RSS
niedziela, 21 lutego 2016

Nasza cudowna O. którą Morinek wita codziennie uśmiechami, która codziennie wychodzi z jej maleńkością na spacer, daje jej zupkę, nosi, buja, puszcza muzyczkę i opowiada bajki, nasz ideał opiekunki, który się nie zdarza w realnym świecie, właśnie w piątek spuściła bombę na całe nasze domostwo gdy oznajmiła, że dostała pracę i nie będzie mogła już się opiekować we wszystkie dni tygodnia. Na początku nie byłam zła, no bywa, samo życie, tym bardziej, że wiem, że pracy nie szukała, tylko praca znalazła ją. Powiedziała, że będzie z nami jeszcze pełne dwa tygodnie, a potem tylko 2 dni w tygodniu. Ale potem zrobiłam się bardzo zła, no kurcze blade, jest tylko 6 tygodni do końca mojej pracy, wiedziała, na ile potrzebujemy, mówiła, że bardzo jej to pasuje. No i teraz wprowadzać nową osobę Mo na 6, w sumie nawet nie - na 5 tygodni, bo w ostatni mam mniej godzin. Znowu zostawiać Moriniaka z całkiem nowym człowiekiem, zanim się przyzwyczai mi się semestr skończy. Ech. Ale potem mi przeszła złość, no cóż, dostała pracę, zdarza się, zależy jej, ja bym chyba tak samo, niestety niestety, zrobiła. Praca oczywiście na nią nie poczeka, niby jest to tylko na pół etatu, ale nie wiadomo co jej tam naobiecywali. No cóż, samo życie.

No to teraz kombinujemy jak koń pod górkę co by tu zrobić, żeby Mo zaoszczędzić traum i jak najmniej stresów zafundować. Na razie wymyśliłam, że M weźmie tydzień, a właściwie to trzy dni, wolnego, ja też jeśli będzie trzeba, na 10 dni przyjadą moi rodzice (tego to prawdę mówiąc trochę się boję, ach), ale prawdziwym wybawcą okazał się Adek, który ma niedługo TRZY TYGODNIE PRZERWY W SZKOLE, będzie mógł zostać z siostrą przez trzy środy i jeden piątek, bo tak wypada nam w kalendarzu. Trochę mnie to oczywiście niepokojem napawa, ale w środę jest to tylko półtorej godziny a w piątek dwie i pół - da radę?

Musi dać.

Do tego dostałam dodatkową pracę zleconą - korektę podręcznika, w większości taka dłubanina edytorska, plus dosłownie parę fragmentów trzeba uaktualnić, czyli trochę popisać. W sumie fajnie, ciekawie i wiadomo - 2 tys. euro piechotą nie chodzi, ale znowu wszystkie wieczory i weekendy wypchane pracą do pęknięcia prawie. I przyznam się, że liczyłam tu na to, że O będzie sobie chciała więcej zarobić i wziąć więcej godzin. A tu kuku, nic z tego.

Bieg przez płotki dalej zatem trwa, odetchnę w przyszłym roku(?). 

21:15, inny_glos
Link Komentarze (5) »
czwartek, 04 lutego 2016

Jeszcze NIGDY nie mialam takiej grupy, jak w tym roku. Wroc, wroc - raz, kiedys, siedem lat temu, kiedy bylam jeszcze bardzo niedoswiadczona wykladowczynia i kiedy jeszcze poslugiwalam sie angielskim dosc - umowmy sie - niepewnie, mialam podobna grupe. Ale od tego czasu, przez te wszystkie lata nie dane mi bylo - na szczescie! - pracowac w tak wybuchowym srodowisku klasowym.

Wyobrazcie sobie klase z lat 80tych z samego srodka amerykanskiego getta, wezcie z niej szesc najwiekszych zadymiar, dodajcie do tego dwie bardzo pilne uczennice, trzy niezbyt rozgarniete i jednego faceta i voila! moja klasa. Plus piec osob, ktorych jeszcze nigdy nie widzialam na oczy. I mam ich uczyc podstaw Worda, PowerPointa i Excela. Do tego polowa cos tam umie, polowie sie wydaje, ze cos tam umie a trzecia polowa nic nie umie i siedzi naburmuszona. Albo mamrocze cos pod nosem, a na moje pytanie odpowiada 'Nothing. Whatever'. Specjalnie mowiac niewyraznie i z najgorszym irlandzkim akcentem jaki dane mi bylo slyszec. Do tego kazdy zadaje pytania o co innego w tym samym czasie, a jak nie znam odpowiedzi w tej sekuncie, to dostaje kolejnego negatywa.

Co czwartek po dwoch godzinach z nimi mam ochote polozyc sie na wykladzinie miedzy stolikami i zaczac krzyczec. Na szczescie doszlam juz do tego, ze przestalam sie ich bac. Staram sie rowniez nie znielubiec ich doszczetnie, bo jak bede miala do nich awersje, to te zajecia stana sie jeszcze gorsze. Wiec stoje na tej granicy poza ktora tylko wkurw i pozoga i bardzo bardzo bardzo staram sie nie gibnac w zla strone, za kazda odzywka oddycham gleboko, cofam noge ktora juz po zlej stronie stoi i nie daje sie sprowokowac.

Niestety, wiem, ze za kazdym takim studentem stoja przerozne historie - a to ataki paniki, a to problemy rodzinne, a tob narkotyki lub rodzice narkomani i tak dalej i tak dalej. Ale - ratunku! - nigdy nie marzylam, zeby pracowac w poprawczaku! ani w szkole dla trudnej mlodziezy.

17:08, inny_glos
Link Komentarze (2) »
środa, 03 lutego 2016

Dzisi

aj Morinka kończy 6 miesięcy, ale wpadam tu jak po ogień, bo taka zarobiona to chyba nigdy w życiu nie byłam. Oto w zeszłym tygodniu doszło mi sprawdzanie prac zaliczeniowych na uniwerku i  ze zmęczenia, stresu, przeziębienia, kolejnego zapalenia piersi, wkurzenia na grupę, która na mnie naskarżyła szefowej, wstydu za popełnione wczoraj po czterech godzinach wykładów poważne biurowe faux pas i wkopanie przyjaznej koleżanki w nieprzyjemną sytuację i w ogóle wszystkiego się mam ochotę dziś się tylko rozpłakać. Może nawet tak zrobię już za chwilę, co zupełnie nie zmienia tego, że Moriniak jest prześliczny, cudowny i kochany i że rozpływam się cała, kiedy tak sobie koło mnie leży i cichutko posapuje. Albo zagaduje. W nocy, wkładając sobie paluchy do buzi z bardzo skupioną miną mówi 'ghyyyy'.

Jeszcze tak ciężko będzie przed dwa miesiące, a potem odetchnę. Odetchniemy. A teraz marzę tylko o przetrwaniu. Wszystko inne zostało odłożone na kwiecień.

21:09, inny_glos
Link Komentarze (9) »
stat4u