RSS
czwartek, 22 września 2016

I tak oto zaczął się nowy rok akademicki, wśród zawirowań, pośpiechu, absolutnego braku czasu i kłótni pracowych. A jednak ta dobra energia początku gdzieś tam wibruje i drży, a balony na recepcji w kolorach szkoły sprawiają wrażenie odświętności, jakbyśmy świętowali Nowy Rok, a nie zwykły nowy rok akademicki.

Akademicy się kłócą obrzucając się cytatami z Darwina;), straszenie mnie to rozśmieszyło, a w sumie nie powinno, bo to ja byłam obrzucona i w dodatku pośrednio. Cytat za cytat, jak ząb za ząb można by powiedzieć, bo wcześniej ja znokautowałam wykładowcę cytatem z Millsa i jego Wyobraźni Socjologicznej, ale niechcący, bo nie wiedziałam, że go w ogóle tym cytatem atakuję. Cytat miał być tematem eseju i ten oto wykładowca, w sekretnym konflikcie ze mną będący, rzucił się na temat eseju i z całym impetem rozjechał go i miałką miałkość jego wykazał, wyśmiewając jego, czyli niby moje, nienaukowe słownictwo. Tylko nie wiedział, że właśnie pojechał klasykowiXD

00:39, inny_glos
Link Komentarze (2) »
niedziela, 18 września 2016

Ciężkie chmury wiszą nad miastem. Dzień dżdżysty, jesienny. Najwyższy czas, bo lato nas w tym roku rozpieściło. 

Morinka chodzi! Trzy dni temu zrobiła ostrożne dwa kroki, wczoraj cztery, a dziś sześć. Teraz to już tylko trenowanie nowej umiejętności. Stała sama już od dłuższego czasu, trzy miesiace temu nawet jej Japończycy brawo bili w parku, jak puszczała się murka, podnosiła rączki do góry i bardzo dumna pokazywała, jak sama stoi. Ale od tamtej pory jakby się zatrzymała, samo stanie jej najwyraźniej wystarczało. Za to zaczęła mówić i co tydzień przybywał nowy wyraz. Kul-ka, cio-cia, am, dzie?, ba-ka jako babcia. Dziadzia. Tak. Kręci głową na 'nie'. 

Trochę nawet mi się smutno zrobiło, że to już, że ten okres już się skończył, już nigdy nie będzie powrotu do bezzębnych uśmiechów, gaworzenia i dołeczków w rączkach. Umęczony jest człowiek tym niemowlęciem, a potem tęskni do czasów, kiedy.

Adek, jak się okazało, bardzo dobrze zdał maturę (565 pkt na 625) (a co by było mamo, gdybym się UCZYŁ?) i dostał się na uniwerek i kierunek, jakie sobie wybrał (matematyka na Trinity College). Teraz jestem dość spokojna o jego przyszłość, ludzie z talentem w naukach ścisłych mają jednak - nad czym ubolewam, jako socjolog - dużo łatwiej w życiu zawodowym. Zarobki po jego kierunku to średnio 120 tys rocznie, rynki finansowe już sobie ich wyszukują i dobrze im płacą. Choć Adek nie chciałby się tym zajmować w przyszłości - mówi, że matematyka finansowa jest nudna.

Mój obecny materialism powodowany jest przerażeniem, jakie mnie ograrnia, jak patrzę na rynek nieruchomości w Irl. Ceny kupna i wynajmu rosną jak szalone, wynajęcie mieszkania jest obecnie DROŻSZE niż na szczycie boomu - za mieszkanie takie, jak nasze życzą sobie 1600 - 1700 euro na miesiąc. Ceny domów w ciągu pół roku podskoczyły o 30 - 40 tysięcy. Z niepokojem czekam na luty i tzw. rewizję czynszu, będziemy próbowali negocjować, ale. No właśnie. Do tego Brexit może dla nas oznaczać przeniesienie niektórych firm z city do Dublina, co oznacza oczywiście wzrost ceny nieruchomości. Ech.

 

18:13, inny_glos
Link Dodaj komentarz »
sobota, 10 września 2016

Dom się powoli rozpadał. 

Wszystko pokrywało się kurzem i chaosem, niezliczonymi szmatkami, sznurkami, gazetami, książkami, ciuchami, butami i plamami. Przede wszystkim plamami, bo mama, niestety, już nie widziała dobrze. Ojciec walczył jeszcze trochę z rzeczywistością, ale raczej na działce, tam uciekał przed nieuchronnością entropii, bo tam, na działce, wszystko żyło, a w dodatku co roku - o gloria! o radości! się podnosiło z unicestwienia i kwitło! Rodziło! Dojrzewało! 

 

Patrząc na Morinkę z moją mamą myślę o tym dziwnym porozumieniu, jakie czasami wybucha między staruszkami i dziećmi, a im mniejsze jest dziecko a staruszek starszy, tym jest ono bardziej dogłębne, pierwotne, poza słowami. Moja mama śpiewa jakieś dziwne melodie, na poczekaniu układane piosenki bez dużego sensu, a Morinka jakby je odczytuje poza słownie właśnie i buja się do śpiewu i siedzi w skupieniu  długie minuty i słucha i robi poważne miny.

23:52, inny_glos
Link Komentarze (1) »
czwartek, 11 sierpnia 2016

Jednak tak pod przymusem to nie. Nie da rady. Nie składa mi się i nie chce. Tak codziennie pisać. Żebym to jeszcze miała o czym. A tu tak ciągle to samo. Te same wnioski i refleksje na koniec. I żeby to jeszcze człowiek się uczył. Na tych wnioskach i refleksjach. Ale nie. Ciągle tylko na błędach. 

W każdym razie byłam w UK u brata. I bratowej. Moriniak bardzo bardzo bardzo grzeczny, ale i  rozbrykany i szczęśliwy, bo dużo ludzi dookoła i do tego dzieci. I ogródek, w którym można bez przeszkód grzebać w piasku i obgryzać bramki do mini futbolu. M z Adziarzem wyskoczyli na dwa dni do Londka i wychodzi na to, że Adziarz usłyszał London calling. Strasznie mu się w tam w tym Londku podobało, strasznie. Kupił sobie 2 koszulki na Camdenie. Spali w schronisku w 8 osobowym pokoju, jak na przygodę przystało. Wrócił taki radośniejszy, jakby taki przewietrzony, bardziej komunikatywny, bez tej jego zbolałej miny zostaaaawcie mnie jaką zawsze przybiera po paru godzinach grania, której już naprawdę nie mogłam zdzierżyć.

W ogóle wszyscy wróciliśmy tacy przewietrzeni. I z szerszymi horyzontami. Mo widziała po raz pierwszy w życiu krowę, kozy, świnki, kury, kurczaczki, już tak głupio abstrakcyjnie się czułam pokazując jej w książeczkach i wydając odgłosy paszczą, bo i co niby jest ta krówka - czarno-biały kształt w książeczce? A teraz już wie. Już jakieś zakorzenienie w rzeczywistości ma. 

Ale najbardziej lubi pieska i mówi 'yhy yhy' co ma oznaczać hau-hau. Jedziemy sobie na spacerku i nagle słyszę takie właśnie 'yhy yhy' z wózka, jeszcze zanim moje oczy w ogóle dojrzą jakiegoś pieska. Bo ona już widzi i musi się podzielić ze mną tym widzeniem. Poza tym gada. Opowiada mi różne historie z tego wózka, często kończąc wypowiedź jakimś rodzajem śmiechu. Że niby śmiesznie było bardzo. 

23:29, inny_glos
Link Komentarze (4) »
piątek, 05 sierpnia 2016

Moja córeczka skończyła w środę roczek.

Zrobiłam tort z motywem morskim dla morskiej dziewczynki:

Przyjęcie było cudne.

Powiedzieć, że nie mam czasu, to jak nic nie powiedzieć, gdy tylko zostawię otwarte drzwi biegnie na czworaczkach na schody - nauczyła się, że nic tak nie zapewnia natychmiastowej uwagi mamy, jak włażenie samej na schody. Przeniesienie talerza z gorącą zupą z kuchni do pokoju jest wyczynem.

Staje sama i oczekuje zachwytów, mówi ta-ta, ma-ma, Adka woła daaaa-da!, wszystko poza tym to ba-ba, a kozo-kotek w jej wykonaniu stopiłby serce seryjnego mordercy (jak robi kotek? - meeee).

Pędzę bo się obudziła.

18:36, inny_glos
Link Komentarze (4) »
wtorek, 26 lipca 2016

W parku był pan. Miał zamknięte oczy, leżał na wpół skulony na boku, na poduszce, w półcieniu. Był blady i chudy. Obok pana stał wózek inwalidzki, siedziała kobieta i mężczyzna, co jakiś czas któreś z nich się lekko nad panem pochylało, jakby sprawdzało, czy jest mu wygodnie, czy nie prosi o coś ledwo słyszalnym szeptem. Pan wyglądał na trzydzieści parę lat.

Ściągnęłam buty i przeszłam się po sprężystej, lekko chłodnej trawie. Nabrałam do płuc powietrza nabrzmiałego różami i lipami, i jeszcze raz i jeszcze i jeszcze. Morinka eksplorowała okolice parkowego murku, puszczała się i klapała na pupę, podciągała się po zaokrąglonej krawędzi i puszczała raz jeszcze, rączki w górze, łapie równowagę i bach! I znowu, i znowu, i znowu. 

Jestem. Jestem. Jeszcze jestem. Jeszcze trwam. Jeszcze mogę patrzeć na takiego cudnego Moriniaka.

 

(zdjęcie by ciocia Kinga)

Jeszcze mogę bosą stopą dotykać trawy. 

Z niemowlakiem życie jest monotonne i rozkosznie wygląda tylko na zdjęciach, rano z trudnością otwiera się oczy, a tu trzeba się bawić (i gdyby nie ta fala słodyczy przemieszanej z odpowiedzialnością, co zalewa za każdym razem, kiedy patrzą się na nas oczka ufne, że mama kocha, to człowiek odwróciłby się na drugi bok i burknął coś na odczepnego). Potem pierwsza drzemka, szybki prysznic i kawa, po południu spacer, park i druga drzemka, obiadek, zabawa z tatą albo bratem i usypianie. Jakieś zakupy, gotowanie obiadu, nastawianie i wywieszanie prania, co parę dni jeszcze kąpiel, takie tam rozrywki. Noc pełna karmienia. A rano od nowa. I zapomina się, że przecież się jest. Że ma się to całe życie, jeszcze. Jeszcze. Teraz. I nie ma na co czekać.

19:57, inny_glos
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 25 lipca 2016

Jak trudno czasem choć jedno zdanie. Ale. Dziś kupiłam jej pierwsze prawdziwe buty. Nie było zbyt dużego wyboru, właściwie była to jedyna para dostępna, bo nie chciałam skórzanych, skoro jestem wegetarianką, więc ma granatowe trampki.

Od paru dni mówi 'mama'. Przeważnie w sytuacjach płaczliwych. Ale dziś po raz pierwszy po drzemce rano otworzyła oczka i powiedziała do M 'mama ?'.

W życiu nie słyszałam czegoś słodszego.

Rozważamy różne opcje, które umożliwiłyby nam posiadanie własnego mieszkania. Byliśmy w banku, bank może nam pożyczyć 50 tys euro. Mamy trochę uskładane, ale najtańsze  mieszkania kosztują 150. Tyle nie mamy.

Myślimy usilnie co by jeszcze można zrobić i od kogo pożyczyć. I nie wiem właśnie, czy jestem takim prawdziwym biedakiem. Co nie ma własnego kąta. Wszystko to jest dość względne, bo w Pl stać byłoby nas na dom z ogrodem. Oczywiście poza miastem. 

00:53, inny_glos
Link Komentarze (3) »
piątek, 22 lipca 2016

Obezwladnijacy zapach lip.

01:02, inny_glos
Link Dodaj komentarz »
środa, 20 lipca 2016

A

 

Wczoraj nad morzem bylo właśnie tak.

10:03, inny_glos
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 19 lipca 2016

Hahaha! obiecanki cacanki!

Ale musze sobie wybaczyc, bo jest TAKA pogoda, ze najstarsze O'Connory nie pamietaja, wiec kazda wolna chwile spedzam nad morzem albo w najgorszym wypadku w parku.

Zeby nie byc goloslowna, prosze bardzo, jest tak goraco, ze katedra leci troche w lewo.

No i oczywiscie Moriniak musi byc:

00:21, inny_glos
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 49
stat4u