RSS
niedziela, 27 marca 2016

Wesołych Świąt, kochani!

My jak para sztukmistrzow zonglujemy czasem - pomiędzy Morinka, przygotowaniami i dodatkową pracą znalezlismy chwile na glądanie serialu z Adkiem. Ale na bloga nie starcza. Oprócz tego staram się być w miarę wyspana. Jest trudno. Czytam książki usypiajac Moriniaka - mam taką malutką ostateczne i leżąc godzinę czy dwie wieczorem udaje mi się przerzucić parę stron. Co mnie niezmiernie cieszy.

Jestem w pędzie, ale szczęśliwa. Brak własnego mieszkania obecnie nie jawi się jako katastrofa. Damy radę. Mamy siebie, damy radę. 

08:24, inny_glos
Link Komentarze (1) »
piątek, 18 marca 2016

Stałam przy zlewie, myłam gary i to była moja najcenniejsza, bo jedyna, chwila odpoczynku. Nawet w nocy budził mnie płacz - jak mi się wydawało - co chwila. - W co myśmy się władowali - pomyślałam. - Rany. Rany, rany - myślałam - i co my teraz zrobimy?? Myłam te gary i myłam i nic więcej nie myślałam, bo nawet myśli nie chciały się układać ze zmęczenia. Morinka miała wtedy może miesiąc, może dwa a ja jeszcze się nie otrząsnęłam z ciosu młotkiem w głowę, jakim jest przyjście na świat dziecka. Życie składało się z samych chwil 'teraz'. Doskonaliłam się w sztuce przetrwania w postaci najczystszej: życie z noworodkiem.

- Co tam siostra gadasz - mówił mi brat przez Skypa - taki noworodek to tylko śpi i je!

Morinka spała tylko na rączkach albo koło cycka, kiedy nie spała, to jadła, a kiedy nie jadła i nie spała, to chciała oglądać świat z czyichś ramion. 'Nieodkładalna' przez pierwsze trzy miesiące. Najgorszy był piątek, bo juz w czwartek M miał do pracy na rano i nie miałam nawet tych dwóch porannych godzin, które przeważnie ratowały mi życie. W piątek rano zatem było mi już wszystko jedno, wstawałam z Moriniakiem i snułam się przez godzinę, do jej następnej drzemki, kiedy udawało mi się trochę dospac. Do samiutkiego wieczora tylko we dwie, bo Adek na matmie poszkolnej. A potem przychodził M i mogłam - hurra!! - umyć naczynia! Sama! Bez przyczepionego do mnie ssaka! Albo nawet - o zgniłe luksusy! - pójść na zakupy do Lidla! Zobaczyć ludzi! 

Takie były początki, piszę ku pamięci.

A teraz mały naukowiec siedzi sam na dywanie, wytarty, łysy placek z tyłu głowy, jak to na prawdziwego człowieka nauki przystało i w skupieniu, nie, przepraszam, w SKUPIENIU, podnosi klocek i go upuszcza. Podnosi i upuszcza. Turla, podnosi i upuszcza. Pstryka paluszkiem, turla, podnosi, upuszcza trochę dalej. I tak razy trzydzieści. Przez pół godziny. A potem włącza muzyczkę na swoim zabawkowym telefonie i się buja. I uśmiecha.

Mój Morinek.

Wczoraj, na Patryka, w okolicznościowej koszulce:

I bardzo zadowolony w hipsterskiej knajpie:

Tutaj mi się trochę zaniebieszczyla, ale widać jaką grzeczna na spacerku:

15:50, inny_glos
Link Komentarze (6) »
sobota, 05 marca 2016

Morinek skończył wczoraj siedem miesięcy i wpis się mu po prostu NALEŻY. Choć obawiam się, że wszystkich tu zacukruję tak, aż nas zemdli, bo rozczula mnie ta Królewna Siusianka potwornie. Najbardziej, kiedy siedzi sobie w swoim pudełku i wygląda jak postać z Krecika: 

(Boze czemu robię tak potworne zdjęcia?)

Pochylona nad klockiem, łyżeczką, kubkiem, gazetą poddając przedmiot dogłębnie analizie ontyczno-organoleptycznej, ze skupioną miną i grzywką z tyłu spędza nad obiektem badawczym długie minuty testując go i eksperymentując: obracając go, wtykając paluszki w dziurki, wyrzucając z pudełka, klepiąc nim o podłogę, suwając po podłodze, wreszcie liżąc i gryząc. I cały cykl powtarzając 5 razy.

 

Oprócz tego siedmiomiesięczna Morinka tańczy do muzyczki - dziś jej puściłam Bolero Ravela, które w ciąży grałam brzuchowi i patrzę, a tu Morinka SIĘ BUJA. I śpiewa takim strasznie grubym głosem. (Adek się śmiał, że talent ma po mamie).

Zaczęła również spokojniej jeździć w wózku - nadal w nim nie lubi zasypiać i jak jest zmęczona trzeba ją z niego wyciągać na-ten-tychmiast, ale jak nie jest zmęczona to sobie jedzie i PATRZY. Spacery teraz to czysta przyjemność. 

Lubi jak jest hałas, muzyka i mnóstwo przepychających się ludzi, najwyraźniej lubi SPOŁECZEŃSTWO. Dziecko socjologów.

Nie jest za bardzo skupiona na fizyczności, jeśli tak można powiedzieć, przewróciła się dwa razy z pleców na brzuch i z powrotem, dowiedziała się, że tak można, ale woli siedzieć i analizować. Lubi dzielić się wnioskami z badań opowiadając nam coś w strasznym skupieniu. Czasem wydaje mi się, że rozumiem.

Była pierwszy raz była na zjeżdżalni.

Mina mówi, że musimy powtórzyć.

Nadal się budzi w nocy parę razy, w sumie nie wiem nawet ile, bo conocnie jestem taka zaspana, że zapominam policzyć, a już dawno oduczyłam się patrzeć na zegarek. Nic nie pomaga, a stresuje, że już czwarta czy tam jakaś piąta rano.

Mój Morinek.

00:21, inny_glos
Link Komentarze (5) »
stat4u