RSS
poniedziałek, 30 stycznia 2012
wychowanie fizyczne

Och błogosławiona godzino ciszy, kiedy jeszcze cała rodzina śpi! 

Chyba nie mam wyjścia, zostanę rannym ptaszkiem, choć bardzo się to kłóci z moją naturą. 

Postanowiłam coś zrobić ze sobą, zawsze mnie nachodzi taka chęć kiedy nie mam za dużo pracy. W związku z tym, że nie cierpię się odchudzać i w dodatku wydaje mi się, że to jakoś niezbyt zdrowe jest, kiedy jest człowiekowi słabo i nie ma chęci do życia, marznie i jest wiecznie wkurzony, tym razem mam plan żeby zacząć od ćwiczeń i tylko TROCHĘ mniej jeść. Już od miesiąca czy ponad biegam 3-4 razy w tygodniu, ale to tylko taka króciutka 7 minutowa przebieżka (a i tak płuca wypluwam). 

Oprócz tego odbiło mi kompletnie i uznałam, że czas zacząć jakieś ćwiczenia, ale że ciężarki są ciężkie, jak powszechnie wiadomo, a gymy drogie, albo pełne Rosjaninów, macham nóżkom w domowym zaciszu.

Znalazłam gdzieś stronę i zaczęłam od tego  zestawu ćwiczeń (polecam z boku takie małe wideo z takim aseksualnym gościem). Po takim machaniu nóżką, które wygląda na luzik, zaczęły mnie boleć takie mięśnie, które myślałam, że nie istnieją. Spróbujcie sobie.

Ale trzeba być twardym, nie? 

Dziś skorzystałam z propozycji biegania - 3 minuty bieg, 2 minuty marsz i tak 6 razy. W sumie pół godziny. W życiu bym nie pomyślała, że w pół godziny można zwiedzić pół dzielnicy! Obiegliśmy naszą zwykłą trasę i jeszcze kawałek niezwykłej trasy i jeszcze było za mało. Ale fajnie:)

22:11, inny_glos
Link Komentarze (3) »
piątek, 27 stycznia 2012
Let's get a little sentimental on Friday

Janice Ian.

Usłyszałam ją dziś w radio i zauroczyła mnie.

To pewno znacie:



A to? 



 

W ogóle te lata '70 były cudowne. Jeszcze nie rozczarowane, jeszcze idealistyczne, jeszcze wierzące w zmianę:



i to:



I w mojej absolutnie najbardziej ulubionej wersji:



16:50, inny_glos
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 26 stycznia 2012
A propos ACTA (i Wojciecha Orlińskiego)

Lepiej bym tego nie ujęła:

http://pawianprzydrodze.wordpress.com/

21:47, inny_glos
Link Dodaj komentarz »

Własnie skończyłam czytać pierwszy rozdział pewnej ... hmm... jak by tu ująć ..hmm... pracy dyplomowej. Nie wiem, czy się pozbieram po takich kawałkach, jak ten:

According to BBC News (18th Nov, 2008), There were 35,000 such children, some of which are not yet born. (Według BBC News było 35000 takich dzieci, niektóre z nich jeszcze nie narodzone) - i nie chodzi tu o jakieś dzieci z wrodzonymi wadami, o nie, studentce chodziło o dzieci maltretowane. 

A praca, z nauk społecznych przypominam, zaczyna się tak:

Geographically, Ireland is located in the North Atlantic Ocean. It is well known to the Hibernia or Scotland, situated in the western Ocean and forms an integral part of Great Britain. It is position approximately 54 degree North latitude. The climate is healthy and genial and the fertility of the soil is extraordinary. (Bird, 1853, p.7). Ireland is smaller of the two large isles covering 32374, square miles or about a size of the Maine in the United States.

Dla nieangielskojęzycznych streszczam: autor opisuje geograficzne położenie Irlandii (na Północnym Oceanie Atlantyckim), i jej znajomość wśród Szkotów (tutaj został użyty pewien niuans językowy, którego nie jestem do końca pewna), by przejść do ogólnej charakterystyki jej klimatu (zdrowy) i gleby (nadzwyczaj żyzna). Autor podaje bardzo precyzyjne dane na temat mil kwadratowych lądu (32374) i przybliżonego rozmiaru (podobny, co stan Maine w Stanach).

I tak przez 7 stron. Jechaaaneee!

21:44, inny_glos
Link Komentarze (1) »

Z bezrobotnym mężem trudniej się pisze. Bo mąż siedzi w domu i mimo, że nie patrzy co robisz, to jednak widzi. I SIĘ DOMYŚLA. „Robisz coś ważnego? Nie? To mogę się coś zapytać?” I tak w kółko. I nawet, jak zaraz uda, że to nic takiego, że przecież nie wie i się NIE INTERESUJE, to przecież wiadomo, że nie można pisać w takich warunkach.

Wstaję więc rano z Adziarzem i korzystam z godziny ciszy.

Trochę mnie zmartwiła ta bardzo zmniejszona ilość godzin, ale przecież nie jest tak łatwo się przenieść gdzie indziej. To nie jest tak, że jak już się raz wyjechało z kraju, to przeprowadzić się do innego to tak, jak zmienić dzielnicę. Nienienie.

To jest stres. I ból. I chyba jeszcze większy właśnie dopiero wtedy, jak już się wie, co cię czeka. Pierwsza emigracja to jak skok na głęboką wodę pierwszy raz w życiu, wystarczy się odważyć i tyle. Druga taka decyzja to jak odcinanie sobie małego palca w pełni świadomości. Wiesz, co cię czeka, wiesz, jak bardzo będzie bolało i wiesz, że tego bólu się nie uniknie. Nie ma innej możliwości.

Więc nie. Na razie nie, dziękujemy. Na razie tutaj trochę powalczymy. Tutaj mamy prawo do wszystkich zasiłków, tutaj, jakby co, to państwo nam dopłaci do mieszkania. Tutaj mam na razie pracę, godzin wprawdzie tyle, jak na lekarstwo na razie, ale jest szansa, że będzie więcej w przyszłości.

Ale najważniejsze, że to tutaj Adek ma swój świat. Moje dziecko mówi już z akcentem irlandzkim, ma swoich kolegów, swoje miejsca, swoją 'dzielnię', swoją szkołę, swoje życie. Ma naście lat, nie jest już dzieckiem które można bez problemu kolejny raz wziąć i posadzić w nowej doniczce.

Poza tym ja lubię ten kraj. Lubię tę lekką zapyziałość i specyficzne żarty (Irlandczycy są jednynym narodem, który się cieszy, że jest kryzys, bo mogą powiedzieć „I toldz ya!”). Lubię tę głupią brawurę i przechwałki, pozostałość po 800 latach ucisku, tę lekko straceńczą postawę przemieszaną z tchórzostwem i poczuciem niższości, jakie Irlandczycy zawsze mieli wobec Imperium. Mniej mi się może podoba uwielbienie dla Ameryki, ale i ta cecha znajoma się wydaje, w końcu prawie tak samo wielu jest O’Rourków w Stanach, co Kowalskich (no dobra, więcej jest O'Donnellów).

Jest teraz tutaj kryzys i w tym kryzysie Irlandczycy wydają mi się tacy jakby bardziej swojscy, ludzccy, jakby ta cała bufonada Celtic Tiger wreszcie opadła, nie ma już wesel z szampanem dowożonym helikopterem, są ciecia budżetowe i wprowadzany podatek za wodę.

Nagle kawa na dworcu 'jest droga', jak mi jedna ze studentek napisała. Kawa na dworcu jest dla Irlandki za droga! Świat się kończy!

Tak, jeden ze światów właśnie się tutaj skończył. Czekamy na następny.

10:42, inny_glos
Link Komentarze (3) »
piątek, 20 stycznia 2012

Kurrrrrka wodna, nawet WŁASNE komentarze do własnego bloga są traktowane jako spam!

Wklejam poniżej:

No właśnie Moon nie jest - Wlk. Bryt wprowadziła zaraz po wojnie powszechne ubezpieczenia zdrowotne, a Irl była strasznie zacofana i nawet wniosek o ubezpieczenie tylko dzieci upadł, bardzo silne lobby lekarskie było przeciwne (!) między innymi. W Irl jest system Medical Card, które przysługują najbiedniejszym i trzeba co roku o nie występować. Próg na rodzinę z dzieckiem to zarobki rzędu 25 tys. euro rocznie, powyżej tego nie ma się uprawnień (to jest trochę bardziej skomplikowane, biorą pod uwagę również wysokość czynszu i koszt dojazdów do pracy).

11:33, inny_glos
Link Dodaj komentarz »

 Muszę  Chcę znowu wkręcić się w nawyk w miarę częstego pisania, a żeby się rozkręcić muszę czasami porozwodzić się nad pierdołami, wybaczcie więc kiedy będe truła o truizmach.

W tym tygodniu okazało się, że nie będę mała moje jedynego porządnego przedmiotu, właśnie tego który miał mnie częściowo utrzymywać do połowy lipca. Zostały mi tylko michałki, czyli parę tutoriali, jakieś 3 gościnne zajęcia z social labu, i z 15 godzin podstaw nauk społecznych, które bardzo lubię. Ale nie będę miała już kryminalistyki społecznej, czy jak to się tam nazywa, buuuu, mój ulubiony przedmiot, buuuu. Nie ma zajęć, bo nie ma naboru, w zeszłym roku złapali jakieś siedmioro studentów, którzy przez pół roku robili cały rok pierwszy, a we wrześniu zostali dołączeni do roku drugiego, na którym już było jakieś 30 osób. No i teraz nie ma nawet 4 osób, więc im się nie opłaca. Buuu.

W sumie dość mnie to dobiło dwa dni temu, ale zaczęłam sprawdzać różne kombinacje alpejskie z zasiłków i wyliczyłam sobie, że może nawet będziemy LEPIEJ stali finansowo, jeśli ja nie dostanę tego przedmiotu, tylko Mi na mnie będzie brał zasiłek. Nie jest to pewne, ale liczę i liczę i tak wychodzi, bo np. nie będziemy musieli się prywatnie ubezpieczać zdrowotnie, a to dla naszej rodziny jakieś 2000 – 2300 rocznie najtaniej, a z dzieckiem nie możemy ryzykować, że nie stać nas będzie na szpital w razie czego (swoją drogą niesprawiedliwe, że nie można samego dziecka ubezpieczyć – koszt miesięczny to tylko 18euro, ale dodaj dorosłego za ponad osiem dych i już się robi drogo). Plus dostaniemy dodatkowe pieniądze na tzw. qualified adult, czyli na męża/żonę/partnera osoby bezrobotnej (124euro/tydzień pełna stawka, do tego moge dorobić do 100 euro/tyg bez żadnego obcięcia świadczenia i do 310 z częściowym obcięciem) i tzw. Dependent child (29 euro/tydz). No widzicie jak to szybko idzie, zanim się człowiek obejrzy już jest ‘sponger’, czyli członkiem podklasy beneficjentów systemu. Oczywiście nie będziemy krezusami, ale być może nie będziemy musieli opuszczać w tym roku naszego domku, uff, a to już mnie bardzo pociesza. Kocham welfare state, nadaję się na klasę próżniaczą, choć chyba autor coś innego miał na myśli. Wiecie oczywiście, że wolałabym pracować, bo lubię przedmiot i fajnie się rozwijać, tak taaak, oczywiście.

Oprócz tego jak zwykle o tej porze walczę  z egzaminami. Zbyt duża dawka tych oryginalnych dzieł robi coś z moją głową, a już 3 prace dziennie to dawka dużo za duża, muszę dodać. Po przeczytaniu 20 prac (moim wczorajszym faworytem było stwierdzenie ‘anonimowy badacz stwierdził, ze urbanizacja prowadzi do ...’ – czujecie? Anonimowy badacz, dosłownie;) czuję się średnio o 10% głupsza, pod koniec dnia mogę już tylko oglądać nowy serial o szpitalu (Mercy) i śmiać się głupkowato z najbardziej chamskich dowcipów, co w sumie nie bardzo mija się z tym, co chciałabym robić na co dzień.

01:26, inny_glos
Link Komentarze (3) »
niedziela, 15 stycznia 2012

Właśnie obejrzeliśmy Melancholię von Triera.

Najsmutniejszy film jaki widziałam w życiu.

Nie oglądajcie go, jak chcecie dobrze spać. Nie oglądajcie go, jak jest wam trochę smutno. Nie oglądajcie go sami, nie oglądajcie go z dziećmi, nie oglądajcie go na kacu.

Ale obejrzeć watro. Choć trochę przerażające.

00:55, inny_glos
Link Komentarze (4) »
piątek, 06 stycznia 2012
slipołwer is ołwer

Ledwo odkleiłam oko od powieki o godzinie 8.56, a chłopaki na dole już urzędowali. Zakopałam się głębiej w kołdrę z mocnym postanowieniem nie wstawania, Mi obok chrapał uspokajająco. Obowiązek rodzicielski wzywał, trzeba zrobić dzieciakom śniadanie i w ogóle sprawdzić jak tam sobie radzą, choć z odgłosów wynikało, że radzą sobie całkiem wesoło. Niestety, po 4 godzinach snu członki odmawiały posłuszeństwa. Nałożyłam kołdrę na uszy i jeszcze chwileczkę, jeszcze minutkę, jeszcze tylko odrobinkę snu. Obudziła mnie podejrzana cisza, na zegarku była 9.26. Chłopcy grali w piłkę na dworze. Zwlokłam się z łóżka ogarnąć trochę duży pokój. Małe robocopy za oknem strzelały gole, podskakiwały, krzyczały, biegały do utraty tchu. Ja ledwo zeszłam po schodach. Nastawiłam pranie. Odpoczęłam. Odkroiłam sobie kawałek wczorajszej pizzy. Czekałam na kawę. Na stole w kuchni widniały resztki śniadania: nóż ze śladami nutelli i pokruszone gofry. Starość nie radość.

12:23, inny_glos
Link Komentarze (2) »
czwartek, 05 stycznia 2012

I mam nadzieję, że ten nocy nie będzie tak wiało, jak ostatniej!

Wiatr wył w kominie, deszcze zacinał po dachu, a ja leżałam i przejmowałam się swoją nietrafioną inwestycją. Bez sensu.

20:23, inny_glos
Link Komentarze (1) »

Leo, Greg, Michael, Musa, Joe, Sean i ???, czyli kolejny slipołwer. 

Zaczynamy nabierać wprawy. Najważniejsze to nie dać się zesłać do najmniejszego pokoiku/sypialenki i nie siedzieć jak mysz pod miotłą. Większą część mieszkania trzeba odciąć od tornada, żeby przeżyć najazd we względnym komforcie. Zatem zajęliśmy duży pokój i go nie oddamy, przynajmniej do północy, kiedy będą się kładli spać. 

Robi się ciasto na pizzę, zaraz mi pokroi co tam mamy do niego i wstawiamy do pieca.

Chłopaki już zaliczyli wizytę w Lidlu po tanie dobra, przynieśli sobie gofry i nutellę.

Siedzą w pokoju u Adka, kto powiedział, że jest dla nich za mały?? Cisną się przy komputerze i co chwilę pokrzykują, mam nadzieję, że nie robią nic zdrożnego;) Pocieszam się tym, że są to dzieciaki z dobrych domów i dobrych, prywatnych szkół, więc łobuzować będą w granicach normy.

Adek z nich wszystkich najmniejszy, taki przecinek przy chłopakach wyższych już czasem ode mnie.

Cieszę się, że sie tak zaprzyjaźnił. Czego się nie robi dla dziecka, prawda?

A my z Mi zapodamy sobie najnowszego von Triera i może coś jeszcze.

Też będzie miło.

20:19, inny_glos
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 02 stycznia 2012

Korzyści z posiadania kominka są takie, że nie można się przy nim nudzić. Mąż siedzi cały dzień i rozpala/zagasza/dogląda/grzebie. W powietrzu unosi się taki fajny szary proszeczek, który nie pozwoli się nudzić także i mnie osiadając na meblach, komputerze i stole i czekając, aż zetrę kurze. Cały dom pachnie pięknym drewnianym dymem, świeżo wyprane ciuchy pracowe też:) Myślicie że mogę w klasie pachnąć dymem? czy jednak kolejne pranie trza załączać?

Pisałam to ja, maruda.

22:18, inny_glos
Link Komentarze (3) »
Domowe ognisko z kartonów po butach

Już od dawna wiem, że mój Mi i mocny alkohol to nie jest dobre połączenie. No cóż, przekonałam się po raz kolejny. Na Sylwestra wypił pół mojego rumu do mojito (na podkład swoich 4 piw) i śpiewał do 4 w nocy. Nie lubię go takiego upierdliwego.

Ale na szczęście już jest nowy rok i wszystko wróciło do normy. Będziemy uczesani i tak dalej.

A nowy rok przyniósł nam 

 

zrozumienie faktu, że mamy kominek!

Posiadanie kominka wydawało mi się rzeczą bardzo skomplikowaną - bo przecież kominiarza trzeba wezwać, czy przewód drożny, różne sprzęciory trzeba mieć, jakieś kratki, parawany i tak dalej. Tym bardziej że w do naszego ktoś włożył specjalny elektryczny kaloryfer, taką elektryczną farelkę przystrojoną sztucznymi szczapkami drewna. Wszystko razem sprawiało wrażenie, że ten kominek to tylko atrapa. Ale jakiś czas temu zauważyłam, że od tej ściany ciągnie, a na dachu mamy komin. I kiedy na sylwestra na chwilkę odwiedziliśmy znajomych i posiedzieliśmy przy ogniu olśniła mnie myśl, że powinniśmy w końcu spróbować rozpalić nasz. Znajomi obdarowali nas na miejscu tą małą kratką widoczną na zdjęciu i voila! Naznosiliśmy starych kartonów i zrobiliśmy wczoraj próbę generalną. Jest cug! Jest cudownie!

13:38, inny_glos
Link Komentarze (3) »
stat4u