RSS
niedziela, 15 kwietnia 2018

Ballada o dwóch drzewkach. 

Były sobie dwa drzewka w ogrodzie. Jedno z przodu domu, drugie z tyłu. Oba miały liściory zielone, ale ogólnie nie wyglądały za bardzo wyjściowo. Całą zimę zastanawiałam się, co to za drzewka. A szczególnie to z przodu - takie całe łyse przez całą zimę. A drzewko z tyłu to już w ogóle. Takie całe zielone przez całą zimę, ale generalnie słabo. I po co ktoś takie drzwko zasadził, myślałam sobie. Na mojej najlepszej grządce! Tej skąpanej w zachodnim słońcu (the West is the best, jak mówią ogrodnicy Irlandzcy).

I tu nagle, dwa czy trzy tygodnie temu, stoję sobie z pierwszą kawką na dworze, w pełnym zachodnim słońcu na końcu ogrodu, wystawiam białego naleśnika twarzy na promienie słoneczka, a tu jakiś cudny, cudny zapach mnie dolatuje. To znaczy oprócz kawki i ogólnie zapachu świeżej ziemi. Wącham sobie wokoło i ta dam! Niepozorne drzewko zakwitło niepozornymi kwiatkami o niebiańskim zapachu. I już wiem jak się nazywa - Skimmia:) 

Ale drugie dalej pozostawało łyse. Takie długie pąki mu wyrosły i czekałam na liściory, myśląc sobie, że urwę liścia i będę wiedziała co to za cholera.  O takie właśnie:

Image result for magnolia buds

I oto dziś już wiem!

Czy ktoś zgadnie co to?

00:15, inny_glos
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 09 kwietnia 2018

No dobrze, jest trochę lepiej. Troszkę słońca. Nie tak, żeby zaraz szaleństwo i upały, ale te chwile, kiedy wychodzę w piżamie (i grubym swetrze) z kawką do ogrodu, a krzaczor, który chciałam tydzień temu wyciąć zaczyna kwitąć i pachnie tak, tak, tak, że nie mam słów ...

BTW, czy ktoś może wie, co to za krzaczor?

krzaczor

W sensie to drzewko na tle tego martwopłotu plastikowego (o czym później). Moje internetowe poszukiwania zakończyły się na afrykańskim drzewku z którego soku robi się truciznę na strzały do słoni;)

Jak ja mogłam tyle lat żyć bez ogrodu?? Jedynie mogę narzekać, że jest za mały, na to wszystko co chcę mieć. Kwiaty, krzaki, róże, RÓŻE, maliny, borówki, fasola, cukinię, małą szklarnię na pomidory i winogrona, sałatę. I trawnik. I kwiaty, kwiaty, kwiaty.

Wczoraj właśnie siałyśmy z Mo kwiatki na lato. Zobaczymy, co z nich będzie, ale miałyśmy dużo zabawy. Floksy, lobelie i jeszcze takie różne ze sklepu dwueurowego w pudełku z napisem 'Summer Fragrant Flowers', czyli pachnące. Dziś zamowiłam róże żeby zakryły płotek z przodu domu. Również dziś M wyrzucił zielone plastkikowe gó.., które udawało żywopłot po jednej stronie ogrodu. Na dość brzydkim drewnianym płotku powiesili jeszcze gorsze plastkikowe gówno, które się sypało i mnóstwo zielonych plastikowych listków znajdowałam w grządce. O takie coś, widać za Mo:

ogrod_male

Z daleka/na zdjęciu wygląda w miarę ok, stapia się z tłem, ale z bliska pękają oczy. 

Nigdy tego nie zrozumiem. Po Pacyfiku pływa kupa plastikego gówna wielkości Francji, a ktoś sobie w ogrodzie wiesza plastikowy żywopłot. Rany. Plastik darzę gorącą nienawiścią. Dlatego panele na podłodze nie wchodziły w grę, dlatego również będę miała okna drewniane, choćbym miała zbierać na nie dwa lata:) (na razie dostaliśmy dwie wyceny - 7000 i 8000 tys. za okna i drzwi od ogrodu, 9400 jeśli chcemy mieć alu-clad z trzema szybami). 

Tak samo nigdy nie zrozumiem ludzi, którzy z ogródka robią sobie takie coś:

ogrod_beton

To jest właśnie ogród mniej więcej wielkości naszego, troszkę może mniejszy. Betonowa pustynia. Jak można coś takiego mieć i jeszcze za to ZAPŁACIĆ? Jak można codziennie z okna wypasionej kuchni (akurat widziałam, dom był na sprzedaż na naszej ulicy w tym samym czasie, co nasz) z kawką w ręku patrzeć się na coś takiego i nie mieć ochoty WALNĄĆ GŁOWĄ W TEN BETON I WYPIZGNĄĆ TO W KOSMOS? Moja wyobraźnia jest za mała. PS. Za ten dom ktoś dał 25 tys. euro więcej;) 

Tutaj proszę jeszcze jeden przykład:

ogrod_betNawet w najgorszym przypadku zgodziła bym się na takie NIC, myśląc - spoko, ZEN, minimalism, gdyby nie to, że ten trawnik wygląda na sztuczny. SZTUCZNY??? WHY??

Ja bym zębami pazurami dokopała się do ziemi. I posiała choćby trawnik, jak już naprawdę nic by mi się nie chciało. W najbardziej leniwym przypadku mlecze zasiewają się same:)

 

00:13, inny_glos
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 02 kwietnia 2018

Pada. Pada pada pada, kapie, leje, mży, dżdży, siąpi, kropi. Ja wiem, że mieszkamy w Irlandii, ale kurcze blade ile można wytrzymać? I zimno. Zimno zimno zimno, cały czas poniżej 10 stopni, co oznacza, że musimy grzać. 

Aby się trochę zagrzać, kupiłam bilety do Polski na początek maja. Jedziemy tylko z Mo, poucieszać trochę babcię i dziadka. 

Myślę o zrobieniu prawa jazdy. To jest takie nasze marzenie od lat, ale z tych mniejszych - a że marzenia się spełniają, to trzeba zacząć działać. Żadne z nas nie umie jeździć, na co dzień nie za bardzo nam to przeszkadza, rowery górą! ale chcielibyśmy sobie kiedyś pojeździć po tej naszej Irlandii. A bez samochodu trudno i drogo. Zaczynam od lekcji jazdy i daję sobie dwa - trzy lata na zrobienie prawka. Tutaj przeważnie zdaje się najpierw test teoretyczny, po którym można już jeździć jako 'learner', ale trzeba mieć kierowcę towarzyszącego i samochód. A my ani tego ani tego - samochód teoretycznie moglibyśmy sobie kupić, ale koszt ubezpieczenia dla kogoś bez pełnego prawa jazdy jest niemożliwy - wyszłoby koło 2500 tys na rok, więc wolę za te pieniądze doskonalić jazdę z instruktorem.

16:01, inny_glos
Link Komentarze (4) »
stat4u