RSS
środa, 27 grudnia 2017

W domu trzeba pomieszkać. Żeby przestał uwierać. Trzeba spędzić parę dni i nocy, wstawać rano nieśpiesznie i pić kawkę, albo dwie, wystawiając się na słońce wpadające przez południowe okno. Trzeba poleżeć na drewnianej podłodze, na kocyku i poduszkach, przykryć się kołdrą zniesioną z góry, zbudować bazę i się w niej schować. Trzeba upiec ciasto, albo nawet dwa, ugotować parę obiadów, wypić dziesiątki herbat. Zaścielić stół obrusem. Dom trzeba zamieszkać, powiesić wianek bożonarodzeniowy na drzwiach, zapalić lampki w oknie, zakwitnąć hiacynty, zasiedlić sobą. Dom musi poczuć, kto jest jego panem, musi znowu przywyknąć do ludzkich zapachów, po miesiącach bycia bezpańskim i opuszczonym.

 drzwi1

To była jedna z najpiękniejszych Wigilii. Tylko nasza czwórka, ja jeszcze na dodatek znowu przeziębiona, ale była magia. Wszystko nieśpiesznie, powoli, bez przesadnych ambicji w kwestii sprzątania (i tak sprzątamy od miesiąca w kółko właściwie) i gotowania. Zrobiłam dwa rodzaje śledzi, tylko dla siebie, uwielbiam, a nikt z rodziny nie je, upiekłyśmy szarlotkę z Mo, która oczywiście strasznie przejęta pomagała, stojąc na dużym krześle w kuchni misiła ciasto i wyklejała nim blachę, cała opsypana mąką, przejęta i zaczerwieniona z emocji. Jeszcze tylko barszcz, kupne uszka i pierogi i bigos, postny, więc wegański. Biały obrus przykrył czarne monstrum, które okazało się bardzo wygodnym stołem. Adek kupił maluśka żywą choinkę, baby choinkę jak stwierdziła Mo, powiesiliśmy pięc malutkich bombek i światełka. Zapaliliśmy świeczki. Pożyczyliśmy sobie samych dobrych rzeczy, siedzieliśmy, jedliśmy i rozmawialiśmy, Mo sama siedziała przy stole i sama jadła, barszczyk, uszka, troszkę śledzika. Potem poprawiła pięcioma czekoladkami, które dostała w paczce - najpierw zjadła dwie, kolejną wcisnęła na siłę, a w woreczku były jeszcze trzy - i co tu robić? Odwinęła więc po kolei wszystkie ze sreberka, nadgryzała i odkładała, z miną, jakby nie mogła uwierzyć, że nie ma już ochoty na czekoladę;)

Z domem chyba zawarliśmy rozejm (choć wczoraj się zatkała toaleta - ale mu to wybaczamy).

Ptaszki zjadły prawie całe ziarno, jakie im nasypaliśmy, trzeba uzupełnić zapasy.

Jutro lecimy do Polski.
 

16:28, inny_glos
Link Komentarze (3) »
sobota, 23 grudnia 2017

Sąsiedzi nam podrzucają kartki świąteczne do skrzynki na listy.

Zawiesiliśmy karmnik dla ptaków, nasypaliśmy ziarna i dziś przyleciał rano malutki ptaszek z żółtym brzuszkiem, siadał sobie i jadł, Morinka nie mogła aż wytrzymać z ekscytacji.

Nadal zakopani w kartonach po uszy, ale kupiłam żyrandol do czarnego pokoju. Miedziany, pasujący do nowej grzewczej instalacji;)

12:39, inny_glos
Link Komentarze (1) »
piątek, 22 grudnia 2017

Dom jest na razie niewygodny, uwiera, ociera, jest jak nowy/stary but dopiero co założony na stopę - nie pasuje. Jeszcze się nie rozgościliśmy jak u siebie, jeszcze nie czujemy się jak w domu, ale powoli, powoli, powoli coś się zmienia. Zmiany te właściwie dały się poczuć dopiero w tym tygodniu, kiedy semestr się skończył i mogliśmy przez trzy dni pobyć sobie po prostu w domu, trochę posprzątać, trochę pomieszkać, trochę poukładać.

Ale to jeszcze nie to. Wiecie jak to jest, jak się wreszcie dostaje coś, o czym się całe życie marzyło, a tu okazuje się, że w pasie za duże, w cyckach za ciasne, a tak w ogóle to okropny kolor. Do wynajmowanych mieszkań ma się inne podejście - to przemożne poczucie tymczasowości ma też swoją jasną stronę - wszystko jest tylko na chwilę, na trochę, a więc te i rowery w kuchni i te okropne szafki kuchenne i wstrętna beżowa wykładzina. Co z tego, że to 'trochę' przeradza się w miesiące i lata i nawet dekady w końcu, w głowie zostaje 'na chwilę' i głowa uczy się pomijać niewygodne detale. A tu  NA ZAWSZE. Jak to w ogóle brzmi! Dobra strona 'ZAWSZE' jest oczywista, ale zła strona to te kafle w kuchni, z którymi będę musiała nauczyć się żyć, bo przecież koszt zrywania podłogi w kuchni bo mi się kolor nie podoba nawet mnie wydaje się za wysoki. 

A już najgorzej, jak coś się kupi nowego - bo jest tym bardziej NA ZAWSZE. I tak oto trzy dni temu nie mogłam się patrzeć na mój nowy stół, taki, jaki zawsze chciałam - duży, rozkładany, żebyśmy wszyscy się przy nim zmieścili i jeszcze goście, jak do nas przyjdą. I żebyśmy mogli toczyć przy nim tzw. życie rodzinne. A zatem duży, rozkładany stół, CZARNY, CZARNY, nie wiem, co mi strzeliło do głowy, CZARNE OGROMNE MONSTRUM nie pasujące do niczego, czarna landara, zawalidroga, czomodan.

Do tego kupiłam błękitne krzesła - w odcieniu zupełnie innym niż kolor ściany. Tak, wiem, problemy pierwszego świata. Ale tak w kółko  - kran ogrodowy złamałam i woda przed dwa dni lała się strumieniem, przywieźli po miesiącu lodówkę, ale nie przestawili drzwiczek, za co dodatkowo zapłaciliśmy i teraz otwiera się na pokój, zamówiony nowy router wysłali na stary adres, bo nie mają w systemie nowego, mimo, że Internet na nowym działa i w dodatku muszę zadzwonić jeszcze TRZECI RAZ do nich, żeby zmienić adres, bank wysłał kod aktywacyjny pocztą na stary adres, zamiast smsem, super szafa PAX z Ikei ma czarne pieczątki na panelach drzwi od widocznej strony, pieczątki, które niczym nie dają się zmyć, straciliśmy pół dnia żeby pojechać do sklepu po sofę, gdzie okazało się, że w sumie mogliśmy ją zamówić przez internet, bo i tak musimy ją kupic w ciemno, bo nie ma jej wystawionej, takie tam upierdliwości przeprowadzkowe. Do tego Moriniak nam daje popalić ze snem - zasypia ostatnio koło 12 w nocy, odsypia w dzień, a jak jej skrócimy drzemkę robi karczemą awanturę. Nie wspominając już nawet nocnika - robi do niego siusiu rzadko i pod przymusem. A ma prawie 2 i pół roku! Adek wcześniej ogarnął te sprawy. Musimy malutka wziąć w karby, bo nam się rozbisurmanił.

Ale w niedzielę upiekłam ciasto i zastukaliśmy do wszystkich naszych sąsiadów i już znamy��

00:37, inny_glos
Link Komentarze (4) »
niedziela, 10 grudnia 2017

Zdjęcia będą! 

Na razie ledwo co płynę, fale zalewają mi oczy i nos, ale niestrudzenie macham rękami i nogami i dam radę, jeszcze tylko dziś i jutro i już będę miała czas. 

 

17:01, inny_glos
Link Komentarze (1) »
czwartek, 07 grudnia 2017

Wpis ten zaczęłam w niedzielę i od tego czasu sytuacja już się zmieniła. Chciałam wam napisać, że kurcze blade chyba uwierzę w jakieś odczynianie, jakby to miało pomóc. 

W niedzielę był chłopak z Litwy, naprawdę kumaty i w ogóle, i przyłączył nam gniazdka kuchenne do gniazdek w dużym pokoju (tak wiem, powinien to zrobić elektryk, no ale cóż;) Włączyliśmy tosterki i suszarki i czajnik i voila! działa! Nie wywala korków nic. 

Radość nasza była wielka. Wytłumaczył nam tylko, że teraz mamy 6 gniazdek zamiast 3 i nie powinniśmy przeciążać sieci - tzn. nie włączać wszystkiego w jednym czasie.

Poszedł sobie, a my dopiero wtedy odkryliśmy, że wywala korki, ale na górze. Czyli nie działa nam boiler ani komputer Adka.

No i tak.

Ale wysłałam smsa po tym odkryciu do chłopaka i przyszedł znowu dziś. Wpadł na pomysł, dlaczego tak się dzieje - narysował mi piękny schemat instalacji elektrycznej i wytłumaczył, że chyba ten odcięty kabel miesza coś w głównej tablicy, czyli trzeba go zupełnie wyłączyć z obiegu. Jak powiedział tak zrobił i znowu - działa!

Chyba coś się samo odczyniło, bo IKEA przysłała brakującą część i nową roletę, która się pogniotła w transporcie a sklep z lodówkami zadzwonił wczoraj, że bardzo przepraszają za opóźnienia i nasza lodówka będzie w niedzielę:) Hurrrra! 

Oprócz tego policzyłam sobie w głowie i wyszło na to, że jednak mieszkanie w domku, nawet z dodatkowym ogrzewaniem jest finansowo porównywalne do mieszkania w bloku, bo za mieszkanie musisz jeszcze przecież płacić czynsz! Nie jest on wprawdzie tak duży jak w Polsce, przeważnie wynosi od 1200 do 2000 euro za rok za dwa pokoje w bloku w Dublinie, ale za tą kwotę to spokojnie sobie ogrzejesz cały dom na rok:D

A tak w ogóle to jeszcze mamy tydzień pracy i WOLNE, co znacznie poprawia mi humor:D

Tak końcówka jest jednak bardzo bardzo bardzo trudna.

15:21, inny_glos
Link Komentarze (2) »
piątek, 01 grudnia 2017

Trochę nas ta przeprowadzka na swoje przygięła do ziemi, związane jest to jeszcze z TOTALNYM BRAKIEM CZASU, na starych śmieciach mieliśmy zaprzyjaźnioną sąsiadkę, do której podrzucaliśmy Mo jak się już zupełnie nie wyrabialiśmy, a tu nici, ale powoli się odginamy. Mi wystarczyło, jak się lepiej poczułam - zatoki odpuściły, temperatury nie mam i zimno mi już nie takie straszne. Na rowerze jeżdzę, ale mam wełnianą czapę i kask ze styropianową wkładką, więc w głowę mi zalewają poty;)

Kwestię 3 tys. staram się ogarniać rozumowo - to jakbyśmy płacili 250 euro więcej czynszu przez rok, co mogło być bardzo prawdopodobne. No zrobi się i będzie zrobione, weźmiemy na to pożyczkę i tyle. Zawsze coś niespodziewanego wyskakuje, prawda? 

Sprawa ogrzewania - chyba mieliśmy dotychczas po prostu szczęście mieszkać w ciepłych mieszkaniach. Na starym mieszkaniu płaciliśmy lekko powyżej 500 euro na rok, ale nie grzaliśmy non-stop, wystarczyło włączyć na dwa razy na dwie godziny w nocy i powiedzmy trzy w dzień. No a tutaj jest zimniej, załóźmy, że kaloryfery są włączone dużo częściej - ale nawet gdyby to było trzy razy tyle godzin (21 na dzień), to zapłacimy 1500 za ogrzewanie na rok. No i tyle. Nie ma co panikować, a w lecie, jak uzbieramy/pozyczymy, to sobie ocieplimy.

Gdyby to było wynajmowane mieszkanie, to za tydzień by mnie tu nie było;D ale że na swoim, to wszystko można sobie zrobić. Powoli. Jest to oczywiście trochę upierdliwe - a propos, dziś do upierdliwości doszedł brak lodówki, przez trzy tygodnie nam nie przywozili lodówki i okazało się, że nie mają już na składzie takiej, jaką kupiliśmy, czyli musimy pojechać do sklepu i albo odzyskać kasę, albo wybrać inną, a do tego gdzieś się nam zawieruszył rachunek ;D - a zatem jest to bardzo upierdliwe, ale zrobi się. I będzie pięknie:) 

Prawda?

21:52, inny_glos
Link Komentarze (5) »
stat4u