RSS
wtorek, 18 grudnia 2018

Powoli doczołgałam sie do końca semestru. Semestr zwykle zaczyna sie radośnie, bo naprawdę lubię moją pracę, ale gdzieś tak od listopada to już posuwam się do przodu klęczkach, a w grudniu się czołgam. Ilość pracy do przerobienia jest nieprawdopodobna - wystarczy, ze mam na przyklad 30 dluższych esejow do sprawdzenia i to jest dla mnie 30 godzin siedzenia dodatkowo. Nie mogę po łebkach, bo wymagają pisania komentarzy do studentów - czyli nie tylko, co źle, ale jeszcze jak mogą to poprawić, a na dodatek, żeby to nie było takie negatywne, to musze tez pisac, co dobrze. Zjada mi to czas niemożebnie. 

W tym roku naprawde zaczelam bardzo wesolo, w porownaniu z innymi latami, ale dwa zupelnie nowe przedmioty bardzo szybko przygięły mnie do ziemi - jeden o zdrowiu (troche socjologii, troche psychologii, troche epidemiologii, troche zdrowia publicznego - strasznie ciekawy, ale duzo przygotowania) a drugi o prawie. Prawo byloby spoko, gdyby to byly tylko teorie z socjologii prawa, ktore uwielbiam, ale glowna czesc tego przedmiotu to Irlandzkie regulacje prawne dotyczace ochrony dzieci, staruszkow, uchodzcow, osob z niepelnosprawnoscia, osob homoseksualnych, zdrowia psychicznego itd itp, czyli mozecie sobie wyobrazic moją cotygodniową jazde. Przy czym nie mozna tego zrobic z ksiazek, bo niestety wlasnie teraz wszystko sie tu bardzo szybko zmienia, wiec trzeba sie dogrzebac do aktualnych przepisow w tym zakresie. Prawo dostalam tydzien przed rozpoczeciem semestru, a zdrowie w trakcie pierwszego tygodnia, kiedy moja szefowa stwierdzila, ze ma za duzo zajec i szukala kogos, kto od niej wezmie nauke o zdrowiu. I od tego czasu biegnę z wywieszonym jęzorem. 

Jesli chodzi o szkolę, to wyznaje zasade 'kiedy daja, to brać', ale wpędzi mnie to do grobu;) W tym roku potrzebowalismy kasy na remonty, wiec kiedy patrzylam na dodatkowy przedmiot, to widzialam okna albo wentylację, albo nowa szope w ogrodzie. Ale w przyszlym roku zamierzam przemyslec moje nastawienie;) Pozostaje pytanie: czy jest mozliwa rownowaga w zyciu? 

A do tego remont, ktory naprawde pożeral nam duzo czasu i energii. I zamiast przygotowywac sie do wykladow, skakałam po rusztowaniach, by sprawdzic, co jeszcze panowie spierdolili, bo zaufania juz do nich nie mialam. Do tego dziesiatki maili i telefonow i wieczne użeranie sie o szczegoly.

Panowie w zeszlym tygodniu zdjeli rusztowanie, ale nie, nie - jeszcze nie skonczyli. W styczniu maja nam jeszcze pomalowac podmorowke wokol domu i wneki okienne, bo nie wiadomo dlaczego na zamowieniu jest farba akrylowa do ich malowania, co zupelnie nie ma sensu, bo akryl sie szybko brudzi i dol domu mamy juz prawie czarny. Od kapiacej wody z rusztowania. Moj blad, bo jak zamawialam farbe silikonową, to nie zamowilam 'na wszyskie sciany i wneki okienne i podmorowke' bo wtedy nawet nie wiedzialam, co to podmorowka czy wneka okienna, nie mowiac juz, ze słów takich jak 'plinth' czy 'reveals' nie bylo w moim slowniku (nie wiem, co mam zrobic z moja nowa wiedza, chyba zostane tlumaczem ekip budowlanych;)

Czy pisalam, ze w miedzyczasie odkrylismy, ze panowie wbili nam sie kolkiem od ocieplenia w nasze cudne drewniane okna? 

Rozumiem, czemu budowlancy tak klna, tez zaczelam. Bo nie ma innego slowa, ktore by oddawalo dokładnie istotę rzeczy łącznie z ładunkiem emocjonalnym wyrazu 'spierdolić'. 

Ale to już powoli za nami. Najważniejsze, ze dom jest DUZO CIEPLEJSZY, pomimo dziur w scianach (elektrycznych wentylatorów ciagle jeszcze nie zamontowalismy, bo przeciez od poczatku grudnia to juz ludzie tutaj nie przyjmuja nowych robot, bo 'świeta idą'). Mierzę temperaturę jak głupia, notując skrupulatnie różne zmienne, jak 'temp na zewnątrz', wiatr i długość grzania i wychodzi mi, że wystarczy, że w zimie będziemy grzać 4 godziny dziennie do utrzymania koło 18-19 stopni. W zeszłym roku w godzinę po wyłączeniu kaloryferów robiło się 16.

Mieliśmy jeszcze kupować auto w tym roku, bo nadażyła sie okazja, ale okazja okazala sie jednak zbyt droga. Problemem jest to, ze zadne z nas nie ma prawka i w tym kontekscie koszty sa niebotyczne - samo auto (5000 euro za takie 7 letnie) plus ubezpieczenie, za ktora zycza sobie .... 2500-3500 e rocznie. Auto mozna taniej, ale wtedy ubiezpieczenie drozej - za auto za 1000 euro zycza sobie 4000 tys ubezpieczenia. Plus podatek drogowy 300 e. Koszt prawka to juz naprawde pikus - 340 e za 12 obowiazkowych jazd. Tutaj zdaje sie test, odbywa sie 12 jazd i mozna jezdzic na L-ce z osoba towarzyszaca przez dwa lata. W tym czasie trzeba zdac jazdy. Problemem jest to, ze trzeba duzo jezdzic swoim samochodem, zeby zdac, bo egzamin zdaje sie wlasnie na swoim samochodzie. Ktory trzeba oczywiscie ubezpieczyc. Po zdaniu egzaminu koszty ubiezpieczenia spadaja o polowe - po jednym bezkolizyjnym roku wynosiloby juz tylko 1300-1500.

(Wybaczcie, że nie ma ogonków, ale większość posta pisałam w pracy:)

Zdjęcia domu wkrótce. 

 

12:25, inny_glos
Link Komentarze (2) »
niedziela, 02 grudnia 2018

Jak teraz nie napiszę, to już długo nie napiszę. Więc piszę.

Brakuje mi bloga, ale również – i to jeszcze bardziej – brakuje mi czasu. Na podstawowe rzeczy, jak na przykład porządne przygotowanie się do pracy. Albo sen. Albo relaks.

Firma powoli kończy instalować nam ocieplenie zewnętrzne, powoli i z problemami, o których mogę napisać epopeję, bo zaczęli od błędów i brną przez błędy dalej. Podobno zawsze tak jest z remontami, więc obecnie doszłam już do stanu, w którym staram się niepotrzebnie nie nakręcać, a zgoła wyciszać wszelkie rozkręcające się kłótnie, bo szkoda moich nerwów. Mapety jedne nabrali prac i wszędzie odwalają kichę.

A lista jest długa: zaczęli od za krótkiego daszku nad ociepleniem kuchni (daszek nie wystawał, więc nie miał jak zakryć założonego styropianu, jeśli umiecie to sobie wyobrazić), te mapety założyły taki metalowy okap, który był za krótki i zostawili przerwę 7 cm między nim a ścianą. Siedem centymetrów odsloniętych od góry płyt styropianowych przyklejonych do ściany zaprawą cementową, na którą to deszcz sobie kapał i kapał i kapał. Z dołu nic nie było widać, bo nasunęli daszek na krawędź zewnętrzną, odkryłam to dopiero jak weszłam na dach kuchni. Kiedy zwróciłam im uwagę dostałam zakaz łażenia po rusztowaniu od kierownika robót:D Ale gości powiedzieli, że 'naprawili', a jak sprawdziłam (przechodząc tym razem przez okno w pokoju Adka, żeby nie było, że chodzę po rusztowaniach) to okazało się, że pomalowali przerwę białą farbą:D Oczywiście nie odpuściłam.

W międzyczasie była awantura o rury i rynny, bo pewnego dnia po prostu przywieźli czarne plastikowe, a ja byłam pewna, że zamówiłam aluminiowe, które będę mogła sobie pomalować na dowolny kolor. Okazało się to nieprawdą, a dodatkowe 380e na rachunku było za ... ściągnięcie starych rur żelaznych. Po wielkiej awanturze (zapłaciłam za aluminiowe! nie, nie zapłaciła pani itd), która obiła się w końcu o dział sprzedaży okazało się, że za aluminium muszę jeszcze dopłacić 800 e, (a jakbym chciała piękne żelazne to 2500) więc zrezygnowałam. Poprosiłam tylko, żeby były białe. I przywieźli mi białe, ale ... kwadratowe. Okazało się, że najbrzydsze na świecie kwadratowe, które na kilometr wyglądają jak Chińskie odpady, które nie przeszły kontroli jakości, są oczywiście w standarcie. Kiedy poprosiłam o okrągłe, manager projektu zaczął na mnie warczeć. Na szczęście mailowo. Tydzień i 180 euro później miałam swoje okrągłe, kremowe rury:)

Potem wiercili mi dziury na wentylację (tutaj nie ma kominów wentylacyjnych i przepisy budowlane każą jak się zakłada ocieplenie zewnętrzne w każdym pokoju zainstalować dziurę na zewnątrz, żeby uniknąć zbierającej się wilgoci), a że przy okazji zaszalałam i kupiłam specjalne niemieckie wentylatory z rekuperacją ciepła (200 euro taniej u producenta w Niemczech niż w sklepie w Irl!) - bo przecież będę mieć te dziury w ścianie, które normalnie zwykle są zasłaniane plastikową osłonką, przez którą wieje i ludzie oczywiście w końcu wkładają szmaty w rurę wentylatora, bo piździ, przepraszam za słowo - i okazało sie, że na te wentylatory dziury muszą być większe. Firma nie miała tak dużego wiertła, więc wywiercili mi 15 cm średnicy a resztę (1cm) ... obtłukli łomem. Bo pożyczenie takiego wiertła to duże koszty.20181202_142443

 (czy ktoś wie, co Blox robi ze zdjęciami??)

Jakoś przebolałam okropne niedopasowane dziury, które muszę zalepiać po zainstalowaniu wentylatorów, kiedy okazało się, że cały dom pomalowali złą farbą. 

Jak wiecie nie lubię plastiku i farby też nie chciałam akrylowej, po pierwsze dlatego, że nie 'oddycha', nie przepuszcza wody z wewnątrz i się wybrzusza, jak coś za nią zacieknie, po drugie dlatego, że się dość szybko brudzi. Zamówiłam więc farbę silikonową, niby lepszą, mniej brudzącą się itede itepe, i oczywiście droższą. W dniu, kiedy zaczynali malować nie miałam czasu, żeby nawet rzucić okiem co robią, no bo kurcze blade mam swoją pracę do pracowania przecież, pobiegłam do szkoły, a dwa dni później odkryłam, że to zła farba była. Po paru dniach nie odzywania się, manager projektu napisał, że to zwykłe niedopatrzenie, ale nic się nie stało, bo pomalują dobrą farbą. No, ale plastik już jest na ścianie, prawda?

Przez trzy dni nie mogliśmy włączać ogrzewania, bo czekaliśmy na hydraulika, żeby przedłużył rurę boilera, bo za krótka rura wydmuchiwała dym ze spalania gazu do wewnątrz ocieplenia, co wprawiało cały dom w wibracje.

Na konieć okazało się, że przebili mi ramę okienną kołkiem od ocieplenia. 

 rama_okienna1

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nie mam już do nich siły. 

Ale dom zaczyna wyglądać pięknie. Jakbyście wykrakały ten biały, bo nic innego do takich żółtych okien nie pasuje:D

Ale biały? O proszę:

 

 

 

16:15, inny_glos
Link Komentarze (4) »
czwartek, 22 listopada 2018

Wełna mineralna mokła w ogródku przed domem. Zaraz, jak się tylko zwinęli zaczął padać deszcz, a raczej zerwała się wichura z ulewami. Dwaj panowie przykryli folią plastkiowe kubły z kołkami do mocowania ocieplenia, siatkę i metalowe listwy, a wełna mineralna sobie stała i namakała. 

Ale zaczęli. ZACZĘLI. Zaliczkę wpłaciliśmy jeszcze w lipcu, okna wstawiliśmy we wrześniu i mieli już zaraz za chwilę, za momencik zakładać nam ocieplenie. A tu cisza. Nie naciskałam za bardzo na tę ciszę, bo w międzyczasie wyniknęła sprawa z elektrownią, która powinna najpierw zabezpieczyć kable, żeby w ogóle goście mogli coś robić z elewacją - urokiem mieszkania w Irlandii sa bowiem kable enegretyki ciągnięte górą, czyli powietrzem, a nie pod ziemią jak w Pl. Wygląda to trochę jak na amerykańskich filmach o suburbiach - plątanina kabli w powietrzu.

 

11:16, inny_glos
Link Komentarze (4) »
piątek, 05 października 2018

Zapisuję w annałach coby nie umknęło: dziś pierwszy raz powiedziała 'Chcę iść do przedszkola!'. Ta-dam!

Być może związane jest z tym, że ma koleżankę w przedszkolu, a raczej, jak się pani wyraziła 'the best friend'. Aoifa (czyta się 'Ifa') jest taka malutka jak Mo i podobno robią wszystko razem:) 

A na dworze jesień. Taka jedna tak pięknie już o niej pisała, że nawet nie próbuję przelewać tu moich zachwytów. Rano idziemy z Mo do przedszkola przez park i wdycham ten cudny zapach zbutwiałych liści i mżawki. Mamy w planach kominek w przyszłym roku - przewód kominowy już mamy przecież. 

12:18, inny_glos
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 24 września 2018

Długo nic nie było o Adziarzu, to prawda. Człowiek jest tak zaabsorbowany maluchem, że tego starszego spycha na obrzeża rodzicielskiej uwagi.

Adziarz, wrażliwiec, teoretyk, mądrala jest na trzecim roku matmy i cieszę się, że odkrył, że naprawdę to kocha:) To znaczy są oczywiście przedmioty, które nudzą go niemożebnie (statystyka, nauczanie matematyki), w zeszłym roku nie był na ani jednym wykładzie z paru przedmiotów, mówił, że z nudów oczy się same zamykały, ale nie interweniowałam, bo wszystkie egzaminy zdał i to bardzo dobrze (tutaj się zdaje na procenty, ze wszystkich przedmiotów miał średnią 75%, co jest odpowiednikiem 4+ bądź 5-). Jestem z niego bardzo dumna, oczywiście, ale też się tak po ludzku cieszę, że nie będzie musiał się zmagać z problemami humanistów - bo nas to humanistyczne wykształcenie i 20% bezrobocia jak wchodziliśmy na rynek pracy przeczołgało potwornie (czy wiecie, że pokolenie, które wchodzi na rynek pracy w czasie kryzysu do końca czasu zatrudnienia zarabia mniej, niż ludzie z pokolenia boomu o porównywalnych zawodach?).

Ale Adek jest ogromnym wrażliwcem. Po porażce szkoły średniej, gdzie w drugiej klasie był męczony (aż się wywinął i strzelił w twarz swojego dręczyciela) bardzo liczył na studia - że wreszcie odnajdzie 'swoich ludzi'. I trochę tak się stało, poznał ludzi, z którymi dobrze się dogaduje, tylko, że oczekiwał chyba czegoś więcej, a nie jest to taka paczka na dobre i na złe. Lubią się, spotykają, ale za rzadko dla Adka, miał tygodnie, kiedy siedział w domu i - jak mówi - był samotny. Nie jest to paczka jak z amerykańskich filmów, gdzie codziennie przesiadują u siebie i tak dalej, i Adek ma chyba takie poczucie, że go to ominęło w życiu. Ma również takie depesyjne momenty, taki zupełny brak poczucia własnej wartości, takie nieprzekonanie, że ktoś go może lubić dla niego samego. Ale chyba najbardziej chodzi tu o płeć przeciwną, jak przypuszczam. Mam tylko nadzieję, że to się zmieni, choć oczywiście Adziarz mówi, że skąd wiem, że będzie miał rodzinę, bo tak mu ciągle powtarzam i skąd jestem tego pewna. Może przez całe życie będzie samotny.

Adek się jeszcze tak nakręca straszliwie - okazało się, że będziemy musieli płacić za studia połowę czesnego (1500e), bo przekroczyliśmy próg o 40 euro kiedy Adka szef zapłacił mu w tym roku, a nie w poprzednim, jak powinien. Adek tego nie dopilnował, z różnych przyczyn i teraz nic się nie da zrobić. No cóż, wiadomo, że szkoda, nikt nie lubi tracić kasy, ale Adek tak się nakręcił, że przez trzy dni nie mógł spać. Martwił się bardzo, że dużo pieniędzy, że nie dopilnował i tak dalej, nakręcał się i nakręcał. (No, trochę mu w tym pomogliśmy, bo stwierdziliśmy, że będzie to płacił ze swojego stypendium - a ma 2500 na rok). Powtarzałam mu, że nie można tak do życia podchodzić, że różnie bywa, że znaczy to, że dużo zarobiliśmy w tym roku i trzeba się cieszyć. Że to nie jest tak dużo, że różne rzeczy się zdarzają, najważniejsze, że jest zdrowy, że przecież będziemy mieli co jeść i z domu nikt nas nie wygoni. Ale nie mógł tego przeboleć. A dziś dostałam więcej godzin, zupełnie niespodziewnie, i okazało się, że zarobię dużo więcej, ale będzie nam potrzebna Adka pomoc, więc mu dorzucę tysiąc;)

Ale jest zdecydowanie lepiej, łatwiej się z nim dogadać i przeważnie nie wygląda na smutnego. Co mu jednak w głowie siedzi, to nie wiadomo, jak wiadomo, trzeba być czujnym i obserwować swoje dziecko, choć dorosłe. W zeszłym roku wydarzyła się tutaj tragedia - małżeństwo z Filipin, imigranci, tak jak i my, z synem i młodszą córeczką kupili dom tutaj trochę przed nami, parę ulic dalej. Jakieś pół roku po tym znaleźli syna powieszonego w swojej sypialni. Dzieciak trochę starszy od Adka. Myślałam o tej rodzinie, nic oczywiście o niej nie wiem, ale prawie że widziałam, jak budują tutaj w Irlandii nowe życie, po latach się cieszą domem, zadowoleni, że wieczna niepewność wynajmu się wreszcie skończyła i jak nagle to wszystko się obraca w popioły. Nigdy nie wiesz, co siedzi w głowie takiego młodego człowieka, to jest straszny czas, to wejście w dorosłość, a dodatkowo dzieci imigrantów są w grupie podwyższonego ryzyka - we własnym kraju jest trudno w grupie rówieśniczej, a co dopiero w obcym kraju, z nie tym akcentem, nie tą kulturą itd. Oczywiście zupełnie inaczej jest, jak się jest z Danii czy Stanów Zjednoczonych, przynajmiej tej łatki biedaka się nie ma, ale z krajów biedniejszych nie jest tak prosto.

A zatem patrzę na Adkowego. Jestem czujna.

00:31, inny_glos
Link Komentarze (3) »
wtorek, 11 września 2018

No i znowu jest chora. Strasznie protestowała rano, uznałam, że jednak za bardzo jak na zwykłą niechęć. No i oczywiście - dwie godziny później stan podgorączkowy. Glut, kaszel, chce być tylko na rączkach (cwaniara się przyzwyczaiła;). Błogosławię naszą pracę, że jednak nie musiałam jej rano dać paracetamolu i do przedszkola. Rodzice są czasami naprawdę zdesperowani, no ale cóż robić, jak 'to jest normalne, że dziecko choruje 10 razy w roku'. Jak się nie ma babci, to nie ma szans pracować, no chyba, że ma się to szczęście i pracę taką, jak nasza, gdzie możemy się wymieniać z M. Oczywiście nie jest lekko, bo robota musi być zrobiona, wykład przygotowany jak trzeba to i o północy, ale nie ma porównania z siedzeniem od 9 do 5 w pracy.

17:37, inny_glos
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 10 września 2018

Wróciła. Zadowolona jak sto pięćdziesiąt. Gasiła pożar z chłopcem. Zrywała małe koraliki z krzaczków. Przyklejała listki na kartkę. Jadła makaron na lunch.

Jest dobrze.

15:35, inny_glos
Link Komentarze (1) »

Dziś pierwszy raz płakała:( Odkryła, że przedszkole to system, że to nie ciocia Dana ani ciocia Ola.

- Mamo, nie chcę iść do przedszkola, tam jest nudno! A jedna dziewczynka wyrzuciła mi serek. - Dlaczego? - Bo jej pani kazała. - A dlaczego? - Nie wiem. Wyciągniła mi z plecaczka i wyrzuciła do kosza. A przecież nie można serka wyrzucać do kosza, tylko trzeba dać mamie, prawda?

Nie chciała wejść, rozpłakała się za bramą. Pani ją przytuliła, uspokoiło mnie to, choć oczywiście nie wiem, co tam się w środku dzieje. Mogę mieć tylko nadzieję, że nic podobnego, jak w przedszkolach sfilmowanych ukrytą kamerą parę lat temu - gdzie dzieci były przywiązywane do fotelików na dwie godziny, a panie zajmowały się swoimi telefonami:( Nie mogłam tego spokojnie oglądać.

https://rutube.ru/video/c690b952aaffcc99afc70a4f75f64d85/

 

13:09, inny_glos
Link Komentarze (3) »
czwartek, 06 września 2018

Świeżutkie zdjęcie nowych okien:

nowe_okna_1

I drzewo na naszej ulicy:

nasza_ulica

 

21:03, inny_glos
Link Komentarze (2) »

Nowe okna są i ciągle się zachwycam jak bardzo są funkcjonalne. Zrozumieć tę radość może tylko ten, kto kiedykolwiek miał do czynienia z oknami w Irlandii, bowiem jedynie tutaj widziałam taki wynalazek, jaki mieliśmy my: pojedyncza wielka szyba i tylko mały lufcik, który się otwiera. Ani to przewietrzyć, ani ogrzać. Tutaj macie jeszcze stare (telefon mi się zbiesił i nie da się ściągnąć zdjęć na kompa):

 

  dom_m

Kupiliśmy okna litewskie, czyli kontynentalne - otwierają się do środka i na całą długość, możliwe są trzy ustawienia (mikrowentylacja, uchylony lufcik i całe skrzydło), czyli coś, co jest w Polsce standardem, tutaj jest prawdziwym cudem:D Potrójne szyby, wygoda, mogę szybko przewietrzyć, a potem trzymać ciepło.

Jak powszechnie wiadomo w Irlandii problemem w domu jest wilgoć - grzyb w łazience, na ścianie czy wokół okien rozpala dyskusję na tysiące postów na forach Polonii. W Irlandii dużo pada, ale zdziwiło mnie to, że wilgotność powietrza jest ogólnie porównywalna z Polską, czyli ten grzyb to nie przez naturalną wilgoć. Problemem się okazuje połączenie w miarę ciepłego klimatu i centralnego ogrzewania - zimy są dość ciepłe i nie trzeba dużo grzać, przez co technologia ogrzewania w Irl jest dość zacofana - większość domów używa olejów opałowych albo gazu, w blokach popularne jest ogrzewanie elektryczne. Z powodu braku nowoczesnych rozwiązań budowlanych i grzewczych koszty są na tyle wysokie, że ludzie oszczędzają jak mogą, najczęściej po prostu grzejąc mało i wietrząc mało, co jest oczywistym przepisem na grzyby i pleśnie. Wymagane przez prawo budowlane wywietrzniki są najczęściej zatykane starymi szmatami, i nic dziwnego, bo przez nie po prostu wieje - wychodzą one na zewnątrz, nie do komina wentylacyjnego, jak w cywilizowanych krajach:D Tutaj nie ma kominów wentylacyjnych, przez długi czas rolę tę spełniały po prostu przewody kominowe, bo kiedy człowiek napalił w kominku ogień zasysał powietrz z pokoju i wypuszczał do góry, w ten sposób pełniąc rolę super wentylatora. Ale od kiedy większość domów przerzuciła się na ogrzewanie centralne (mimo, że nie centralne w polskim rozumieniu, bo po prostu gazowe boilery instalowane w każdym domu albo kaloryfery elektryczne w blokach) ta naturalna cyrkulacja powietrza została zlikwidowana, więc powietrze w pomieszczeniach stoi, a domy są ledwie ledwie dogrzane, więc ludzie zatykają każdą dziurę i szparę, żeby ciepło 'nie uciekało', nie ma krążenia powietrza, co powoduje pleśń i grzyby i tak dalej w kółko.

Related image

Pewna moja fajna znajoma wstawiła nowe okna, usunęła kaloryfer ze ściany północnej, bo ogrzewanie jest drogie, pokój mały a okna szczelne, stwierdziła, że wystarczy kaloryfer w części głównej, ścianę ową zasłoniła sofą i po odsunięciu sofy - zgadnijcie co znalazła na ścianie?

Wiele starych domów ma tzw. ocieplenie wewnętrzne, czyli ściankę z regipsu od wewnątrz, która jest dodatkowo ocieplona wełną mineralną i w związku z tym cieplejsza niż ściana domu, co z kolei powoduje, że woda skrapla się na ścianie domu za ścianką i w tej szparze wesoło rosną sobie niesamowite okazy grzybów, jak ten na zdjęciu poniżej, gdzie wyraźnie widać ramę na której była przyczepiona ścianka z regipsu:)

Related image

Okna są zatem cudne, ale nadal nie wiemy, kiedy będziemy mieli ocieplenie, bo już od dwóch miesięcy czekamy, aż szanowna elektrownia założy nam ochronę na kable, a bez tego panowie nie mogą zaczynać instalacji. Zapłaciłam za tę usługę 400 e dwa miesiące temu i nadal czekamy, państwowa firma, więc sobie możemy poczekać, a tu jesień idzie, deszcze się zaczynają, moje okna są niezabezpieczone i wysunięte do przodu (zgodnie ze sztuką zakładania ocieplenia) i jeszcze miesiąc i trzy ulewy a zaczną mi gnić:( Mogę sobie oczywiście dzwonić na infolinię i się wściekać i to by było na tyle, grzeczna pani po treningu jak rozmawiać z trudnymi klientami spokojnie mi wyjaśnia, że zostawi informację dla elektryków i oddzwonią w ciągu dwóch dni. Tak jak oddzwaniaja od dwóch tygodni.

11:34, inny_glos
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 57
stat4u