RSS
piątek, 30 maja 2014

Cały tydzień był ciężki. I taki jak kolejka wysokogórska, co mi się trochę podobało na początku, ale potem jak mnie wywaliło z torów to już mniej.

W piątek poszliśmy z Mi na wystawę i koncert folkowy do takiego miejsca nowego w naszym klimacie, no może trochę bardzie artystowskim niż my. Ale fajnie. Poszliśmy, bo raz, że zrobiłam test i nie jestem w ciąży, to mogę iść na piwo, a dwa,  bo zauważyłam, że mam tendencję do tetryczenia, kiedy siedzę w domu i nie chce mi się wychodzić do ludzi i najchętniej to bym jakies bzdury na necie czytała, a takie wychodzenie daje przeważnie jakiś nowy pęd. Dawno nie słuchałam muzyki na żywo popijając piwo. I z tego wszystkiego, z tej fajności i uniesienia, z tej wystawy i koncertu poszłam sobie obejrzeć obrazy i wylądowałam w ogródku fajkowym. I stałam tam dobre 10 minut napawając się opowiadanymi historiami i śmiechem, wdychając dym, który mi nagle, nie wiadomo czemu zaczął pachnieć, czułam się dość samotna, ale dzielnie wyszłam stamtąd po to tylko, żeby obejrzeć jeszcze obrazy na piętrze i zejść schodami prosto na drzwi na zewnątrz, wyjść na dwór i poprosić o papierosa dziewczynę, która tam stała. No żałość po prostu. M się strasznie strasznie wkurzył na mnie, obraził się i pokłócił i na złość mamie odmroził uszy, czyli poszedł i kupił sobie fajki. I potem tak codziennie niby postanawiał nie palić, ale w końcu się łamał. No to ja razem z nim, no bo wiadomo, choć tylko wieczorami. No i bardzo bardzo bardzo to wszystko było mądre, zwłaszcza, że przy okazji się przeziębiłam i w końcu wszystko mi zeszło na oskrzela i zaczęłam kaszlać takim lekko szczękającym kaszlem i jeszcze świszczę i nie biegam od ponad tygodnia. A do tego wszystkiego miałam akurat 10 prac licencjackich do sprawdzenia i egzaminy na uniwerku i od rana do wieczora zapieprz a wieczorem fajki. No całkiem na mózg mi padło. 

A jeszcze w tak zwanym międzyczasie różne znaki na niebie i ziemi i w mym kobiecym ciele zaczęły wskazywać, że jednak chyba mogę być w ciąży, i ten stan podgorączkowy w niedzielę to może wcale nie przeziębienie od stania na deszczu i jarania szlugów, więc pobiegłam we wto do apteki i wysikałam 2 kreski. Ale wieczorem pojawiły się znowu znaki na niebie i ziemi, że jednak nie jestem i znaki trwają do dzisiaj, więc nie jestem. Ale byłam przez 3 dni.

 A jeszcze w środę rozpętała się afera z Adziarzem, który oczywiście lekko spuszczony z oka z braku czasu rozbisurmanił się i rozleniwił i w środę miał pokój w takim stanie, że M wyprowadził się z równowagi i zaczął na Adziarza wrzeszczeć, ten w odpowiedzi mu odpyskował, a M go złapał za fraki i go uderzył. Ja bardzo spokojnie wyprowadziłam M z pokoju, ale potem dostałam takiej histerii, że się nie mogłam uspokoić całą noc, bo to się jeszcze nigdy nie zdarzyło, żeby M uderzył Adka. Zaraz mi się mój ojciec przypomniał i jego metody wychowawcze, jak mi na przykład złamał palca, bo mnie strzelił w twarz, a ja się zasłoniłam ręką. No i tak byłam wściekła na M, że dorosły facet, a daje się gówniarzowi z równowagi wyprowadzać, że powinien syna uczyć jak sobie radzić z agresją, a nie szczelać go w ryło za krzywe teksty, przeżywałam to całą noc, jarając, kaszląc i śpiąc oczywiście na sofie. Wczoraj mi trochę pani pomogła zobaczyć tę historię w odpowiednim świetle i dystansie i pokazała, jak biorę to wszystko na siebie i czuję się odpowiedzialna za ich relację, a prawda jest taka, że to jest ich więź i oni to muszą sobie poukładać. Oczywiście M powinien tym pokierować, bo jest duży i dorosły i powinien radzić sobie ze swoją agresją. Na razie się nie odzwywają do siebie, obaj są okropnie uparci i to zawsze ja byłam tą która nawiązywała pierwsze negocjacje po zerwanych kontaktach. Ale teraz świadomie się wycofałam.

A dziś byłam wieczorem chwilkę w pracy w dresie i bez makijażu i spotkałam osobę, której najbardziej nie lubię ze wszystkich i to też swego rodzaju sukces, bo miałam to w rzyci. Czyli się rozwijam;) No i nie palę, kurde palaczem to się jednak jest do końca życia. Tylko można nie palić po prostu. Muszę o tym pamiętać.

23:37, inny_glos
Link Komentarze (6) »
środa, 28 maja 2014

Na mojego złośliwego maila (no dobra, przyznaję się, bardzo złośliwego) puszczonego w odpowiedzi do wszystkich, do których apelował brat o podpisanye petycji, odezwała się szwagierka, że "ona by dziecko z gwałtu urodziła" i co ma w ogóle rozwód do tego wszystkiego. Wyjaśniłam jej, że tak jak szanuję jej wybór, chcę by również wybory innych kobiet w różnych traumatycznych sytuacjach były szanowane i zeby rzeczywiscie decyzja podejmowana byla w oparciu o normy moralne a nie kwestie finansowe. A rozwód wywlekłam by pokazać, że normy moralne nigdy nie sa absolutne i zawsze interpretujemy je w kontekscie naszej indywidualnej sytuacji. I tylko z dystansu wybór wydaje się prosty.

Brat, jak to brat, wyciszał dyskusję, zauważając tylko, że 'nie wiedziałem, że jesteś siostra po drugiej stronie barykady'. A pewno, że jestem!

Dziś otwieram wyborczą a tu znowu takie kwiatki.

Podoba mi się punkt drugi, jest tak smaczny, że, wybaczcie, zacytuję w całości:

"UZNAJĘ, iż ciało ludzkie i życie, będąc darem Boga, jest święte i nietykalne: - ciało podlega prawom natury, ale naturę stworzył Stwórca, - moment poczęcia człowieka i zejścia z tego świata zależy wyłącznie od decyzji Boga. Jeżeli decyzję taką podejmuje człowiek, to gwałci nie tylko podstawowe przykazania Dekalogu, popełniając czyny takie jak aborcja, antykoncepcja, sztuczne zapłodnienie, eutanazja, ale poprzez zapłodnienie in vitro odrzuca samego Stwórcę."

Nie będę się rozpisywać o oczywistościach (np. o sprzeczności pomiędzy praktykowaniem medycyny a powyższym 'uznaniem'), bo przyznacie, że powala na łopatki. 

Starcza demencja? Nagłe otępienie umysłowe?

Chyba tylko minutą ciszy uczcić można śmierć rozumu.

 

Ale najbardziej podoba mi się punkt 3, w którym czytamy m.in. "tylko wybrani przez Boga i związani z Nim świętym sakramentem małżeństwa mają prawo używać tych organów, które stanowią sacrum w ciele ludzkim."

?

?

?

No nie, przestaję się wyśmiewać bo to kopanie leżącego.

16:35, inny_glos
Link Komentarze (4) »
wtorek, 20 maja 2014

Nie mogę spać bo się wkurzyłam, to sobię chociaż trochę popiszę.

Mój brat, który oprócz tego jest fajnym, szczęśliwym, zadowolonym z życia, inteligentnym człowiekiem, wysyła mi linka do podpisania petycji domagającej się usunięcia 'reklam aborcji' ze stron Google. Na stronie, do której odnosi się link, dowiaduję się, że polskie Google umieszcza reklamy Słowackich klinik oferujących zabieg usuwania ciąży, łącznie z załatwieniem transportu i hotelu dla potrzebujących. Zabiegi są oczywiście legalne i przeprowadzane pod pełną kontrolą lekarską.

No i tak sobie myślę - czemu człowiek, który jest w życiu szczęśliwy i nie musi podejmować takich trudnych decyzji ustanawia się strażnikiem sumienia tysięcy kobiet przeżywających (przeważnie) życiową tragedię lub chociażby stojących przed jedną z najtrudniejszych decyzji w życiu? Co mój brat, człowiek szczęśliwy i zrealizowany, z ukochaną żoną (drugą, nota bene), ma do ICH decyzji o wyjeździe i ewentualnej terminacji ciąży? Jakie ma prawo mój brat, człowiek, który nigdy nie musiał mierzyć się z takim problemem, do decydowania o sumieniu innych ludzi? On i jego żona (radca prawny, nota bene) uważają, że aborcja jest przeciwna ich moralnym poglądom - proszę bardzo, nie muszą jej robić.

Myślę sobie o tym i myślę i szlag mnie trafia. Bogate kobiety zawsze znajdą furtkę i usuną ciążę, jeśli będą tego chciały, zrobią to w higienicznych warunkach, pod kontrolą lekarza albo nawet kilku, w pełnym znieczuleniu, jeśli będą miały taki kaprys. Kobiety biedne będą skazane na partaczy i znachorów, babki od płodu spędzania i podejrzane tabletki z neta. Będą skazane na przerażenie możliwym krwotokiem, jeśli to zrobią w domu, na zakażenie bądź inne powikłania, jeśli to zrobią taniej w obskurnym gabinecie po godzinach, bez anestezjologa na dyżurze.


Wymyśliłam, że napiszę mojemu bratu, że petycję podpiszę, jeśli on podpisze apel o zakazanie rozwodów w Polsce i uznanie wszystkich rozwodników za przestępców. I podda się dobrowolnie karze. Ja bowiem ślub brałam tylko raz i uważam, że jak ktoś chce częściej to trzeba go ogniami piekielnymi, kijem i paragrafem.

I zdelegalizować reklamy kancelarii adwokackich specjalizujących się w sprawach rozwodowych!

Jakoś tak innaczej podchodzimy do  trudnych problemów, jeśli one nas samych dotyczą.

03:44, inny_glos
Link Komentarze (4) »
czwartek, 15 maja 2014

Chce zapamietac, wiec sobie wklejam tu:

Jeżeli lubimy swój zawód, warto się zastanowić, czego w nim chcemy dokonać: nie kim zostać, ale co zrobić. To wielki zwrot - od zajmowania stanowiska do działania na stanowisku.

W ogóle warto sobie poczytac tu.

22:37, inny_glos
Link Komentarze (3) »
czwartek, 08 maja 2014

Napiszę coś, bo już mnie samą te krowie pyszczki straszą.

W poniedziałek Adziarz skończył 15 lat. Z tej okazji chciał kupowany tort, choć zapewniałam go, że mogę upiec jaki tylko sobie zamarzy, cóż, widać mi nie ufa. Może dlatego, że całe dzieciństwo piekłam mu najpyszniejszy na świecie tort z bitą śmietaną, galaretką i brzoskwiniami lub truskawkami, ale niestety okazało się, że najpyszniejszy był tylko dla mnie - on woli kupowane, suche, z okropnym lukrem lub masą na margarynie. Dwa lata temu dałam się przekonać wreszcie, że mój syn może lubić coś tak przeobrzydliwego i nie robię z tego wielkiej afery;)

Skończył się semestr, znowu mam dużo wolnego czasu. Uświadomiłam sobie, że im więcej wolnego czasu, tym większy niepokój mnie łapie, że coś powinnam robić, że marnuję czas, że tracę cenne chwile, a powinnam coś robić. Im więcej wolnego tym bardziej jestem zestresowana.

Chodzę na terapię. I choć za wcześnie by pisać o trwałych efektach, to wyraźnie czuję się lepiej, choćby tylko przez parę godzin. Na początku byłam bardzo nieufna - no bo tak wygadywać swoje prywatne sprawy obcemu właściwie człowiekowi - teraz mam do mojej pani coraz większe zaufanie. I niby tak dobrze siebie znam, a jestem zdziwiona niektórymi mechanizmami, które zauważam. I bardzo wyraźnie widzę, jak dużo lęku noszę w sobie, jak od lat żyję w poczuciu nadciągającej katastrofy, jak taki niepokój większy lub mniejszy jest we mnie cały czas. I zastanawiam się, czy wszyscy tak mają i czy da się zupełnie z tego wyleczyć. A może po prostu jest to część życia.

A co najdziwniejsze, to wychodzi, że najbardziej zaplątaną i neurotyczną mam sferę pracową. To w niej mam najwięcej lęków, zahamowań, świrowania i niepokoju. 

A poza tym skończyłam antybiotyk i chcemy mieć dziecko. I to też mnie przestrasza, choć równocześnie bardzo chcę. 

I mam nadal chrypkę. I to mnie też przestrasza.

No to wychodzi, że taka przestraszona jestem. No jestem.

23:01, inny_glos
Link Komentarze (3) »
stat4u