RSS
poniedziałek, 28 stycznia 2013

A jednak bieglam wczoraj. Wiatr troche ustal, urywalo glowe tylko przy kanale. Ale za to ustapil bol w czole, mysli sie przeczyscily, troche wiecej przestrzeni sie pojawilo.

Zawsze jak biegne to tak gdzies w pierwszej minucie odechciewa mi sie wszystkiego, zaczynam dyszec, wszystko zaczyna mnie bolec i mam ochote polozyc sie na asfalcie. To mija gdzies tak po kolejnych dwoch minutach, przewaznie w trzeciej juz jest w miare dobrze, tak, jakby cialo musialo miec czas, zeby sie przestac buntowac i przestawic na wiecej tlenu i wiekszy wysilek. Do dziewiatej minuty biegnie sie w miare, potem lekki kryzys, a potem juz przerwa blisko. A po przerwie to juz wiadomo, ze droga powrotna - chocby sie nie chcialo i tak sie ciagnie, bo juz mniej niz wiecej. Czasem sobie odliczam w glowie - jeszcze tylko piec minut, to juz malo, kazdy by tyle wytrzymal, kazdy kroliczek i kazdy warchlaczek, to juz tylko cztery i pol, cztery i pol co to jest, tyle co nic i tak dalej, i tak gadajac sobie w glowie koncze przepisowe minuty i biegne dalej jeszcze przewaznie przez chwilke. Bieganie jest fajne, zdecydowanie. Choc okropnie meczace.

13:40, inny_glos
Link Komentarze (4) »
niedziela, 27 stycznia 2013

Mialam dzis biegac, po dniu spedzonym na ogladaniu seriali. Ale nawet wyjrzenie przez okno jest niemozliwe, glowe urywa wiatr i deszcz. Widac wiosna idzie. Dosc burzliwie.

14:40, inny_glos
Link Komentarze (3) »
piątek, 25 stycznia 2013

Dzisiaj przyszedl przyjaciel, i cztery piwa, a jutro, a jutro a jutro leze do gory nogami, z rekami w kieszeniach, a kieszenie jak ocean, w pizamie, w kapciach welnianych skarpetach ogladam seriale. Caly bozy dzien.

22:43, inny_glos
Link Dodaj komentarz »

Niepodoba mi sié to, ze tak ciagle pracuje. Ja. (Nie ma ogonkow, bo znow formatowalam twardy dysk). Za duzo ostatnio, za duzo, trace kontakt z tymi niewieloma tutaj znajomymi, z ktorymi tak trudno sie go nawiazywalo. Dzis mam poczucie, ze cos mnie omija, ze siedze i robie te wyklady i czytam te artykuly i wymyslam te cwiczenia i wlasciwie nie robie nic innego. Przestalam dbac o znajomych i zapomnialam, ze trzeba wychodzic do ludzi, zwlaszcza, jak sie jest daleko od domu. Zamknelam sie w koleczku praca-dom-praca-praca. A ludzie robiá szkockie party i oglaszaja na fejsbuku i wychodza i widuja sie i spotykaja, gadaja i jedza haggisy i pija whiskey, a ja tylko siedze i siedze. I zapraszaja wszystkich 'wpadnijcie!' a ja siedze i nie wpadam. Czuje sie dzis taka niezaproszona.

19:33, inny_glos
Link Komentarze (3) »
czwartek, 24 stycznia 2013

Wiecie co? Wiosna idzie. 

Dziś to poczułam. Jestem lepsza niż jesienna para staruszków. (Nie ma na to rady).

Wiosna idzie, wiosna, wiosna!

Ziemia zaczyna pachnieć mi. Może zasadzę te cebulki tulipanów, które kupiłam jesienią i które na razie mieszkają w lodówce. 

Trzeba będzie różę przyciąć.

Kupiłam wielkie zielone swetrzysko na wiosenne chłody. Kupiłam wełniane skarpety na wiosenne przeciągi. Kupiłam bluzkę żółtą jak żonkile na wiosenne wykłady. (Bluzka ma metkę 100% recycled polyester. Post-consumer waste. Czyli jest zrobiona ze zużytych plastkikowych worków;) Wolałabym jedwab, ale się nie zagląda bluzce za 7 euro w zęby).

Wiosna idzie! Wiosna!

Jutro pierwszy raz biegnę 30 minut. 

Mi zaliczył pierwszy semestr magisterki. Dostał cztery A z czterech esejów.

Cztery piątki. W czwartek.

Pierwszy raz pisał eseje po angielsku. Jestem z niego dumna.

Wiosna idzie, rozsadza mnie energia.

Ale fajnie, że wiosna idzie!

Czujecie?

19:55, inny_glos
Link Komentarze (2) »
wtorek, 22 stycznia 2013

Mi mnie poprawia, że z anglika nie 70% tylko 80%. No.

23:50, inny_glos
Link Dodaj komentarz »

Adek się rozłożył w zeszłym tygodniu i był tylko dwa dni w szkole. Ale w pierwszy dzień było "all right" i w drugi też, a potem było nawet super i fajni byli koledzy. Potem znowu było "all right", a w piątek grali w siatkówkę i było super, a dziś też było fajnie i zapisuje się z kolegami z klasy na koszykówkę. Oni są beznadziejni też. 

To wszystko u Adka, nie wygląda na nieszczęśliwego. Pewno też pomaga fakt, że codziennie przynosi do domu nowe testy świateczne (historia - 96%, angielski - 70%, hiszpański - 60% ale najwięcej w klasie, matma - 92%, nauki ścisłe - 95% i tak dalej) a że jesteśmy niewychowawczymi rodzicami, to na nich zarabia - 2 euro za każde powyżej 90% i 5 za 95%. A co. A i tak kupiłabym mu grę/książkę/najki więc niech przynajmniej ma tą satysfakcję, że to za jego.

Mamy jeszcze chytry plan - u mnie w pracy czasem można kupić tańsze bilety na coś tam, ale to coś tam to przeważnie straszne michałki, w stylu koncert Rihanny albo cóś. No i wymyśliłam, że powiemy Adziarzowi, że dostałam z pracy bilety na ściankę wspinaczkową i że może zaprosić z czterech kolegów. Tylko ten Adziarz do tygodnia choruje, a jak nie choruje, to zapomina i tak codziennie mu przypominamy, żeby pogadał z kolegami, on ciągle nie gada i z dnia na dzień coraz bardziej się to wszystko podejrzane robi. No nic, będziemy go naciskać z rana.

A ja biegam. Wróciłam z Pl grubsza od 2 kilo i ze świszczącym oddechem (ech, to piwko i fajeczki w miłym towarzystwie), ale się zawzięłam i biegam. Teraz 2x15 z dwuminutową przerwą w środku. A ostatnio nawet 1x14 i 1x22! O!

Za dwa tygodniu przekraczam moją barierę strachu: bieg przez trzydzieści minut. A co.

W pracy zapierdol. Umiem już wszystko, proszę bardzo, pytajcie mnie o co chcecie - przemiany rodziny irlandzkiej od XVII wieku? Proszę bardzo. Globalizacja w XX wieku? Proszę bardzo. Mniejszości i teoria równości? Proszę bardzo. Polityka społeczna a młodzież w Irlandii? Proszę bardzo. Prawna pozycja kobiet w Irlandii od XIX wieku? Proszę bardzo. Bardzo proszę. Daje radę. Choć nie podoba mi się to zbytnio i muszę sobie powoli szykować miękkie lądowanie.

01:22, inny_glos
Link Komentarze (2) »
środa, 16 stycznia 2013

Wiem, wiem, że jak się ma pracę, to nie powinno się marudzić i narzekać i szukać zrozumienia, zwłaszcza, gdy się ma (w miarę) dobrą pracę, no ale cóż. Nic nie poradzę. Nic.

Od powrotu z Pl. pracuję właściwie nieustannie i cały czas mam wrażenie, że jestem w tyle. Skutek codziennego kładzenia się spać koło 1-2 to bezsenność po tygodniu. Nakręcona jestem jak mały motorek i dziś przez większą część nocy się tylko trzęsłam, zamiast spać. Przed czwartą zasnęłam, by obudzić się po szóstej. I podrzemać do siódmej. A potem wykłady. Taka jazda czeka mnie jeszcze przez następny tydzień - dwa. A potem będzie kolejna jazda - nowe eseje studenckie do sprawdzenia. 

I tak to - cieszę się, że mam pracę, ale wkurwia mnie to, że dostaję cały czas ogryzki - przedmioty wygaszane, na które się napracuję, a w przyszłym roku mi odpadną, zastępstwa, nagłe przypadki. Wczoraj miałam sen, że miałam uczyć dzieci grać na gitarze. Pierwsza myśl - jak ja je nauczę, jak sama nie umiem i nawet słuchu nie mam. Muszę być fair wobec dzieciaków i nie brać zajęć. A potem zobaczyłam grafik i mnóstwo, mnóstwo zajęć z gry na gitarze. I dwie inne godziny jak dwa rodzynki w całym tygodniu.  I wiedziałam, że je wezmę, bo jak nie, to za co będę żyła? I taka jest moja szkoła.

09:31, inny_glos
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 14 stycznia 2013

Adziarz już nie płacze, na razie, zobaczymy. Mamy pewien plan, napiszę jak znajdę chwilkę.

Praca mnie wessała po przyjeździe i gdyby nie to, że lubię (pocieszam się), to bym już dawno wymiękła, albowiem pracuję po 14 godzin przez ostatnie 4 dni. Tak to jest, jak ktoś sobie dwa tygodnie w Polsce siedzi i ani mu się śni zaglądać do książek, a tym bardziej do esejów do sprawdzenia. O. Bo gryzą.

Wujek Krzysio na całe szczęście w Polsce siedzi i mi tu nie pluje na politurę. I dobrze. 

01:49, inny_glos
Link Komentarze (1) »
czwartek, 10 stycznia 2013
wujek

Jak dzieci były małe przychodził wujek Krzysio i krzyczał Jak można tak mieszkać, jak u Cyganów! Brud, smród i ubóstwo! Posprzątalibyście jeden z drugim! Dzieci czuły, że wujek Krzysio ma rację, ale zupełnie nie wiedziały co robić, młodsze plątały się pod nogami osłaniając własnym ciałkiem zabawkę, tę, którą się akurat bawiły, starsze próbowały sprzątać ze stołu, podsuwały wujkowi czyste krzesło, albo się po prostu obrażały, bo cóż innego mogły zrobić. Wujek Krzysio zwykle powrzeszczał chwilę na dzieci i przechodził do kuchni, gdzie - niepomny własnych przedchwilejszych uwag o brudzie i syfie - sięgał chochlą w głąb gotującej się zupy i siorbał ją wprost z chochli z zadowolonym mlaskaniem. Posilony udawał się na inspekcję kuchni, wybierał zaciek na lodówce czy blacie, pluł na palucha i energicznie ścierał plamkę obficie skrapiając ją własną śliną. Cała ta procedura musiała być pilnie obserwowana przez dzieci. Kiedy już uporał się w ten sposób z trzema bądź czterema - zależnie od humoru - zabrudzeniami zadowolony z siebie pouczał: no i widzicie, jak od razu lepiej? Jak czysto? Sprzątać was trzeba nauczyć, sprzątać!! I proszę, jaki dobry nauczyciel, jak dzieci nauczył, proszę, jak się chce to można, dzieci trzeba uczyć, a nie na wszystko im pozwalać, jak Krysia.

10:46, inny_glos
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2
stat4u