiedy już grzecznie odprowadziliśmy syna do domu, wódka i rozmowy o Marksie. Lewicowi Irlandczycy wierzą w Marksa, ufają Leninowi, są zafascynowani Mao Tse. Pod tym względem wydają nam się jak dzieci i zawsze pod koniec imprezy dyskusja schodzi na komunizm i socjalizm, i my, doświadczeni historią i obciążeni genetyczną nieufnością wobec władzy ludowej, czujemy się jak staruszkowie rozprawiający się z idealizmem młodzieży. Widmo krąży nad Irlandią, czasem aż mnie dziw bierze czemu oni w kółko tego Marksa wykopują z grobu? Czemu jest on najbardziej znanym lewicowym myślicielem? Może w 19 wieku jego myśli były rewolucyjne czy odkrywcze, ale dziś jest już nowa rzeczywistość, nie ma już klasy pracującej, dyktatura proletariatu też już - nie bez kozery - brzmi złowieszczo.

Wódka jest niezbędna, niestety, do takich dyskusji no i tak ten cholerny Marks zemścił się wczoraj okrutnym kacem, tym bardziej podstępnym, że tylko psychicznym. Ogólnie czułam się bardzo dobrze, żadnego bólu głowy, żadnej zadyszki i kołatania serca (nie palę! ani jednego! nawet do piwa w pubie!) ale okrutny dół, niewiara w siebie i ogólne załamanie życiem przeczołgały mnie wczoraj potwornie. Jeszcze miałam sobie w łóżeczku przez cały dzień leżeć, książki czytać, może trochę tłumaczyć, seriale oglądać, a tu o 11 dzwoni koleżanka z pracy z pytaniem jak szybko mogę być w szkole. Bo sobie wymyślili, że skoro wszyscy akurat są (oprócz mnie) to zrobią zebranie działu. No to pod prysznic, na rower, do szkoły i taka zakręcona siedzę na tym zebraniu i słóweńkiem się boję odezwać, bom wewnętrznie zasupłana. No ale akurat mówić nie musiałam za bardzo, słuchałam z ciekawością, bo rozprawiali o rzeczach na których się nie znam, tylko oczywiście po chwili wkręciłam sobie (głowa znowu szaleje!), że jestem taka głupia, że nawet nie mam nic do powiedzenia;)

 

12:34, inny_glos
Link Komentarze (2) »
czwartek, 07 czerwca 2012
jak w Japonii

Dobra, czas coś napisać, bo już nie mogę się patrzeć na tą panienkę. 

A zatem

słuchawki na uszy

uszy do góry 

japonki na stopy

http://www.jazzandblues.org/index.aspx

ach!

Mi i Ad są na szachach a ja siedzę sobie w domu SAMA.

To znaczy właśnie wróciłam stąd

 

Dublin oczywiście w deszczu. 

(ach! ta muzyka! słyszycie?)

 

Jestem SAMA.

(słyszycie Milesa Davisa?)

Dawno tak nie było, od kiedy Mi nie pracuje a Ad ma wakacje.

Raczej nie przeszkadzamy sobie z Mi na co dzień, siedzimy sobie zgodnie każde z nosem w swojej książce/komputerze, ostatnio nawet oglądaliśmy we dwoje dwa różne filmy, leżąc na przeciwko siebie na sofie, ale, jak wiadomo, nie ma to jak być samemu.

Od czasu do czasu.

A zatem jestem SAMA i oczywiście osiołkowi w żłoby dano - gimnastyka? poczytanie blogów? serial? książka? składanie góry ciuchów? - eee, ciuchy niech spadają na drzewo.

Ale jeszcze tłumaczenie obiecane czeka i samo się nie zrobi, artykuł sam się nie napisze, no i książki, książki niestety same się nie przeczytają.

No to zacznę od przysiadów.

Pozwólcie, że ściągnę kimono.



 Nie wiem dlaczego czuję się jak w Japonii.

Kupię grabki, kamyczki i założę własny ogród kamienny. Tak się czuję.

 



22:29, inny_glos
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2
stat4u