RSS
piątek, 21 kwietnia 2017

Ostatni dziś wykład za mną, orka na ugorze, półtorej godziny online powtórki z dwudziestu teorii po angielsku, jazda bez trzymanki, mówienie do czarnej dziury, bez chwili odsapu i żadnego żartu. Wystarczy, że zapomnę jednego wyrazu, nagle pustka w głowie, stres narasta i jak u Milnego - im bardziej myślę, tym bardziej wiem, że nic nie wymyślę. Niby mam slajdy i mogę korzystać z notatek, ale nie mam czasu na żywo, żeby odpowiedni fragment w notatkach odnaleźć, jak mówię z głowy, mogłabym czytać z kartki, ale wtedy kontakt byłby jeszcze mniejszy. Ale teraz wolne od wykładów aż do września:) 

Nie lubię wykładów online, to mówienie w przestrzeń, w czarną dziurę, bez żadnej informacji zwrotnej, czy rozumieją, czy śledzą, czy już zupełnie się wyłączyli. I jeszcze nieuniknione problemy techniczne, szumy, zlepy, ciągi z mojego mikrofonu, plus mój twardy polski akcent - czasem sobie myślę, że to muszą być prawdziwe tortury dla studentów. 

A propos mówienia, mojej córeczce się coś w głowie otworzyło i mówi. Konstruuje już całkiem skomplikowane twory zdaniopodobne, używa czasów i przypadków, choć nadal odpowiada na pytanie powtarzając ostatni wyraz - Jesteś chłopcem czy dziewczynką? - Cynką. - Jesteś dziewczynką czy chłopcem? - Chopcem. 

00:29, inny_glos
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 17 kwietnia 2017

Święta. Tradycji nie stało się zadość, ponieważ parę dni temu okazało się, że moja córeczka ma największe uczulenie na jajka. Tak naprawdę ma na wiele rzeczy - od ponad tygodnia zawzięłam się i spisuję WSZYSTKO, CO SPOŻYWA, co jest niebywale upierdliwe - ale po jajkach wychodzą jej największe czerwone, swędzące plamy i drapie się niemożebnie, zniechęciło mnie to zupełnie do jajcowania w tę Wielkanoc. Zjedliśmy zatem jedynie świateczny obiad, świąteczny o tyle, że razem z Adziarzem, który ostatnio najczęściej je w swoim pokoju. Niestety. Niestety, bo ja lubię wspólne rodzinne obiady, są one jednak rzadkością z wielu powodów, jak na przykład tego, że kończymy pracę/szkołę/zajęcia w podgrupach o różnych porach, albo tego, że zamiast dużego, rodzinnego stołu, o którym marzę od zawsze mamy wózek i rowery w kuchni (nie pytajcie), okrągły stół, który stał się biurkiem M, od kiedy ma pracę biurową i ŁAWĘ. Okropną PIEPRZONĄ ŁAWĘ, która powoduje ból brzucha jak się przy niej siedzi na kanapie (i zgina do jedzenia) i ból nóg, jak się przy niej siedzi na poduszkach. Nienawidzę tej ławy. W moim domu nie będę miała ławy, do kosza z ławami, na pochybel!

Ława pasuje tylko Morince, bo całkiem dobrze się na niej rysuje na stojąco, jak się ma 77 cm wzrostu. Ale jak się już ma ten (prawie) metr więcej, to katastrofa.

21:38, inny_glos
Link Komentarze (2) »
stat4u