RSS
piątek, 05 października 2018

Zapisuję w annałach coby nie umknęło: dziś pierwszy raz powiedziała 'Chcę iść do przedszkola!'. Ta-dam!

Być może związane jest z tym, że ma koleżankę w przedszkolu, a raczej, jak się pani wyraziła 'the best friend'. Aoifa (czyta się 'Ifa') jest taka malutka jak Mo i podobno robią wszystko razem:) 

A na dworze jesień. Taka jedna tak pięknie już o niej pisała, że nawet nie próbuję przelewać tu moich zachwytów. Rano idziemy z Mo do przedszkola przez park i wdycham ten cudny zapach zbutwiałych liści i mżawki. Mamy w planach kominek w przyszłym roku - przewód kominowy już mamy przecież. 

12:18, inny_glos
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 24 września 2018

Długo nic nie było o Adziarzu, to prawda. Człowiek jest tak zaabsorbowany maluchem, że tego starszego spycha na obrzeża rodzicielskiej uwagi.

Adziarz, wrażliwiec, teoretyk, mądrala jest na trzecim roku matmy i cieszę się, że odkrył, że naprawdę to kocha:) To znaczy są oczywiście przedmioty, które nudzą go niemożebnie (statystyka, nauczanie matematyki), w zeszłym roku nie był na ani jednym wykładzie z paru przedmiotów, mówił, że z nudów oczy się same zamykały, ale nie interweniowałam, bo wszystkie egzaminy zdał i to bardzo dobrze (tutaj się zdaje na procenty, ze wszystkich przedmiotów miał średnią 75%, co jest odpowiednikiem 4+ bądź 5-). Jestem z niego bardzo dumna, oczywiście, ale też się tak po ludzku cieszę, że nie będzie musiał się zmagać z problemami humanistów - bo nas to humanistyczne wykształcenie i 20% bezrobocia jak wchodziliśmy na rynek pracy przeczołgało potwornie (czy wiecie, że pokolenie, które wchodzi na rynek pracy w czasie kryzysu do końca czasu zatrudnienia zarabia mniej, niż ludzie z pokolenia boomu o porównywalnych zawodach?).

Ale Adek jest ogromnym wrażliwcem. Po porażce szkoły średniej, gdzie w drugiej klasie był męczony (aż się wywinął i strzelił w twarz swojego dręczyciela) bardzo liczył na studia - że wreszcie odnajdzie 'swoich ludzi'. I trochę tak się stało, poznał ludzi, z którymi dobrze się dogaduje, tylko, że oczekiwał chyba czegoś więcej, a nie jest to taka paczka na dobre i na złe. Lubią się, spotykają, ale za rzadko dla Adka, miał tygodnie, kiedy siedział w domu i - jak mówi - był samotny. Nie jest to paczka jak z amerykańskich filmów, gdzie codziennie przesiadują u siebie i tak dalej, i Adek ma chyba takie poczucie, że go to ominęło w życiu. Ma również takie depesyjne momenty, taki zupełny brak poczucia własnej wartości, takie nieprzekonanie, że ktoś go może lubić dla niego samego. Ale chyba najbardziej chodzi tu o płeć przeciwną, jak przypuszczam. Mam tylko nadzieję, że to się zmieni, choć oczywiście Adziarz mówi, że skąd wiem, że będzie miał rodzinę, bo tak mu ciągle powtarzam i skąd jestem tego pewna. Może przez całe życie będzie samotny.

Adek się jeszcze tak nakręca straszliwie - okazało się, że będziemy musieli płacić za studia połowę czesnego (1500e), bo przekroczyliśmy próg o 40 euro kiedy Adka szef zapłacił mu w tym roku, a nie w poprzednim, jak powinien. Adek tego nie dopilnował, z różnych przyczyn i teraz nic się nie da zrobić. No cóż, wiadomo, że szkoda, nikt nie lubi tracić kasy, ale Adek tak się nakręcił, że przez trzy dni nie mógł spać. Martwił się bardzo, że dużo pieniędzy, że nie dopilnował i tak dalej, nakręcał się i nakręcał. (No, trochę mu w tym pomogliśmy, bo stwierdziliśmy, że będzie to płacił ze swojego stypendium - a ma 2500 na rok). Powtarzałam mu, że nie można tak do życia podchodzić, że różnie bywa, że znaczy to, że dużo zarobiliśmy w tym roku i trzeba się cieszyć. Że to nie jest tak dużo, że różne rzeczy się zdarzają, najważniejsze, że jest zdrowy, że przecież będziemy mieli co jeść i z domu nikt nas nie wygoni. Ale nie mógł tego przeboleć. A dziś dostałam więcej godzin, zupełnie niespodziewnie, i okazało się, że zarobię dużo więcej, ale będzie nam potrzebna Adka pomoc, więc mu dorzucę tysiąc;)

Ale jest zdecydowanie lepiej, łatwiej się z nim dogadać i przeważnie nie wygląda na smutnego. Co mu jednak w głowie siedzi, to nie wiadomo, jak wiadomo, trzeba być czujnym i obserwować swoje dziecko, choć dorosłe. W zeszłym roku wydarzyła się tutaj tragedia - małżeństwo z Filipin, imigranci, tak jak i my, z synem i młodszą córeczką kupili dom tutaj trochę przed nami, parę ulic dalej. Jakieś pół roku po tym znaleźli syna powieszonego w swojej sypialni. Dzieciak trochę starszy od Adka. Myślałam o tej rodzinie, nic oczywiście o niej nie wiem, ale prawie że widziałam, jak budują tutaj w Irlandii nowe życie, po latach się cieszą domem, zadowoleni, że wieczna niepewność wynajmu się wreszcie skończyła i jak nagle to wszystko się obraca w popioły. Nigdy nie wiesz, co siedzi w głowie takiego młodego człowieka, to jest straszny czas, to wejście w dorosłość, a dodatkowo dzieci imigrantów są w grupie podwyższonego ryzyka - we własnym kraju jest trudno w grupie rówieśniczej, a co dopiero w obcym kraju, z nie tym akcentem, nie tą kulturą itd. Oczywiście zupełnie inaczej jest, jak się jest z Danii czy Stanów Zjednoczonych, przynajmiej tej łatki biedaka się nie ma, ale z krajów biedniejszych nie jest tak prosto.

A zatem patrzę na Adkowego. Jestem czujna.

00:31, inny_glos
Link Komentarze (3) »
wtorek, 11 września 2018

No i znowu jest chora. Strasznie protestowała rano, uznałam, że jednak za bardzo jak na zwykłą niechęć. No i oczywiście - dwie godziny później stan podgorączkowy. Glut, kaszel, chce być tylko na rączkach (cwaniara się przyzwyczaiła;). Błogosławię naszą pracę, że jednak nie musiałam jej rano dać paracetamolu i do przedszkola. Rodzice są czasami naprawdę zdesperowani, no ale cóż robić, jak 'to jest normalne, że dziecko choruje 10 razy w roku'. Jak się nie ma babci, to nie ma szans pracować, no chyba, że ma się to szczęście i pracę taką, jak nasza, gdzie możemy się wymieniać z M. Oczywiście nie jest lekko, bo robota musi być zrobiona, wykład przygotowany jak trzeba to i o północy, ale nie ma porównania z siedzeniem od 9 do 5 w pracy.

17:37, inny_glos
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 10 września 2018

Wróciła. Zadowolona jak sto pięćdziesiąt. Gasiła pożar z chłopcem. Zrywała małe koraliki z krzaczków. Przyklejała listki na kartkę. Jadła makaron na lunch.

Jest dobrze.

15:35, inny_glos
Link Komentarze (1) »

Dziś pierwszy raz płakała:( Odkryła, że przedszkole to system, że to nie ciocia Dana ani ciocia Ola.

- Mamo, nie chcę iść do przedszkola, tam jest nudno! A jedna dziewczynka wyrzuciła mi serek. - Dlaczego? - Bo jej pani kazała. - A dlaczego? - Nie wiem. Wyciągniła mi z plecaczka i wyrzuciła do kosza. A przecież nie można serka wyrzucać do kosza, tylko trzeba dać mamie, prawda?

Nie chciała wejść, rozpłakała się za bramą. Pani ją przytuliła, uspokoiło mnie to, choć oczywiście nie wiem, co tam się w środku dzieje. Mogę mieć tylko nadzieję, że nic podobnego, jak w przedszkolach sfilmowanych ukrytą kamerą parę lat temu - gdzie dzieci były przywiązywane do fotelików na dwie godziny, a panie zajmowały się swoimi telefonami:( Nie mogłam tego spokojnie oglądać.

https://rutube.ru/video/c690b952aaffcc99afc70a4f75f64d85/

 

13:09, inny_glos
Link Komentarze (3) »
czwartek, 06 września 2018

Świeżutkie zdjęcie nowych okien:

nowe_okna_1

I drzewo na naszej ulicy:

nasza_ulica

 

21:03, inny_glos
Link Komentarze (2) »

Nowe okna są i ciągle się zachwycam jak bardzo są funkcjonalne. Zrozumieć tę radość może tylko ten, kto kiedykolwiek miał do czynienia z oknami w Irlandii, bowiem jedynie tutaj widziałam taki wynalazek, jaki mieliśmy my: pojedyncza wielka szyba i tylko mały lufcik, który się otwiera. Ani to przewietrzyć, ani ogrzać. Tutaj macie jeszcze stare (telefon mi się zbiesił i nie da się ściągnąć zdjęć na kompa):

 

  dom_m

Kupiliśmy okna litewskie, czyli kontynentalne - otwierają się do środka i na całą długość, możliwe są trzy ustawienia (mikrowentylacja, uchylony lufcik i całe skrzydło), czyli coś, co jest w Polsce standardem, tutaj jest prawdziwym cudem:D Potrójne szyby, wygoda, mogę szybko przewietrzyć, a potem trzymać ciepło.

Jak powszechnie wiadomo w Irlandii problemem w domu jest wilgoć - grzyb w łazience, na ścianie czy wokół okien rozpala dyskusję na tysiące postów na forach Polonii. W Irlandii dużo pada, ale zdziwiło mnie to, że wilgotność powietrza jest ogólnie porównywalna z Polską, czyli ten grzyb to nie przez naturalną wilgoć. Problemem się okazuje połączenie w miarę ciepłego klimatu i centralnego ogrzewania - zimy są dość ciepłe i nie trzeba dużo grzać, przez co technologia ogrzewania w Irl jest dość zacofana - większość domów używa olejów opałowych albo gazu, w blokach popularne jest ogrzewanie elektryczne. Z powodu braku nowoczesnych rozwiązań budowlanych i grzewczych koszty są na tyle wysokie, że ludzie oszczędzają jak mogą, najczęściej po prostu grzejąc mało i wietrząc mało, co jest oczywistym przepisem na grzyby i pleśnie. Wymagane przez prawo budowlane wywietrzniki są najczęściej zatykane starymi szmatami, i nic dziwnego, bo przez nie po prostu wieje - wychodzą one na zewnątrz, nie do komina wentylacyjnego, jak w cywilizowanych krajach:D Tutaj nie ma kominów wentylacyjnych, przez długi czas rolę tę spełniały po prostu przewody kominowe, bo kiedy człowiek napalił w kominku ogień zasysał powietrz z pokoju i wypuszczał do góry, w ten sposób pełniąc rolę super wentylatora. Ale od kiedy większość domów przerzuciła się na ogrzewanie centralne (mimo, że nie centralne w polskim rozumieniu, bo po prostu gazowe boilery instalowane w każdym domu albo kaloryfery elektryczne w blokach) ta naturalna cyrkulacja powietrza została zlikwidowana, więc powietrze w pomieszczeniach stoi, a domy są ledwie ledwie dogrzane, więc ludzie zatykają każdą dziurę i szparę, żeby ciepło 'nie uciekało', nie ma krążenia powietrza, co powoduje pleśń i grzyby i tak dalej w kółko.

Related image

Pewna moja fajna znajoma wstawiła nowe okna, usunęła kaloryfer ze ściany północnej, bo ogrzewanie jest drogie, pokój mały a okna szczelne, stwierdziła, że wystarczy kaloryfer w części głównej, ścianę ową zasłoniła sofą i po odsunięciu sofy - zgadnijcie co znalazła na ścianie?

Wiele starych domów ma tzw. ocieplenie wewnętrzne, czyli ściankę z regipsu od wewnątrz, która jest dodatkowo ocieplona wełną mineralną i w związku z tym cieplejsza niż ściana domu, co z kolei powoduje, że woda skrapla się na ścianie domu za ścianką i w tej szparze wesoło rosną sobie niesamowite okazy grzybów, jak ten na zdjęciu poniżej, gdzie wyraźnie widać ramę na której była przyczepiona ścianka z regipsu:)

Related image

Okna są zatem cudne, ale nadal nie wiemy, kiedy będziemy mieli ocieplenie, bo już od dwóch miesięcy czekamy, aż szanowna elektrownia założy nam ochronę na kable, a bez tego panowie nie mogą zaczynać instalacji. Zapłaciłam za tę usługę 400 e dwa miesiące temu i nadal czekamy, państwowa firma, więc sobie możemy poczekać, a tu jesień idzie, deszcze się zaczynają, moje okna są niezabezpieczone i wysunięte do przodu (zgodnie ze sztuką zakładania ocieplenia) i jeszcze miesiąc i trzy ulewy a zaczną mi gnić:( Mogę sobie oczywiście dzwonić na infolinię i się wściekać i to by było na tyle, grzeczna pani po treningu jak rozmawiać z trudnymi klientami spokojnie mi wyjaśnia, że zostawi informację dla elektryków i oddzwonią w ciągu dwóch dni. Tak jak oddzwaniaja od dwóch tygodni.

11:34, inny_glos
Link Dodaj komentarz »
piątek, 31 sierpnia 2018

Trzeci dzień, pierwszy katar. Nie puściłam jej dziś do przedszkola, mam najdzieję, że wydobrzeje przez sobotę i niedzielę. 

Dom jednak nie będzie niebieski - w poniedziałek zamontowali nam nasze cudne okna, które są ŻÓŁTE. Jak plaster miodu. W takiej sytuacji niebieski, taki, jaki chcieliśmy, odpada. Zadzwoniłam do firmy i poprosiłam o zmianę koloru, ale okazało się, że mogą mi przesłać próbnik ... mailem. Pan powiedział, że kolory są w miarę wiernie oddane, no ale wiadomo, że w miarę robi wielką różnicę - jak z naszymi oknami. Drewniane, ale żółte, nie kremowe, nie pomarańczowe, nie brązowe. Chcieliśmy jak najjaśniejsze drewno, no i mamy, podobno nie można na oknach uzyskać efektu skandynawskiego drzewa, jakby 'wypranego' z koloru - impregnat zawsze zmieni kolor drewna. Zrozumiałam dlaczego domy tutaj mają okropnie dobrane kolory - kremowy do sino-niebieskiego, mahoniowe okna do jasnożółtych ścian - bo jakie mogą być, jeśli ludzie sprawdzają kolor na monitorze. Otworzyłam maila na swojej komórce, komputerze i na Adka laptopie i wszędzie były inne odcienie - na jednym urządzeniu niebieskie wpadały w zielone, a na innym w beże. Pan z infolinii się bardzo upierał, że nie mogą mi pożyczyć próbnika, bo ludzie im nie oddają, ale nie ze mną takie numery, wyciągnęłam od pana  adres magazynu i 22 kilometry później trumfalnie wróciłam z próbnikiem do domu. I teraz wychodzi na to, że dom będzie jasno szary, albo tzw. off-white, czyli złamana biel.

Image result for yellow windows of white house

Image result for yellow windows house

Chciałam uciec od szarości, ale niestety żółty wygląda najlepiej z szarym:

Related image

Zastanawialiśmy się jeszcze nad ciemnooliwkowym, ale kolory inaczej wyglądają na papierze, a inaczej na ścianie i możemy przestrzelić z tą zielenia, nawet złamaną.

No i co myślicie?

Wrzucę wam zdjęcie okien, jak ściągnę z komórki.

13:46, inny_glos
Link Komentarze (3) »
czwartek, 30 sierpnia 2018

No i poszła dziś do przedszkola.

Zostawiłam ją przy wejściu, przed kutą z żelaza furtką, jeszcze w czerwonych kaloszkach i kurteczce, z przewieszoną dużą torbą na zakupy, zieloną w żółte kwiaty (nie kupiliśmy małego plecaczka!), z zapasowym ubraniem i jogurcikiem, a ona wzięła panią za rączkę i poszła. Zaglądnęłam za róg i oto tam stała, w rządku, obok innych dzieci, mała znajoma twarzyczka z blond włoskami, czekała cierpliwie na inne dzieci, trochę przestraszona, trochę zaciekawiona. Dziś tak naprawdę był drugi dzień, uroczyste rozpoczęcie było wczoraj i to dzięki wczorajszym balonom i zamkowi dmuchanemu poszła dość spokojnie. Przy furtce rozgrywały się sceny - no może nie Dantejskie, ale filmowe, jak z najlepszego amerykańskiego wyciskacza łez. Chłopiec o wyglądzie przyszłego handlarza używanymi samochodami - przedziałek, włoski na żel, kwadratowa szczęka sugerująca nieodparcie, że nikt mu w kaszę pluć nie będzie - nie mógł puścić ręki taty, pani go odciągała, a on zwrócił swoje przerażająco smutne oczy na rodziciela, wbił stopy w beton i w ten sposób dobitnie, choć milcząco, zakomunikował, że nie ruszy się na krok. Twardziel. Na to jego młodszy brat, trzymany na rękach przez tatę, zaniósł się szlochem. Inny chłopczyk, większy o głowę od Morinki, zachęcony przez mamę i panią raźno przekroczył wrota przedszola, ale na tym skończyła się jego odwaga i po chwili jednym sprytnym susem znalazł się z powrotem przy mamie. Jakby czuł, że po przekroczeniu progu instytucji edukacyjnej zostanie w systemie na długie lata, około dwudziestu. 

Moja córeczka stała spokojnie, zupełnie nieświadoma całej symboliki i znaczeń ukrytych za żelazną furtką. Pani wzięła od niej ciężką torbę, a ja myślałam tylko, jak sobie poradzi ze zmianą kapci, skąd będzie wiedziała gdzie jest torba, czy będzie umiała znaleźć jogurcik i serek i powiedzieć, że chce siusiu. Czy zrozumie, co pani do niej mówi. Czy będzie się umiała dogadać z dziećmi.

Czy będzie miała przyjaciół. 

12:50, inny_glos
Link Komentarze (4) »
sobota, 14 lipca 2018

Dziękuję Wam wszystkim za rady, ale zapomniałam napisać, że mój ogródek ma 9m na 6.5 czyli jak posadzę śliwę to już po ogródku. A jeszcze musimy mieć tam duży stół, trawkę dla Mo, jakieś kwiatki, szopę na rowery, muszę mieć też kompostownik, mamy już ogromną brzozę, ale przecież nie wytnę 50-cio letniej brzozy. No i chcę mieć trochę warzyw, ale też, żeb Muszę myśleć bardziej wertykalnie, na przykład tak:

Image result for vertical herb garden diy

Zioła pionowo.

Upałów ciąg dalszy. Dla was w Pl, to nic wielkiego, ale tutaj susza stulecia. Gorąco. Pięknie. Rolnicy narzekają (nie dziwię się).

Najbardziej lubię poranne godziny, mimo, że oczywiście jest dla mnie za wcześnie (ósma rano! - taka jedna się uśmieje;), bo kładę się koło pierwszej-drugiej, to poranny chłodek, świeża Morinka bawiąca się ze sobą samą dobre pół godziny, słońce zaglądające do kuchni ćwiczenia, potem poranna kawka nastrajają mnie dobrze do świata i ludzi:) Potem robię na drutach i czytamy sobie książeczki. Sprawdzamy, co urosło w ogrodzie (rzodkiewki na zmarnowanie! już wiem, co jest nie tak - za długi dzień i za gorąco).

Zapłacona zaliczka za okna i ocieplenie zewnętrzne, roboty zaczną się na początku września. Kolor jeszcze nie wybrany, ale chyba jednak będzie niebieski;) Z tego wszystkiego czytam Muratora - zastanawiałam się, czy ocieplać wełną mineralnę (naturalny produkt, niepalny, oddychający) czy styropianem (lepsze parametry ocieplające, lżejszy, troszkę tańszy, może zmoknąć podczas robót) - zwolennicy wełny i styropianu są jak frakcje Bożego Narodzenia i Wielkanocy. Wybrałam styropian - ten deszcz mnie ostatecznie przekonał, w Irl nie można liczyć na piękną pogodę a oczekiwanie, że wykonawcy osłonią wełnę przed zmoknięciem jest raczej myśleniem życzeniowym. Poza tym nasz dom to beton, a beton raczej nie oddycha - nie jest to tak istotne. Farbę będziemy mieli silikonową, podobno samoczyszczącą się, już to widzę - no farba! dalej, czyść się, już już!

Morinka mnie naśladuje. Wchodzi za mną do łazienki "o mamusiu, jakie ładne ciałeczko!".

18:59, inny_glos
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 57
stat4u