RSS
niedziela, 29 marca 2015

Kosmos ukradł mi godzinę. I tak ich mam za mało, jestem chciwa, zachłanna czasu jestem obecnie, to już ponad połowa ciąży a do końca zajęć w roku akademickim tylko trzy tygodnie, niemożliwe, to przecież niemożliwe, czas przeokropnie pędzi, kiedy człowiek pędzi i jest szczęśliwy na dodatek w tym pędzie. 

Wczoraj przedostatni w tym roku wykład w mojej drugiej pracy, na uniwerku, zawsze się denerwuję i panikuję przed tymi wykładami, przedwczoraj prawie się popłakałam, bo nie mogłam znaleźć swoich notatek, a drukarka się zepsuła. Moje uczucia mają obecnie amplitudę jak stąd do księżycia i to w dodatku bardzo szybko osiągają pełnię skali, jestem wkurzona w 30 sekund, rzucam kurwami i chujami, nigdy tak dużo nie klęłam jak w ciąży, ale cóż robić, jak mi to pomaga. Hamuję się tylko trochę przy Adziarzu, on to zaraz wykorzystuje i przeklina przez następną godzinę, ale dosadne słowa właśnie po to istnieją, żeby z nich korzystać jak się czuje taką potrzebę, prawda? A ja czuję. Może to jest przeciwwaga dla mojej obecnej delikatności i podatności na zranienie, na przykład parę dni temu prawie wjechał na mnie rowerzysta, śmignął mi 5 centymetrów przed twarzą i brzuchem, właśnie przechodziłam przez ulicę NA PASACH NA ZIELONYM ŚWIETLE, a ten kretyn, debil, chuj skończony wykręcił z sąsiedniego pasa i władował się pod prąd prawie-że-na-mnie, na szczęście prawie robi wielką różnicę, na całe szczęście, bo gdy myślę co by było gdyby, to robi mi się słabo.

Inną osobą, która ostatnio nie jest przeze mnie inaczej nazywana, jak tylko epitetami najcięższego kalibru, wielopiętrowymi obelgami, zaczynającymi się od du.. piz.. a kończącymi się na sama nie wiem już czym, jest moja koleżanka pracowa, moja eks-studentka, znana skądinąd pod pseudonimiem Żmijessy Długiej. Jak wiadomo, Żmijessa odeszła na macierzyński (naprawdę się bardzo staram przesyłać temu biednemu dziecięciu dobre myśli) i zostawiła mi trzy przedmioty na zastępstwo. Przed swoim spektakularnym odejściem zapominała mi przesłać pytań egzaminacyjnych do przedmiotu, a na koniec się okazało, że nie zostawi mi żadnych swoich notatek ni slajdów, tylko 50 dokumentów rządowych na podstawie których mam robić wykłady. Po spotkaniu z nią, na którym za Chiny Ludowe nie mogłam się zorientować w zakresie materiału do przerobienia ze studentami, wysłałam jej już trochę wkurzonego maila, żeby się podzieliła tym, co ma, że ja przecież tylko na zastępstwo, że według dobrego zwyczaju jaki panuje w naszej szkole osoba odchodząca na urlop przekazuje swoje wszystkie materiały, tym bardziej, że ja wcale nie przejmuję jej wykładów, tylko prowadzę je przez pół roku i dobrze by było, żeby tegoroczni studenci uczyli się tego samego, co zeszłoroczni. Na takie moje dictum w ciągu pół godziny przybiegła  do mojego pokoju sycząca Żmijessa w ósmym miesiącu ciąży i zaczęła na mnie krzyczeć. Naprawdę.

OPIEPRZYŁA mnie, że nie powinnam oczekiwać, że wszystko dostanę, bo do wykładów TRZEBA SIĘ PRZYGOTOWAĆ, wykrzyczała mi w twarz, że to jest TRUDNY PRZEDMIOT I TRZEBA BYĆ NA BIEŻĄCO, że wobec tego muszę MONITOROWAĆ politykę społeczną Irlandii i z tego też powodu ona nie zostawi mi notatek i slajdów swoich, bo powinnam przygotować wykłady w oparciu o NAJŚWIEŻSZE zmiany w programach rządowych, że przedmiot wymaga dużo pracy i powinnam dać znać wcześniej, że sobie nie poradzę. O_O. Bo oni się teraz martwią, kto to poprowadzi. Zapytałam kto to jest 'oni' i usłyszałam, że wszycy: ona, szefowa (zwana również najgorszą-szefową-na-świecie) i Paul, przyszywany tatuś Żmijessy. O_O

O_O

I tak na mnie krzyczała moja była studentka, dziewczyna 13 lat młodsza, wykładowca z tytułem magistra.

Wyglądałam tak O_O. Po prostu mnie zatkało. A poza tym jak tu się kłócić z wariatką w ósmym miesiącu ciąży??

Potem, wiele dni po tym zdarzeniu, czytałam coś z psychologii i doznałam oświecenia przy pewnym fragmencie. Skąd ten facet zna Żmijessę, do cholery???:

  • Konsekwentnie się samo-oszukuje, z zamiarem uniknięcia poczucia winy i utrzymania własnego wizerunku doskonałości
  • Oszukuje innych, w wyniku własnego samooszukiwania
  • Projektuje swoje zło i grzechy na bardzo konkretne cele (kozły ofiarne) będąc pozornie normalną dla każdego innego 
  • Często nienawidzi pod pozorem miłości, dla celów samooszukiwania jak i  oszukiwania innych
  • Nadużywa emocjonalnej władzy 
  • Stara się wydawać bardzo przyzwoita i  nieustannie kłamie w tym celu
  • Jest konsekwentna w swoich grzechach. Osoby złe nie charakteryzuje ogrom ich grzechów ale ich spójność (niszczycielstwa)
  • Nie jest w stanie myśleć z punktu widzenia ich ofiary (kozła ofiarnego )
  • Posiada ukrytą nietolerancję krytyki i innych form urazu narcystycznego.

Ćwiczę się we współczuciu jej, ale zaprawdę powiadam wam, jest to trudne. Staram się ją postrzegać, jako małą, skrzywdzoną, narcystyczną dziewczynkę, przerażoną, że ktoś odkryje jej głupotę i braki, ale niestety częściej myślę o niej jako o durnej piździe, która sra na głowę wszystkim tym, których uznaje za gorszych od siebie, a wszystkim tym, którzy stoją według niej wyżej, nieustannie się podlizuje. A wiem, że nie można dać sobie nasrać na łeb, bo jak już raz to się stanie, to wkrótce będziesz jej stałą toaletą.

Wiedziałam zatem, że nie mogę tego tak zostawić, muszę jej dać odpór i pokazać, że się jej wcale nie boję.

14:51, inny_glos
Link Komentarze (2) »
piątek, 20 marca 2015

A poza tym kupiłam dziś biustonosz 30G i jest ZA MAŁY O_O.

A przytyłam tylko 3 i pół kilo. Pół kilo dziecko a reszta poszła w cycki.

23:23, inny_glos
Link Komentarze (7) »

Byłam w szpitalu i na szybko mi powiedzieli, że żadnych szczegółów w karcie nie ma, jest tylko 'low lying placenta anterior' i że na razie latanie może (ale nie musi) być ryzykowne, a czy jest to musiałabym wiedzieć, czy zakrywa szyjkę czy dotyka, czy tylko jest blisko. A tego nie wiem. Choć sobie myślę, że gdyby zakrywało, to bym dostała jakieś zakazy, a tu wszystko  mogę robić, nawet nie muszę się oszczędzać. Ale takie łożysko na przedniej ścianie podnosi się w 95%, więc mam na to nadzieję - to w sumie jeszcze 5 tygodni. Po krótkiej panice postanowiłam umówić się jeszcze na wizytę przed samym lotem, i tak powinnam dostać zgodę na lot ('fit to fly'), i jeszcze dla pewności może pójdę prywatnie, pan doktor zrobi usg i będzie wszystko wiadomo.

Uspokoiła mnie rozmowa z mamą, ach te mamy, umieją działać kojąco. Już chciałam odwoływać lot, ale przecież mogę o tym zdecydować przed wylotem, jakby nadal było nisko położone. A nie musi wcale. 

Nie będę panikować, ale będę ostrożna - jak powie mi dwóch lekarzy, że jest ryzyko, to nie polecę, Morinka jest najważniejsza, ale jak podpiszą mi zgodę, to lecę. W sumie logiczne:)

20:06, inny_glos
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 19 marca 2015

Nie piszę, bo pracuję, i nie, wcale tego nie mówię z dumą, wprost przeciwnie - zawstydzona jestem i niezadowolona z tego, że nawet w weekendy, wieczorami, i ciągle, ciągle jest coś do ogarnięcia. Jak już się uporam z jedną grządką, to okazuje się, że druga jest już zupełnie zarośnięta i chwasty, maile, prace do sprawdzenia, dokumenty do przejrzenia, teksty do przeczytania piętrzą się na drugiej, kładę się z poczuciem nieskończenia i nieogarnięcia. I niechcący wkręca mi się to okropne odliczanie, które znają wszyscy nauczyciele i wykładowcy, jeszcze tylko sześć tygodni do końca semestru, jeszcze tylko pięć, cztery, nie lubię tego i nie zgadzam się na to, nie jestem w więzieniu ani w wojsku, żeby moje życie odcinać po centymetrze. Staram się więc czasem zatrzymać, odetchnąć, popatrzeć na niebo, chociaży jak wczoraj, w przeddzień św. Patryka, święta Irlandii:

Zdjęcia nie ma, bo nie mam czasu ściągnąć. Ale będzie. Jak zresztą widać posta tego piszę od dwóch dni i nie mogę skończyć, ech no.

U Onka/Morinka wszystko dobrze, pani doktor chyba z 30 razy powiedziała 'perfect' jak mierzyła ją i ważyła. 'Dziecko ma pani nos' również stwierdziła uprzejmie, nieopatrznie, bo czego jak czego w sobie nie lubię, to właśnie nosa - polskiego, chłopskiego nochala jak kartofel po dziadku Ł-ku. Ale oprócz nochala ma też usta Adziarza, zresztą zobaczcie same:

 

i zgrabne nóżki po mamusi:

Jakoś zatem damy radę. 

Pod koniec wizyty rzuciła jeszcze (całkiem mimochodem): łożysko jest nisko, proszę się zarejestrować na kontrolną wizytę za 3 miesiące. Dopytałam się zatem o jogę (mogę), pracę (mogę), seks (mogę), bieganie (tak), a M nawet się zapytał o jazdę na rowerze (mogę). Nawet wyśmiała prawie-że moje bieganie, '4 km w pół godziny? to wolno pani biega! no wolno, bardzo wolno przecież. Może trochę szybciej niż jej powiedziałam, ale tam. Czyli niby wszystko dobrze i wszystko mogę i gdyby nie przeklęty Internet byłabym nadal żyła w błogiej nieświadomości. Wieczorem w czwartek udałam się kompletnie niepotrzebnie oczywiście do wujka G. po informację, a tam krew, pożoga i śmierć, nisko położone łożysko to krwotoki i zagrożenie życia matki i dziecka, historie jak to do szpitala dotarło się w pół godziny a lekarze ledwo odratowali, no wiecie, takie tam opowieści dziwnej treści. Kobiety leżą plackiem, nie kochają się miesiącami, ledwo co wstają do toalety. Podróż samolotem - zabroniona! Bieganie - hahaha! Krwotok i śmierć na miejscu. Nie powiem, ziarenko wątpliwości zostało zasiane. Jutro idę dowiedzieć się dokładnie jak nisko jest to łożysko. 

22:19, inny_glos
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 09 marca 2015

Dziś są moje urodziny i tak, czterdzieści lat minęło, ale - na Boga! - czuję się dziesięć lat młodsza od Karwowskiego, który dla mnie zachowuje się bardziej na 60 lat niż 40, och nie wiem, 40 to w sumie tylko liczba, numerek, który niewiele znaczy przecież, życie nadal wydaje mi się fascynujące i pełne możliwości, może nie zostanę sławnym naukowcem już, ani też prezydentem, ani milionerem (szkoda), ale życie jest tak bogate, złożone, nieskończone, że ograniczanie się do paru opcji wydaje się stratą, ograniczeniem właśnie, prawdziwą biedą jest skupianie się na hierarchii, władzy i pieniądzu.

Kocham marzec, trzy dni temu mieliśmy 16 rocznicę ślubu, dwa dni temu byliśmy nad morzem, pierwszy raz od trzech miesięcy, tęskniłam już za tym zapachem i wiatrem i przestrzenią i choć się nie kąpaliśmy (6.9 stopni Celsjusza, duże fale i ciąża to nawet dla mnie wydało się zbyt ekstremistyczne) to moja tęsknota została na jakiś czas zaspokojona, kiedyś sobie kupię domek nad morzem i codziennie będę się budziła z widokiem na nieskończoność.

Z Onkiem

(chcemy ją nazwać Onya albo Moirin czyli jasna jak morze, moja morska dziewczynka, kąpała się w morzu jeszcze jak była przecinkiem we mnie, milimetrem z komórek, pływała we mnie, a ja w morzu, razem pływałyśmy)

wszystko dobrze, mam oczywiście swoje lekkie świry - parę dni temu martwiłam się, że jej nie czuję, że może już nie żyje, pomna moich wcześniejszych doświadczeń, położyłam się spokojnie rano na łóżku z ręką na brzuchu i nagle poczułam delikatne falowanie, znak z tajemniczego podwodnego świata pod moją skórą, delikatny prąd wytworzony przez przepływające tajemnicze istnienie, chyba żyje, powiedziałam potem M, wiesz? Chyba żyje i daj rękę kochanie, ale było to następnego ranka i podwodna istota nie chciała się ujawnić ponownie, złapałam się za brzuchi i potrząsnęłam nim gwałtownie, wstawaj! Morinka, wstajemy, ranek jest, słoneczko świeci! powiedziałam głośno, M położył dłoń na brzuchu i nagle z głębi oceanu ciała oboje poczuliśmy delikatne kopnięcie. Jest. Żyje. Istnieje. Adek powiedział, że nie ogarnia, nie ogarnia istnienia, tego, że jak to tak coś z niczego jest możliwe, że kogoś nie było i nagle jest, pojawia się, pulsuje, rośnie, żyje, JEST, mamo, powiedział, ludzie chyba potrzebowali Boga, żeby to wyjaśnić, czy ci potrzeba Boga, żeby to wyjaśnić? Nie, odpowiedziałam, co nie zmienia faktu, że nie ma wyjaśnienia, tajemnica życia jest niewyjaśnialna, nieodgadniona, niemożliwa do zrozumienia.

W czwartek idziemy na usg połówkowe, podwodną misję obserwacji tajemniczej istoty, zmierzymy jej rączki i nóżki, serce, płuca, nerki, zbadamy i opiszemy, my - ludzie, zawsze muszący mieć wszytko pod kontrolą. 

14:04, inny_glos
Link Komentarze (4) »
stat4u