RSS
piątek, 29 kwietnia 2016

Grypa czterdziestopniowa M wywaliła nas znowu na orbitę, znowu czasu nie ma, pilna praca do skończenia, problemy techniczne na uni, praca praca praca, zmęczona jestem.

Wpadam zatem tylko wrzucić Morinka. Ma dziewięć miesięcy.

I jeszcze szaro szaro szaro, dlaczego tutaj jest tak szaro, w tej okolicy, w której mieszkamy, kiedyś mi to nie przeszkadzało tak bardzo, bo łatwo było się dostać do zieloności, a teraz ta szarość kłuje mnie w oczy, kiedy idziemy na spacery i zamiast kwiatków, drzewek i trawy widzimy szarość.

Tu kawałek trawnika. Morinka też nie jest przekonana do takiej przyrody, jak widać.

23:29, inny_glos
Link Komentarze (3) »
niedziela, 10 kwietnia 2016

Doroślenie powoduje, że mniej mam wrażenie, że mnie się należy. Ale równocześnie więcej, że mam prawo i powinnam żądać, choć trochę pokrętnie to brzmi. Ostatnio jestem wdzięczna za rzeczy, które dostawałam łatwo od losu i które zawsze uważałam za najzupełniej naturalne - jak zdrowie czy pomoc rodziców. A teraz doceniam, och, jak bardzo doceniam to, że mam mamę i tatę, którzy są w stanie rzucić wszystko i przyjechać opiekować się moją córeczką. Ich drobne upierdliwości bardziej mnie rozśmieszają niż denerwują, ich poglądy, z którymi całe życie walczyłam, nie wydają mi się obecnie warte, by kruszyć kopie. No tak, wydoroślałam.

W tym samym czasie trochę bardziej czuję, że mogę żądać szacunku i dobrego traktowania przez ludzi obcych, mam prawo prosić o podwyżkę, domagać się respektowania moich praw na przykład przez pracodawcę i właściciela mieszkania, w którym mieszkam. Równocześnie na przykład studenci nie muszą mnie lubić (choć to jest fajne i bardzo ułatwia pracę), abym mogła z nimi pracować.

23:02, inny_glos
Link Komentarze (3) »
piątek, 08 kwietnia 2016

Opiekunka nasza cudowna odeszła, w zamian przyjechali dziadkowie na całe dwa tygodnie bawić wnuczkę. Do tego mieszka z nami synek koleżanki przez dwa dni, mamy tydzień na skończenie korekty podręcznika, kończy się semestr co oznacza stosy prac do sprawdzenia a w roli wisienki na torcie mamy Adka wyjazd do Ameryki (dziś byliśmy w ambasadzie załatwiać wizę, w życiu nie widziałam takich środków bezpieczeństwa! kazali mi nawet malutkie perfumy z torebki zostawić na bramce). I maturę za dwa miesiące. Taka kumulacja. A dwa dni temu miałam bilans 8 miesięcznego niemowlęcia, jakim nieopatrznie (kiedy? kiedy?) stała się moja córeczka i pani pielęgniarka środowiskowa mnie nastraszyła, że ma małą głowę i chyba zarośnięte ciemiączko. Bo nie mogła wyczuć. To znaczy głowka jest na 25 percentylu i rośnie jest równomiernie od urodzenia, no ale przez to ciemiączko to lepiej sprawdzać i tak dalej, taki krótki niewinny komentarz, który wystrzelił mnie w kosmos i pół dnia potem czytałam o małogłowiu i w efekcie spałam całe dwie i pół godziny w nocy. Bo małogłowie to opóźnienie rozwojowe, albo niedorozwój, albo całe dziesiątki strasznych nieodwracalnych konsekwencji, Internet to przekleństwo, odpłynęłam jak za dawnych dobrych czasów, po prostu sail away sail away sail away, jak śpiewa mieszkająca po sąsiedzku Enya. W sumie dość nieczęsto zdarza mi się jeszcze taki atak internetowej hipochondrii, ale kiedy jestem przemęczona i przepracowana to mniej odporna psychicznie na takie ataki z nieświadomości. A przepracowani jesteśmy z M potwornie, nawet sobie nie zdawałam sprawy, jak bardzo napięty mieliśmy codzienny plan dnia, w jakim reżimie codziennym żyliśmy dopóki nie przyjechali moi rodzice i nie wzięli Morinki na spacer i na kolanka, a ja w ciągu tej godzinki albo dwóch z przyzwyczajenia z szybkością światła ogarnęłam kuchnię, pranie, pokoje i parę esejów. I poczułam się luksusowo kiedy ugotowano i podano mi zupę. Z ekologicznych najdroższych na świecie buraków z działki mojego taty, które to buraki przebyły 1700 mil drogą powietrzną razem ze swoimi witaminami i żelazem, po to, by mnie wzmocnić. Dziadkowie powinni jednak mieszkać za rogiem. 

20:24, inny_glos
Link Komentarze (1) »
stat4u