RSS
sobota, 04 lutego 2017

A zatem Maryla wyraziła chęć pewnego pięknego wrześniowego popołudnia w parku, gdzie się zwykle spotykami z różnymi mamami Polkami, żeby opiekować się Moriniakiem przez parę godzin w tygodniu począwszy od połowy listopada. Moja moja głowa była zajęta tysiącem innych rzeczy a czujność uśpiona pamięcią o super Oli. Ale połowa listopada zbliżała się nieuchronnie i zaczęłam myśleć jak by tu wprowadzić Marylę w życie Moriniaka. Mo miała do niej przychodzić przez pierwsze sześć tygodni tylko na dwie godzinki raz w tygodniu, od stycznia w sumie na pięć, wyobrażałam sobie, że będzie się przez te dwie godziny bawić z dziećmi, w nowym miejscu, z nowymi zabawkami, ledwo co zauważy, że mnie nie ma. 

Umówiłyśmy się pierwszy raz na pewnien piątek u Maryli w domu, coby się wszyscy poznali. Okazało się, że mieszka ona 2 minuty od naszego domu, mieszkanie jest ładne, czyste, zadbane, jasne. Posiedziałam godzinkę, w tym czasie Maryla opowiedziała mi jak jest jej bardzo ciężko jako samotnej matce i że z pracy ledwo jej starcza na czynsz i na życie. No szkoda kobiety, oczywiście, biedne dzieci, ciężka sytuacja. Dzieci przez większą część czasu kłóciły się o komórkę Maryli, siedziały na kanapie i ją sobie wyrywały. - I mogą tak cały dzień - powiedziała Maryla - i co zrobisz? Posiedziałam jeszcze chwilę, wysluchałam jeszcze trochę żalów pod adresem byłego męża i umówiłyśmy się na za tydzień na jeszcze jedno spotkanie tuż przez planowanym zostawieniem Morinki po raz pierwszy. Widziałam, że Maryla uważa to za nadmierną opiekuńczość, ale co miała robić - zgodziła się. 

Ja wyszłam od niej z dość mieszanymi uczuciami. Widziałam, że nie jest to zła kobieta, tylko, że kompletnie nie miała miejsca na moją córeczkę, była tak bardzo przytłoczona swoimi kłopotami i obciążona emocjami swoich dzieci. Dzieci wyglądały na lekko zaniedbane emocjonalnie, już sam pomysł chodzenia do pracy i zostawiania swoich dzieci z kolejną, już dziesiątą opiekunkąm, jak pożaliła się Maryla, wydawał mi się trochę  dziwny w kraju dość rozwiniętego systemu społecznego. No ale dobrze, może ją ta praca ratuje przed kompletnym szaleństwem i użalaniem się nad sobą, myślałam sobie. Nie miałam już czasu szukać nikogo innego

Na kolejne spotkanie umówiłyśmy się trzy dni przed rozpoczęciem przeze mnie nowego kursu. Spotkanie przebiegało w podobnie miłej atmosferze, dzieci podobnie kłóciły się o mamy komórkę, dopóki nie przyszła koleżanka Maryli i nie pozwoliła im grać również na swoim telefonie, w przerwach biegały po pokoju i płakały. - Adriana taka płaczliwa właśnie jest. Może to te ciągle inne opiekunki? - zadumała się przez chwilę Maryla - No, ale co zrobisz. Omawiałyśmy ostatnie szczegóły zostawienia mojego dziecka pod jej opieką.

01:18, inny_glos
Link Komentarze (3) »
stat4u