RSS
sobota, 14 lipca 2018

Dziękuję Wam wszystkim za rady, ale zapomniałam napisać, że mój ogródek ma 9m na 6.5 czyli jak posadzę śliwę to już po ogródku. A jeszcze musimy mieć tam duży stół, trawkę dla Mo, jakieś kwiatki, szopę na rowery, muszę mieć też kompostownik, mamy już ogromną brzozę, ale przecież nie wytnę 50-cio letniej brzozy. No i chcę mieć trochę warzyw, ale też, żeb Muszę myśleć bardziej wertykalnie, na przykład tak:

Image result for vertical herb garden diy

Zioła pionowo.

Upałów ciąg dalszy. Dla was w Pl, to nic wielkiego, ale tutaj susza stulecia. Gorąco. Pięknie. Rolnicy narzekają (nie dziwię się).

Najbardziej lubię poranne godziny, mimo, że oczywiście jest dla mnie za wcześnie (ósma rano! - taka jedna się uśmieje;), bo kładę się koło pierwszej-drugiej, to poranny chłodek, świeża Morinka bawiąca się ze sobą samą dobre pół godziny, słońce zaglądające do kuchni ćwiczenia, potem poranna kawka nastrajają mnie dobrze do świata i ludzi:) Potem robię na drutach i czytamy sobie książeczki. Sprawdzamy, co urosło w ogrodzie (rzodkiewki na zmarnowanie! już wiem, co jest nie tak - za długi dzień i za gorąco).

Zapłacona zaliczka za okna i ocieplenie zewnętrzne, roboty zaczną się na początku września. Kolor jeszcze nie wybrany, ale chyba jednak będzie niebieski;) Z tego wszystkiego czytam Muratora - zastanawiałam się, czy ocieplać wełną mineralnę (naturalny produkt, niepalny, oddychający) czy styropianem (lepsze parametry ocieplające, lżejszy, troszkę tańszy, może zmoknąć podczas robót) - zwolennicy wełny i styropianu są jak frakcje Bożego Narodzenia i Wielkanocy. Wybrałam styropian - ten deszcz mnie ostatecznie przekonał, w Irl nie można liczyć na piękną pogodę a oczekiwanie, że wykonawcy osłonią wełnę przed zmoknięciem jest raczej myśleniem życzeniowym. Poza tym nasz dom to beton, a beton raczej nie oddycha - nie jest to tak istotne. Farbę będziemy mieli silikonową, podobno samoczyszczącą się, już to widzę - no farba! dalej, czyść się, już już!

Morinka mnie naśladuje. Wchodzi za mną do łazienki "o mamusiu, jakie ładne ciałeczko!".

18:59, inny_glos
Link Komentarze (3) »
środa, 11 lipca 2018

Zostawmy te kolory, dosyć, my tu gadu gadu, a tymczasem rzodkiewki mi kwitną!

Drogi blogasku, cóż robię nie tak? Wysiałam dwie odmiany, coby sprawdzić naukowo jak się różnią i jedna kwitnie jak oszalała, a druga trochę mniej. Fasolka również marnie, kupiłam sadzonki i najpierw hodowałam w kuchni na parapecie, wyglądały przepięknie, jak delikatna zielona zasłonka, nawet im przyczepiłam sznurki do wspinania, ale w maju, jak już miały metr, wsadziłam je głupia do gleby. I jak to w Irlandii, wietrzysko je zaraz tak potargało, że już chyba nic z nich nie będzie, choć parę pędów dało radę i niby tam się pnie po płocie.

Ale za to cukinia - och, moja cukinia szaleje. Wielkie liściochy wprawdzie zajmują całą grządkę i nic innego tam nie urośnie, ale już widzę malutkie cukinki i chyba nawet zakup sadzonek po 1 euro mi się zwróci - wystarczy, że z każdej zbiorę 3 cukinki i wyjdę na swoje, moi drodzy.

Jestem teraz takim ogrodnikiem bardziej mentalnym i eksperymentalnym, czytam, myślę i przerzucam w głowie tematy, coś mi rośnie, coś nie rośnie, martwię się suszą (ALE SUSZA W IRLANDII!), ale za to nie martwię się ślimakami, bo wszystkie padły w tym upale.

Ale trafiliśmy z ogrodem - pierwsze takie upały od czterdziestu lat. Słońce, słońce, słońce, obłędnie gorące i cudowne. Jak w Polsce. Całe dnie spędzamy w ogrodzie, Mo uwielbia jeść obiadki al fresco. Ale też pierwsza taka susza, wprowadzili nawet Hose Water Ban, co oznacza, że nie wolno myć samochodów i podlewać ogródków wężem ogrodowym. Można ręcznie, co też robię, żeby mi cukinie nie umarły. I róże. I pomidorki dla Adka - też eksperymentalne, w wiszącej doniczce. Trawa cierpi najbardziej - posiałam miesiąc temu i cudownie wzeszła, ale w tej suszy nie ma szans (trochę podlewam konewką, bo mi szkoda, ale trochę mi głupio i czuję się aspołeczna).

Oprócz tego mam za mały ogród:D

Tak, wiedziałam, że do tego dojdzie - ale mam za mały ogród. Nie starczy mi grządek na wszystko co chcę uprawiać. Maliny! Borówki amerykańskie! Fasolki, cukinie, rzodkiewki, szczypiorek. Kapustę. Pomidory. Ziemniaki, no przecież jesteśmy w Irlandii (ziemniaki w sklepach są o-hyd-ne). A jeszcze chcę mieć trawnik (i snitsa nam trawa trawa u doma - pamiętacie?

Róże posadzone z frontu kwitną jak oszalałe. A raczej kwitły, bo teraz jest susza. I trochę opadły. 

Dostałam również szczepkę z takiej cudnej róży, którą zawsze podziwiałam jadąc do pracy. Róży starej jak świat, wysokiej na trzy metry, nie kłamię! Zapukałam do drzwi, pochwaliłam różę i mam!. 

Jadę jutro oddać wodę do analizy. Okazało się, że w starych domach w Irl rury są często ołowiane, test na obecność kosztuje 10 e i rząd daje grant na wymianę rur, jakby co. Nie pokrywa to całej kwoty, ale dużą część. Jadę więc sprawdzić, ołów się odkłada w organiźnie i powoduje upośledzenie umysłowe u dzieci. Najwyżej będziemy gotować butelkową do czasu wymiany.

Z innej beczki - Mo odstawiam od cyca. Nie w ogóle, ale na razie w nocy, bo zaczęło mnie to już bardzo męczyć. Tak, wiem, ma już trzy latka, ale WHO zaleca karmienie do czwartego roku życia, karmienie jest bardzo zdrowe i właściwie przeważnie bardzo przyjemne. I Mo mało choruje, zdecydowanie mniej, niż Adek, odstawiony dużo wcześniej. (Czemu ja się tłumaczę właściwie? I czemu ludzie dziwnie się patrzą na karmienie piersią trzylatka? Im dłużej karmię, tym bardziej naturalne mi się to wydaje, właściwie to jestem karmicielką aktywistką przecież) Ale postanowiłam, że już czas pożegnać się z nocnymi pobudkami, na razie przeniosłam się na sofę na dole a M od tygodnia ogarnia Morinkę w nocy. Pierwszego dnia czułam się tak bosko nie zmęczona życiem i właściwie dopiero dużo później do mnie dotarło, że pierwszy raz od TRZECH prawie lat przespałam całą noc. Nie będąc budzona przez nikogo. Niesamowite uczucie:) Mo budziła się siedem razy pierwszej nocy i pytała o mamę, potem trzy razy, a teraz podobno wciąż się budzi, ale otwiera oczka, poznaje tatę, przytula się i zasypia. Czasem chce jogurcik, czasem tylko pogadać (mamo mamo! słyszałam sowę w nocy!), M marudzi, że potem często długo nie może zasnąć, witamy w świecie mam, mój drogi mężu. Oboje mamy wakacje, więc sobie odsypia w dzień.

Jest chłodniej. Może nawet spadnie deszcz, na co się cieszy połowa Irlandii.

Zupa zrobiona. Ostatnia praca zlecona oddana wczoraj. Mam wolne. Za trzy tygodnie lecimy do Polski. 

Postaram się więcej odpoczywać, bo teraz wciaż tylko myję podłogi ('mam wolne, a ta podłoga taka brudna! ojejku, mam wolne, a naczynia nie pozmywane! o kurcze, przecież mam wakacje, a na blacie pełno okruszków! zabawki znowu porozrzucane! piasek na kanapie! kurz na parapecie!).

 

 

16:20, inny_glos
Link Komentarze (7) »
niedziela, 17 czerwca 2018

Wpis o kolorze elewacji wzbudził emocje, jakich się nie spodziewałam:D

No co wy, NIEBIESKI brzydki?

A dom Friedy Kahlo?

Image result for frida kahlo house

Albo pierwszy lepszy inny niebieski w Meksyku:

Image result for frida kahlo house

W złym tonie to jak ci się wyrwie 'kurwa' u cioci na imieninach, ale niebieski dom? No co wy!

 

Ten zdaje się był na okładce Vogue'a:

I to taki oczojebitny!

 

My będziemy mieli podobne okna drewniane:

casas coloridas azul

A taki jaśniejszy i bardziej europejski?

casa color azul

Nawet kamienica:

Fachadas!

Amsterdam:

Amsterdam, The Netherlands

I bardziej Skandynawski:

Iceland. Wish I was there by the fire reading g a good book drinking something warm

Ale przyznam się, że najbardziej to ten (poznajecie?)

Moomin House, Naantali, Finland This is on Southern Shore

 

Uważam, że wszystkie domy powinny być malowane na oczojebitne kolory, przyznam się wam szczerze:) zaraz byłoby weselej.

Na boga! My mieszkamy w ex-council house, czyli w byłym domku socjalnym, a nie w dworku polskim.

Przyznam się, że najpierw myśleliśmy o czymś takim:

Smart, stylish painted brick decorating ideas, inspiration and photos to decorate your brick wall with color for family and friends.

 Więc i tak już trochę odpuściliśmy:)

A w maju we Wrocławiu widziałam fioletowy dom i był po prostu BOSKI! Nic wielkiego, post-Gierkowska kostka i cały jego urok w tym kolorze:)

I jak - przekonałam was?

 

 

23:38, inny_glos
Link Komentarze (3) »
czwartek, 14 czerwca 2018

Teraz będę was zamęczać wpisami:D

Jakoś tak mi nieswojo bez reżimu pracowego i wymyślam sobie projekty. Człowiek z domem jest ciągle zajęty, a z domem, ogrodem i dzieckiem to już w ogóle na okrągło. Żebym jeszcze tego poczucia, że nic nie robię nie miała;)

A zatem usuneliśmy tzw. decking czyli drewniane podest (?) z końca ogrodu - Mich chiał go naprawić, ale okazało się, że był całkiem przegniły. 

decking

M skopał mi ziemię i zasiałam trawę jakiś tydzień temu. I trawa rośnie:D Od trzech dni widać malutkie maciupkie traweczki, taki meszek właściwie - wychodzę trzy razy dziennie oglądać.

Chciałam wrzucić zdjęcia z dziś, ale mi się nie chcą ściągać:(

 

17:30, inny_glos
Link Dodaj komentarz »
środa, 13 czerwca 2018

Milagros pisze, ze plastikowe rynny są dobre - nie czepiają się żadne żyjące organizmy, łatwo czyścić itp. Ale ja mam chyba kompletnego bzika przeciwko temu plastikowi, jak sobie wyobrażę, ile to lat będzie się rozkładać, to mi się słabo robi. Nienawidzę plastiku, wyrzucam go systematycznie z mojego życia - niedawno wyrzuciłam taką plastikową osłonkę na płot udającą żywo-, a raczej martwopłot.

Efektem ubocznym ocieplenia domu będzie możliwość wybrania nowego koloru elewacji - no i tu mamy zagwozdkę. To znaczy przez długi czas nie mieliśmy, bo wymyśliliśmy granatowy dom z czarnymi oknami:D

Na szczęście musimy odczekać te parę miesięcy i zdążył już nam się znudzić, hehe.

Teraz mamy pomysł na niebieski z drewnianymi oknami. Ale czy jasny? Ciemniejszy? Bardziej nasycony? I co wokół okien - na biało? czy ten sam kolor? Pojęcia nie mam na razie.

Na pewno wiemy, że nie chcemy beżu/musztardy/rozmemłanego żółtka - takie są najpopularniejsze kolory w naszej dzielnicy.

A co wy byście wybrały?

20:59, inny_glos
Link Komentarze (5) »
wtorek, 12 czerwca 2018

Mamy wakacje. Tak od dwóch miesięcy nie mamy wykladów, a gdzieś od dwóch tygodni wreszcie wszystkie egzaminy i eseje poprawione, oceny wystawione - mamy wolne tak naprawdę. Tak, wiem, szczęściarze z nas;)

Albo i nie szczęściarze, bo taki tryb pracy bardzo wpływa na wiele sfer. Czyli na przykład na ocenę zdolności kredytowej. Po tej zimie chcieliśmy zrobić ocieplenie, bo dom jest lodowaty (ściany są z betonu bez żadnego ocieplenia), chcemy również wymienić wszytkie okna, bo jak pewno sobie przypominacie są jednoszybowe. Najlepiej te dwie rzeczy robić jednocześnie, jeśli już je się robi, bo wtedy można wysunąć okna do przodu, tak, by położone ocieplenie jakby je otulało i tym sposobem zapobiega się tzw. cold bridge wokół okien, i tak też mieliśmy to zaplanowane. Mamy pieniądze na połowę roboty - czyli np. okna - i chcieliśmy pożyczyć na drugą część no i właśnie bank nam odmówił pożyczki. Bo im się nie sumuje moja pensja - co miesiąc dostaję inną kwotę, a w wakacje prawie nic.

Ups - właśnie dostałam smsa, że dostaliśmy! Tylko rozłożyli nam raty na dłużej - więcej będziemy musieli oddać, ale jakbyśmy spłacili w rok to procenty wyniosą tylko 350e. A mamy szansę oszczedzic więcej na ogrzewaniu. Przez 5 lat całkowity koszt pożyczki wyniósły 1880 - trochę dużo, nie?

No to wychodzi na to, że będziemy mieli cudne okna:)

Trochę się denerwuję tą pożyczką - tak mi wisi nad głową, jeśli wiecie o co mi chodzi. Na rozum sobie kalkuluję, że powinniśmy na tym zyskać - dom będzie cieplejszy i mniej wydamy na ogrzewanie, ale jakiego rzędu to są rzeczywiście oszczędności to trudno powiedzieć.

Stresuje mnie też ten cały remont - okna, drzwi i ocieplenie, trzeba zgrać trzy ekipy, jeszcze tak niefortunnie jedziemy na wakacje do Pl na przełomie lipca i sierpnia (rodzina umówiła się nad Polskim morzem, nie nasza decyzja), mój ulubiony budowlaniec wyjeżdża tuż po tym, jak my wrócimy, być może będzie miał trzy dni - czy starczy czasu na podmurówkę i wyjęcie okien? Czy wszystko uda się zgrać? Ale trzeba to zrobić, chyba wyjścia nie ma, raz i porządnie i będziemy mieli ciepło.

Choć nadal rozważam poczekanie przez rok i uskładanie - za tym rozwiązaniem jest M, który nie chce brać sobie długów na głowę.

A wy co byście zrobiły?

Mamy około 12 tys, potrzebujemy jeszcze 6, ale musimy wziac pożyczkę na 8, żeby mieć na wszelki wypadek więcej, a jak się robi remont takich wypadków jest dużo.

Koszt (dla zainteresowanych) - 7500 okna i drzwi do ogrodu - okna drewniane z potrójną szybą (podobno tylko 4% różnicy w cenie - u nas 300 e, więc daliśmy się namówić). Koszt plastikowych to 4000-5000, ale drewniane można malować:) i nie będziemy ich wymieniać do końca życia w Irl, taką mam nadzieję:) Okna 'kontynentalne', jak oni tu mówią, bo  uchylane i otwierane do środka (tutaj wszystkie otwierają się na zewnątrz), czyli taki polski standard. Okna z Litwy, nota bene, ale firma jest Irlandzka, zobaczymy. Nie widziałam tu Polskiej firmy okiennej, choć działa na przykład przedstawicielstwo Czeskiej, ale jest droższa. Nie chciałam sprowadzać okien z Pl, bo ważna jest instalacja na miejscu, jakby było coś nie tak, nie będę musiała jeździć do Polski by wymieniać.

Ocieplenie - 8700 + 4500 grant od rządu Irlandzkiego, cena obejmuje założenie ocieplenia, wentylacji i wymianę wszystkich rynien i rur kanalizacyjnych, które tutaj biegną na zewnątrz budynku. Byloby taniej o 400 z plastikowymi rurami i rynnami, ale chcemy aluminiowe i żeliwne (stalowe?) - czy ktoś coś wie na temat aluminiowych? Plastik podobno jest gorszy, a poza tym wygląda okropnie i jest nieekologiczny;) Ale muszę się wam przyznać, że pływam tu trochę w ciemności i opieram się o internetowe opinie. Obecnie mamy oryginalne żeliwne, cudne, ale siedemdziesięcioletnie i skorodowane zdeczko, właściwie u progu końca swojego życia, bo powinny być wymieniane tak co 65 lat. Więc i tak musielibyśmy zmieniać, a tak skorzystamy z okazji.

Rury do wglądu:

Chyba wybraliśmy już firmę do ocieplenia - duża, specjalizuje się tylko w tym, ma dobre opinie, wiele lat na rynku, bierze pod uwagę nasze prośby. 

 

16:29, inny_glos
Link Komentarze (3) »
piątek, 25 maja 2018

Na boga! Hasła zapomninam do bloga!

A dziś dobra data na pojawienie się - referendum aborcyjne w Irlandii. Głosujemy czy wayrzucić tak zwaną ósmą poprawkę do konstytucji, która stawia życie poczęte na równi z życiem żywym, czyli zrównuje prawa matki i embriona. Głosujemy, bo M raniutko Adka do głosowania, bo przecież oboje mają obywatelstwo i mogą. Głosują oczywiście na TAK, bo jakże można decydować za kogoś w tak delikatnej sprawie? Jakże można narzucać komuś, że musi urodzić istotę poczętą?

 

23:15, inny_glos
Link Komentarze (5) »
niedziela, 15 kwietnia 2018

Ballada o dwóch drzewkach. 

Były sobie dwa drzewka w ogrodzie. Jedno z przodu domu, drugie z tyłu. Oba miały liściory zielone, ale ogólnie nie wyglądały za bardzo wyjściowo. Całą zimę zastanawiałam się, co to za drzewka. A szczególnie to z przodu - takie całe łyse przez całą zimę. A drzewko z tyłu to już w ogóle. Takie całe zielone przez całą zimę, ale generalnie słabo. I po co ktoś takie drzwko zasadził, myślałam sobie. Na mojej najlepszej grządce! Tej skąpanej w zachodnim słońcu (the West is the best, jak mówią ogrodnicy Irlandzcy).

I tu nagle, dwa czy trzy tygodnie temu, stoję sobie z pierwszą kawką na dworze, w pełnym zachodnim słońcu na końcu ogrodu, wystawiam białego naleśnika twarzy na promienie słoneczka, a tu jakiś cudny, cudny zapach mnie dolatuje. To znaczy oprócz kawki i ogólnie zapachu świeżej ziemi. Wącham sobie wokoło i ta dam! Niepozorne drzewko zakwitło niepozornymi kwiatkami o niebiańskim zapachu. I już wiem jak się nazywa - Skimmia:) 

Ale drugie dalej pozostawało łyse. Takie długie pąki mu wyrosły i czekałam na liściory, myśląc sobie, że urwę liścia i będę wiedziała co to za cholera.  O takie właśnie:

Image result for magnolia buds

I oto dziś już wiem!

Czy ktoś zgadnie co to?

00:15, inny_glos
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 09 kwietnia 2018

No dobrze, jest trochę lepiej. Troszkę słońca. Nie tak, żeby zaraz szaleństwo i upały, ale te chwile, kiedy wychodzę w piżamie (i grubym swetrze) z kawką do ogrodu, a krzaczor, który chciałam tydzień temu wyciąć zaczyna kwitąć i pachnie tak, tak, tak, że nie mam słów ...

BTW, czy ktoś może wie, co to za krzaczor?

krzaczor

W sensie to drzewko na tle tego martwopłotu plastikowego (o czym później). Moje internetowe poszukiwania zakończyły się na afrykańskim drzewku z którego soku robi się truciznę na strzały do słoni;)

Jak ja mogłam tyle lat żyć bez ogrodu?? Jedynie mogę narzekać, że jest za mały, na to wszystko co chcę mieć. Kwiaty, krzaki, róże, RÓŻE, maliny, borówki, fasola, cukinię, małą szklarnię na pomidory i winogrona, sałatę. I trawnik. I kwiaty, kwiaty, kwiaty.

Wczoraj właśnie siałyśmy z Mo kwiatki na lato. Zobaczymy, co z nich będzie, ale miałyśmy dużo zabawy. Floksy, lobelie i jeszcze takie różne ze sklepu dwueurowego w pudełku z napisem 'Summer Fragrant Flowers', czyli pachnące. Dziś zamowiłam róże żeby zakryły płotek z przodu domu. Również dziś M wyrzucił zielone plastkikowe gó.., które udawało żywopłot po jednej stronie ogrodu. Na dość brzydkim drewnianym płotku powiesili jeszcze gorsze plastkikowe gówno, które się sypało i mnóstwo zielonych plastikowych listków znajdowałam w grządce. O takie coś, widać za Mo:

ogrod_male

Z daleka/na zdjęciu wygląda w miarę ok, stapia się z tłem, ale z bliska pękają oczy. 

Nigdy tego nie zrozumiem. Po Pacyfiku pływa kupa plastikego gówna wielkości Francji, a ktoś sobie w ogrodzie wiesza plastikowy żywopłot. Rany. Plastik darzę gorącą nienawiścią. Dlatego panele na podłodze nie wchodziły w grę, dlatego również będę miała okna drewniane, choćbym miała zbierać na nie dwa lata:) (na razie dostaliśmy dwie wyceny - 7000 i 8000 tys. za okna i drzwi od ogrodu, 9400 jeśli chcemy mieć alu-clad z trzema szybami). 

Tak samo nigdy nie zrozumiem ludzi, którzy z ogródka robią sobie takie coś:

ogrod_beton

To jest właśnie ogród mniej więcej wielkości naszego, troszkę może mniejszy. Betonowa pustynia. Jak można coś takiego mieć i jeszcze za to ZAPŁACIĆ? Jak można codziennie z okna wypasionej kuchni (akurat widziałam, dom był na sprzedaż na naszej ulicy w tym samym czasie, co nasz) z kawką w ręku patrzeć się na coś takiego i nie mieć ochoty WALNĄĆ GŁOWĄ W TEN BETON I WYPIZGNĄĆ TO W KOSMOS? Moja wyobraźnia jest za mała. PS. Za ten dom ktoś dał 25 tys. euro więcej;) 

Tutaj proszę jeszcze jeden przykład:

ogrod_betNawet w najgorszym przypadku zgodziła bym się na takie NIC, myśląc - spoko, ZEN, minimalism, gdyby nie to, że ten trawnik wygląda na sztuczny. SZTUCZNY??? WHY??

Ja bym zębami pazurami dokopała się do ziemi. I posiała choćby trawnik, jak już naprawdę nic by mi się nie chciało. W najbardziej leniwym przypadku mlecze zasiewają się same:)

 

00:13, inny_glos
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 02 kwietnia 2018

Pada. Pada pada pada, kapie, leje, mży, dżdży, siąpi, kropi. Ja wiem, że mieszkamy w Irlandii, ale kurcze blade ile można wytrzymać? I zimno. Zimno zimno zimno, cały czas poniżej 10 stopni, co oznacza, że musimy grzać. 

Aby się trochę zagrzać, kupiłam bilety do Polski na początek maja. Jedziemy tylko z Mo, poucieszać trochę babcię i dziadka. 

Myślę o zrobieniu prawa jazdy. To jest takie nasze marzenie od lat, ale z tych mniejszych - a że marzenia się spełniają, to trzeba zacząć działać. Żadne z nas nie umie jeździć, na co dzień nie za bardzo nam to przeszkadza, rowery górą! ale chcielibyśmy sobie kiedyś pojeździć po tej naszej Irlandii. A bez samochodu trudno i drogo. Zaczynam od lekcji jazdy i daję sobie dwa - trzy lata na zrobienie prawka. Tutaj przeważnie zdaje się najpierw test teoretyczny, po którym można już jeździć jako 'learner', ale trzeba mieć kierowcę towarzyszącego i samochód. A my ani tego ani tego - samochód teoretycznie moglibyśmy sobie kupić, ale koszt ubezpieczenia dla kogoś bez pełnego prawa jazdy jest niemożliwy - wyszłoby koło 2500 tys na rok, więc wolę za te pieniądze doskonalić jazdę z instruktorem.

16:01, inny_glos
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 56
stat4u