RSS
piątek, 22 stycznia 2016

Karmelek i zdolniacha, wszystko fajnie fajnie, tylko to nie zmienia wcale faktu, że. Że człowiek jest taki bardzo, bardzo, bardzo zmęczony, taki ciągle w pędzie, w stresie i po łebkach, taki wszędzie nieakuratny i z doskoku, taki z wyrzutami sumienia, że nie pobył tu, a nie doczytał tam i nie odpisał jeszcze gdzie indziej, taki przygięty do ziemi, bo ciągle coś i coś i coś i wciąż artykuł nie przeczytany, a studentom zadany do czytania, dom nie ogarnięty, obiad nie nastawiony, a sen nie dokończony. Wszędzie jakiś taki człowiek jest połowiczny i z wiecznym poczuciem nieprzygotowania, wiecznie jak uczeń przed egzaminem. Czasem człowiek się łapie w środku zajęć, że kompletnie nie wie o czym mówi. No nie wie. Patrzy się na slajdy, a one się patrzą na niego. I studenci też. A w głowie pustka. A potem powrót do domu, czas wyliczony co do minuty, bo niania, bo Morinek głodny po czterech godzinach i znowu od nowa. Morinka marudzi na dywanie i nie chce się bawić kolejnej minuty tą samą zabawką, a tu mleko trzeba ściągnąć, marchewki oskrobać, ziemniaki nastawić,wytrzeć podłogę, bo cała polepiona dżemem i znowu będzie wstyd przed nianią, na slajdy chociaż rzucić okiem przed wykładem, artykuł sobie przypomnieć, sprawdzić definicję 'tożsamości', sprawdzić 25 esejów, poodpowiadać na pytania studentów online, odpisać na maile, choćby tylko menagerowi. A w weekend przygotować wykłady na następny tydzień, z tego dwa całkiem nowe. A w nocy karmić nocnego ssaka. Pięć razy.

Za dużo, nie daję rady, nie nadążam, nie wyrabiam na zakrętach. Jak ktoś do mnie coś mówi, to szukam miejsca w głowie, szukam, szukam, szukam, otwieram jedną szufladę, a z niej się wysypuje aż, drugą, lecą stosy zdań, obrazów, terminów, numerów, porównań, analiz, przykładów, rozważań, i kolejną i kolejną i nie, przepraszam, nie ma takiej możliwości, nowej informacji w żaden sposób już nie zmieszczę w środku. Powiedz mi to jutro, powiedz mi to za tydzień, proszę, powiedz mi to w grudniu po południu, przypomnij mi o tym koniecznie, bo dziś zamknięte z powodu, że nieczynne. 

Dopiero drugi tydzień, a ja już jestem bardzo zmęczona.

23:39, inny_glos
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 18 stycznia 2016

Pięć i pół miesiąca, no kto by pomyślał, pachnie i jest sobie, takie maleństwo, a takie duże już. Łatwiejsze to macierzyństwo od jakiegoś miesiąca, słodsze, rozkoszniejsze, delektuję się Morinką, rozpływam się, kiedy rano po śniadanku nagle oczka robią ping! i zaczynają się we mnie wpatrywać malutkie czarne koraliki i widzę, że mnie poznaje i zaraz zaczyna się uśmiechać takim niemowlęcym najszczerszym uśmiechem, jakby chciała wykrzyknąć, że MAMA! JEST! ALE FAJNIE! Radość niemowlęca jest zaraźliwa, zaraz w środku rozlewa się takie ciepło, jakiego już dawno nie pamiętałam, jakby człowiek się iskrzył radością, jakby nie mógł się skończyć cieszyć z samego faktu istnienia. Nadal się Moriniactwo budzi parę razy w nocy i wiem, że dopóki będę piersią karmić, to będzie się budziła, ale odpuszczam na razie, nauczyłam się spać w dwugodzinnych interwałach, przebudzam się, dostawiam ssaka do piersi i zasypiam i tylko gdzieś tam się znowu budzę po jakimś czasie i chowam cycka. Zrozumiałam, że to minie, jak wszystko w życiu, minie i będę tęskniła za tym cudownym towarzystwem małego, cieplutkiego stworzonka, delikatnie posapującego przez sen, z tym niepowtarzalnym zapachem mleczka i świeżości w oddechu, który ludzie potem tak szybko tracą. Opiekunka O. dalej okazuje się skarbem, dziś poprosiłam, żeby została dłużej, bo się z pracą nie wyrabiam i przyszłam do domu chcąc trochę jeszcze popracować, a M akurat spała i O tak się zakłopotała, powiedziała, że może pójść do domu, bo nie ma co robić, bo M śpi i tak dalej. Jest jej tak strasznie głupio, jak Morinka śpi, że chce mi gary myć i sprzątać w tym czasie, ale jej nie pozwalam, bo jej praca to Moriniak, a ja jestem cała szczęśliwa, że podchodzi do niej z sercem. W zeszłym tygodniu jej nie upilnowałam i mi poskładała ciuchy po praniu i w szufladach Mo, które jej pokazałam i teraz jest mi głupio wciskać tam jakieś body czy inne śpioszki na chama, jak to zwykłam była robić, bo gdy tam zaglądam to wszystkie mikro ciuszki są poukładane w kosteczkę. I zaczynam mieć wyrzuty sumienia i też składać te śpochy, po czym się zżymam sama na siebie, że jeszcze dodatkowej pracy sobie zadaję;)

Nie chwaliłam się tu jeszcze Adziarzem, który w tym roku w konkursie naukowym BT Young Scientists zgarnął drugą nagrodę główną w całej Irlandii, a do tego jeszcze nagrodę specjalną Irlandzkiej Rady Naukowej i dodatkowo nagrodę Intela i jedzie z kolegą do Stanów reprezentować Irlandię w konkursie międzynarodowym. Przyniósł do chaty jakieś kryształy, ma zdjęcie z ministrą edukacji i tak mu się poprawiło morale, że nawet zaczął się uczyć;D Uni w Manchesterze zaprosiło go na rozmowę, wciąż czeka na odpowiedź Uni z Londynu i Warwick. My do końca nieprzekonani na ten Manchester, to dwie godziny drogi od mojego brata, u którego by mieszkał, czyli cztery godz. dziennie w pociągu, nie wiem, czy jest na tyle wytrwały. Bo nie stać nas, żeby sam mieszkał w Manchesterze, a trochę jeszcze za młody jest, żeby studiować i pracować. No zobaczymy. Teraz sobie myślę, że Uni w Irl nie byłoby takie złe, jest w końcu pięćdziesiąte na świecie, tylko, że Adek mówi, że nie ma takiego kierunku, który najbardziej go interesuje. Z tym konkursem to najlepsze jest to, że w tym roku go trochę olał, tzn. chodził przykładnie przez calutenkie wakacje po cztery godziny dziennie, ale poza chodzeniem to widziałam, że wkładał mniej serca niż w poprzednich latach. I sam mówił, że projekt chyba słabszy niż wcześniejsze. A tu niespodzianka. Może dlatego, że projekt bardziej medialny, ładniej brzmi i jakoś tak bardziej zrozumiale dla laika, nie to co czysto matematyczny Engels expansions of predictable patterns czy jak to tam było w zeszłym roku, kiedy nikt prócz matematyków nic nie kumał. A teraz Mathematical Model of Coffee Rust Disease , czyli matematyczny model pewnej choroby kawy dziesiątkującej plantacje w Ameryce Południowej i każdy sędzia sobie zaraz parujący kubek porannej kawki wyobraża i zaraz jakoś tak przyjemniej się robi na duszy komisji. No to dali im wygrać.

23:01, inny_glos
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 11 stycznia 2016

Weszłam do klasy, uśmiechnęłam się i odetchnęłam - włączyło się ośmioletnie doświadczenie i pierwsze zajęcia po urlopie macierzyńskim były, mogłabym wręcz powiedzieć, przyjemne. A pół nocy nie mogłam wczoraj spać na myśl o powrocie do szkoły. Nadal jesteśmy w niedoczasie, nadal praca i Morinka wymaga sztuczek prestidigatorskich, ale potworny stres już minął. Duża w tym zasługa super niani, na którą się zupełnie przypadkowo natknęłam w sklepie polskim. Na pierwszy rzut oka całość wygląda dziwnie i każdy, komu o niej opowiadam staje się od razu podejrzliwy - bo O. ma synka dokładnie w wieku Moriniaka, więc jak to tak, synka zostawić i cudze dziecko bawić? Ale intuicja mi powiedziała, że to jest fajna dziewczyna, że będzie z nią dobrze Morince i że jej wyjaśnienia brzmią przekonująco - nie chce wracać na cały etat do roboty, w której zmiany miałaby piątek, świątek i sobotę. Nie chce zostawiać swojego dzieciaka na tak długo, a tak u mnie dorobi sobie akurat tyle, że budżet jej się zepnie, a z jej dzieciakiem zostanie mąż, który pracuje na wieczory i nocki. I pasuje jej i mi. O. jest serdeczna, miła, spokojna, była u nas 3 razy w zeszłym tygodniu, żeby Morinka się do niej przyzwyczaiła. I po pierwszym płaczu Mo zaakceptowała O. zupełnie, a kiedy O udało się uśpić Moriniaka (jak wiemy zaspia prawie wyłącznie przy cycu, no, chyba, że na tacie), to już zupełnie mnie do siebie przekonała. Dziś kiedy przyszła do nas to Morinka się uśmiechnęła na jej widok. Jak zadzwoniłam, to jadła kaszkę, a jak przyszłam to spała. Pełen sukces. I straszna ulga, bo kwestia usypiania Moriniaka (i jej jedzenia) spędzała mi sen z oczu, tak paradoksalnie.

23:59, inny_glos
Link Komentarze (5) »
niedziela, 03 stycznia 2016

Morinek dziś kończy 5 miesięcy!

I wygląda tak (rany, naprawdę jestem najgorszym fotografem świata, coś tam jest nie tak ze światłem nie?, ale co tam!)

Rany, nie mam cierpliwości do tych zdjęć, komórka mi robi słabe, więc cykam i cykam i tak mam tysiące w karcie pamięci, z czego tylko dwa nadają się do pokazania, a i to nie bardzo.

Martwi mnie Adek, za pięć miesięcy matura a tu wygląda jakby się poddał, od kiedy się nie dostał do Oxfordu (no, niestety). Większość dnia poświęca na granie, staramy się tłumaczyć i gadać i nie wprowadzać rozwiązań siłowych, bo jeszcze nikt nikogo nie zmusił do nauki, ale mamy coraz mniej pomysłów - jak wyłączymy net, to gra na komputerze z płyty, jak wyłączymy komputer, to ma komórkę. Ale z tego co widzę, to większość współczesnych dzieciaków tak robi, niestety, a komputer i net potrzebny do nauki i bądź tu człowieku mądry. Martwi mnie to, bo rzeczywiście wygląda jak uzależnienie - kompletna ucieczka od rzeczywistości.

23:47, inny_glos
Link Komentarze (9) »
sobota, 02 stycznia 2016

A dzisiaj pierwszy gil w życiu, biedactwo się zarazilo od starszego brata, który hodowal sobie specjalne szczepy od dwóch tygodni. Na szczęście jeszcze może oddychać przez nos. 

Ja panikuje przed pracą, już takie piruety robię z wykładami, że nawet się tu nie przyznam, ale dostałam trzy nowe przedmioty dwa tygodnie temu i właśnie stoję na głowie żeby je przygotować. Dam radę bo muszę. 

00:49, inny_glos
Link Komentarze (3) »
stat4u