RSS
niedziela, 10 grudnia 2017

Zdjęcia będą! 

Na razie ledwo co płynę, fale zalewają mi oczy i nos, ale niestrudzenie macham rękami i nogami i dam radę, jeszcze tylko dziś i jutro i już będę miała czas. 

 

17:01, inny_glos
Link Komentarze (1) »
czwartek, 07 grudnia 2017

Wpis ten zaczęłam w niedzielę i od tego czasu sytuacja już się zmieniła. Chciałam wam napisać, że kurcze blade chyba uwierzę w jakieś odczynianie, jakby to miało pomóc. 

W niedzielę był chłopak z Litwy, naprawdę kumaty i w ogóle, i przyłączył nam gniazdka kuchenne do gniazdek w dużym pokoju (tak wiem, powinien to zrobić elektryk, no ale cóż;) Włączyliśmy tosterki i suszarki i czajnik i voila! działa! Nie wywala korków nic. 

Radość nasza była wielka. Wytłumaczył nam tylko, że teraz mamy 6 gniazdek zamiast 3 i nie powinniśmy przeciążać sieci - tzn. nie włączać wszystkiego w jednym czasie.

Poszedł sobie, a my dopiero wtedy odkryliśmy, że wywala korki, ale na górze. Czyli nie działa nam boiler ani komputer Adka.

No i tak.

Ale wysłałam smsa po tym odkryciu do chłopaka i przyszedł znowu dziś. Wpadł na pomysł, dlaczego tak się dzieje - narysował mi piękny schemat instalacji elektrycznej i wytłumaczył, że chyba ten odcięty kabel miesza coś w głównej tablicy, czyli trzeba go zupełnie wyłączyć z obiegu. Jak powiedział tak zrobił i znowu - działa!

Chyba coś się samo odczyniło, bo IKEA przysłała brakującą część i nową roletę, która się pogniotła w transporcie a sklep z lodówkami zadzwonił wczoraj, że bardzo przepraszają za opóźnienia i nasza lodówka będzie w niedzielę:) Hurrrra! 

Oprócz tego policzyłam sobie w głowie i wyszło na to, że jednak mieszkanie w domku, nawet z dodatkowym ogrzewaniem jest finansowo porównywalne do mieszkania w bloku, bo za mieszkanie musisz jeszcze przecież płacić czynsz! Nie jest on wprawdzie tak duży jak w Polsce, przeważnie wynosi od 1200 do 2000 euro za rok za dwa pokoje w bloku w Dublinie, ale za tą kwotę to spokojnie sobie ogrzejesz cały dom na rok:D

A tak w ogóle to jeszcze mamy tydzień pracy i WOLNE, co znacznie poprawia mi humor:D

Tak końcówka jest jednak bardzo bardzo bardzo trudna.

15:21, inny_glos
Link Komentarze (2) »
piątek, 01 grudnia 2017

Trochę nas ta przeprowadzka na swoje przygięła do ziemi, związane jest to jeszcze z TOTALNYM BRAKIEM CZASU, na starych śmieciach mieliśmy zaprzyjaźnioną sąsiadkę, do której podrzucaliśmy Mo jak się już zupełnie nie wyrabialiśmy, a tu nici, ale powoli się odginamy. Mi wystarczyło, jak się lepiej poczułam - zatoki odpuściły, temperatury nie mam i zimno mi już nie takie straszne. Na rowerze jeżdzę, ale mam wełnianą czapę i kask ze styropianową wkładką, więc w głowę mi zalewają poty;)

Kwestię 3 tys. staram się ogarniać rozumowo - to jakbyśmy płacili 250 euro więcej czynszu przez rok, co mogło być bardzo prawdopodobne. No zrobi się i będzie zrobione, weźmiemy na to pożyczkę i tyle. Zawsze coś niespodziewanego wyskakuje, prawda? 

Sprawa ogrzewania - chyba mieliśmy dotychczas po prostu szczęście mieszkać w ciepłych mieszkaniach. Na starym mieszkaniu płaciliśmy lekko powyżej 500 euro na rok, ale nie grzaliśmy non-stop, wystarczyło włączyć na dwa razy na dwie godziny w nocy i powiedzmy trzy w dzień. No a tutaj jest zimniej, załóźmy, że kaloryfery są włączone dużo częściej - ale nawet gdyby to było trzy razy tyle godzin (21 na dzień), to zapłacimy 1500 za ogrzewanie na rok. No i tyle. Nie ma co panikować, a w lecie, jak uzbieramy/pozyczymy, to sobie ocieplimy.

Gdyby to było wynajmowane mieszkanie, to za tydzień by mnie tu nie było;D ale że na swoim, to wszystko można sobie zrobić. Powoli. Jest to oczywiście trochę upierdliwe - a propos, dziś do upierdliwości doszedł brak lodówki, przez trzy tygodnie nam nie przywozili lodówki i okazało się, że nie mają już na składzie takiej, jaką kupiliśmy, czyli musimy pojechać do sklepu i albo odzyskać kasę, albo wybrać inną, a do tego gdzieś się nam zawieruszył rachunek ;D - a zatem jest to bardzo upierdliwe, ale zrobi się. I będzie pięknie:) 

Prawda?

21:52, inny_glos
Link Komentarze (5) »
czwartek, 30 listopada 2017

Nie wiem dlaczego to tak dużo kosztuje:( Z tego, co sprawdzałam, takie są stawki elektryków - czekamy jeszcze na oficjalną wycenę i zobaczymy. 

Z wzięciem kogoś tańszego jest jeden problem - to jest stary dom, cała instalacja jest stara, tak naprawę powinniśmy wymienić całe okablowanie, tak nam napisali rzeczoznawcy. Ale to duży koszt - w okolicach 6000 tys, więc nie zrobiliśmy tego na początku, licząc na to, że skoro działa to jest ok. Jakbyśmy ją zrobili, to nie starczyłoby nam już na nic innego, wiecie jak to jest. No i teraz jak weźmiemy  tzw. kowbojów, którzy nam przyłączą gniazdka kuchenne np. do gniazdek dużego pokoju (chłopcy z Litwy to sugerowali), to może nam siąść cała instalacja. A wtedy koszty 6000 tys plus ponowne robienie sufitów (1000 euro), bo kable biegną nad sufitami.

I tak źle i tak niedobrze.

Na razie zaproponowałam chłopakom, że jak się zobowiążą do ponownego zrobienia sufitów za darmo, to my pokryjemy elektryka - po sufitach powinno być taniej, bo nie trzeba prowadzić kabla w jakiś dziwny sposób. Np. przez strych spuszczając go na zewnątrz w rurze, jak nam sugerował jeden elektryk.

Przez to wszystko mam zapalenie zatok, po raz pierwszy w życiu. Przeziębiony katar. Ja i Adek wymiękamy, wygląda na to, że Morinka ma się dobrze:) Biega wszędzie w swoim wełnianym sweterku, sfilcowanym, więc jeszcze cieplejszym, i nie ma nawet kataru. Na wszelki wypadek jej na razie nie kąpię;p

14:03, inny_glos
Link Komentarze (3) »
wtorek, 28 listopada 2017

Sytuacja jest rozwojowa, rzekłabym. Nasi cudni chłopcy z Litwy prawdopodobnie przecięli nam kabel elektryczny doprowadzający prąd do kuchni, jak robili sufity, tak nam to zinterpretował pan elektryk. Dowiedzieliśmy się tego za 102 euro, przywrócenie prądu w kuchni będzie nas kosztowało dalsze ... uwaga uwaga ... 3000 euro. Albo 4000. Tak nam powiedział.

Kurtyna, oklaski.

Przyszedł również pan od licznika i powiedział, że święta przyszły wcześniej dla nas - mamy zepsuty licznik i nie nabija zużycia. Nie mógł tego naprawić na miejscu, kazałam mu wyjść i wrócić wiosną;D

Ale po jakimś czasie przyglądania się licznikowi odkryliśmy, że wprawdzie końcówka się nie przekręca (ostatnie trzy cyfry się nie zmieniają), ale za to pierwsze dwie się zmieniają. O-O 

Poza tym wczoraj zrobiłam na rowerze 14 km - do pracy, na inne zajęcia i z powrotem.

A dzis tylko 11, do pracy i z powrotem. Luzik. Będę zdrowa i zgrabna do końca życia:)

22:44, inny_glos
Link Komentarze (4) »
niedziela, 26 listopada 2017

Trzy pierwsze dni w nowym domu w telegraficznym skrócie: piździ. 

Jest naprawdę kurcze zimno i już martwi mnie przyszły rachunek za gaz - grzejemy prawie non-stop, co tutaj na wyspach jest niebywałe (nie to co w Polsce, gdzie hoho grzeje sie!). Trafiliśmy na pierwsze większe oziębienie, temperatury oscylują blisko zera, a czasem spadają poniżej, co jak na Irlandię jest bardzo mało. Pojedyncze okna, nieocieplone, betonowe ściany i - co odkryłam po drugiej nocy w wyziębionym pokoju - dziury na strych w suficie naszej sypialni, przez które po prostu wieje, wyraźnie czuć zimny prąd powietrza. Jakoś przezimujemy, ale wymiana okien i ocieplenie budynku to po prostu konieczność, widzę to teraz jasno. 

Oprócz tego bałagan straszliwy, życie upływa nam na szukaniu czegoś w kółko, ja przeziębiona, a najbardziej w nowym domu podoba mi się czarny pokój (były pokój kupa). W nim chowam się i szukam ukojenia, bo oprócz tego, że jest cudny i mały, czytaj: łatwy do ogrzania, to jedynie w nim jest na czym usiąść (nie licząc łóżek). Wszędzie pudła i czarne worki na śmieci, w które pakowaliśmy jak się na skończyły pudła. Nic nie mogę znaleźć, wszystko zabiera trzy razy więcej czasu.

Kontakty w kuchni nie działają, więc pralka nie działa, lodówki jeszcze nie dowieźli, Ikea nam nie wysłała jednej części do Morinki łóżeczka i Morinka nadal śpi z nami. Przynajmniej jest ciepło, bo z wysypianiem się jest różnie;) Jedzenie trzymamy w szopie na ogrodzie, mleko na dworze, wodę gotujemy na podłodze w dużym pokoju, kuchenka gazowa się gibie i ja się jej boję. Wszystko jest pokryte pyłem z cyklinowania i jak coś upadnie na podłogę, to już koniec, bo jest całe w farfoclach, farfocli jest zdecydowanie więcej, jeśli są to czarne eleganckie spodnie do pracy. A licznik do gazu strasznie głośno cyka, tak głośno, że słychać go w naszej sypialni. 

Trzymajcie za nas kciuki, to prawdziwy koniec świata, a pierwszej nocy, jakże adekwatnie, śnił mi się antychryst, że zbiera polityczny kapitał. Także ten, nie wiem.

22:22, inny_glos
Link Komentarze (6) »
czwartek, 23 listopada 2017

Dorywam sie do kompa, kiedy tylko znajduje chwilke czasu, bo inaczej bym juz w ogole nic nie pisala - tym razem udaje mi sie na zajeciach w klasie, studentka cicho pracuje nad swoimi sprawami, a ja pisze, bez ogonkow, bo z Appla - nie cierpie systemu.

Wreszcie dotrwalismy i dzis jest ten dzien, Mi z Mo juz na nowych smieciach, ja jeszcze w szkole, Adek na studiach, nie widzialam jeszcze domu po ostatnich poprawkach chlopakow z Litwy i bardzo juz jestem 

17:07, inny_glos
Link Komentarze (7) »
środa, 22 listopada 2017

Już miało być dzisiaj, ale nie. Nie damy rady - nie wiem jak to się stało, ale kiedy zabieralismy wszystkie graty zostało jeszcze krzesło. I lampa. Rzeczy stają się niewidzialne, jak się zadomowią. jak osiądą wreszcie na swoich włościach. I tak krzeslo i lampa załatwily, że nie zmieścimy się do taxi, obdzwonilam wszystkie firmy przeprowadzkowe i albo życzą sobie dziwnych pieniędzy albo nie mają wolnych samochodów na dziś. A zatem jutro. 

A ja się do tego rozkładam dokumentnie, chyba załapałam jakieś świństwo od Mo.

Przeszłam na ciemna stronę mocy i oto mój czarny pokój (wcześniej znany jako 'pokoj kupa' tu jeszcze nie skończony):

 

Jestem zachwycona. Jeszcze tylko zapolujemy na starociach na jakiś ładny kominek (bywają po 50 euro). Do tego miedziane lampy i błękitny dywanik. Mamy już brazowo-miedziana sofę. Drewniane biurko. Błękitne krzesło. Albo odwrotnie, widzicie już całość?

Podłogi to mój luksus, ale wcale nie wyszły najdrożej. Najwięcej nas kosztowało usunięcie sufitow z azbestem farba, a potem zrobienie nowych, już bez. Przy tym chcieliśmy trochę wyciszyć te sufity, wsadzić trochę wełny mineralnej i zamontować resilient bars, skoro i tak już je robimy i to pochłonęło jedna czwarta całego budżetu. Potem się okazało, że siadł stary boiler - wiedzieliśmy, że jest do wymiany, ale mieliśmy jeszcze nadzieję na rok-dwa. A to już, i dwa i pół tys. euro. (Ale za to teraz mamy ciepła wodę NA ZADANIE - kto mieszkał w Irl, ten wie, że to nie jest oczywiste. Generalnie woda się tu nagrzewa , jak się grzeją kaloryfery, w lecie można nagrzewać....

 

 

22:43, inny_glos
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 20 listopada 2017

A jednak nie zdołaliśmy się przeprowadzić, Morinek na granicy choroby, praca, sprzątanie starego mieszkania - wszystko to sprawiło, że jeszcze ciągle na starych śmieciach. Ciężko się żyje tak na dwa domy, gdzie wszystko już TAM, a my jeszcze TU, wieczne szukanie czegokolwiek, bluzki do pracy, eleganckich butów, dokumentów pewnych, sweterka Mo i tak dalej. 

W sobotę Mi pojechał tam z przedostatnią partią rzeczy - ciuchy, zabawki, naczynia, torby i torebki, sprzęt kuchenny i tak dalej i tak dalej, a ja z Mo po drzemce jeszcze musiałam zahaczyć o sklep z kibelkami (kibelek kupiony!), bo skoro właśnie jest szansa wymiany starego tak przy okazji i nie jest to bardzo drogie, to chcieliśmy mieć swój. Nowy. No wiecie;) A okazją tą jest robienie kafli na podłodze w łazience - decyzja ostatniej chwili, w ogóle tego nie planowaliśmy, ale kiedy podnisłam tydzień temu linoleum pokrywające podłogę, żeby zobaczyć, czy jest może tam cudna stara podłoga, którą by można wycyklinować (znacie mojego bzika!) oczom moim ukazały się żółto-brązowe zacieki na sklejce górnej, położonej na sklejce dolnej. Zdjęcia wam oszczędzę;) Podjęliśmy zatem szybką decyzję po konsultacji z naszym litewskim specem od remontów i od wczoraj MAMY NOWĄ PODŁOGĘ!

Voila!

IMAG1195

Jeszcze nieskończona tutaj, ale widzicie te cudne betonowe marokańskie kafle? 

A z kaflami było tak: trzy dni temu o 7 wieczorem dzwoni na moją komórkę facet, że ma 100 kilo kafli i stoi pod moim domem, tym w którym jeszcze nie mieszkamy. Sklep, w którym je kupowałam nie wysłał mi maila z datą dostarczenia przesyłki;D Ja w domu z Morinkiem, Mich w pracy, Ad w szkole, 100 kg kafli w Ballyfermot. Ani zostawić przed domem, bo cenne, ani przywieźć tutaj, bo jak my to potem przewieziemy z powrotem? Rowerem?

A 100 kilo, bo te kafle takie ciezkie - jeden wazy ponad kilo!

Kafelki na ścianach zostawiamy, pomaluję je tylko farbą (są już takie wynalazki) na biało i granatowo na górze. W dalszych planach jest zrobienie wanny, ale to za rok-dwa.

Podłoga w dużym pokoju też już zrobiona, bo wie wiem, czy wam pisałam, że kiedy podnieśliśmy panele odkryliśmy, że połowa podłogi została zalana cementem i nijak nie da się jej cyklinować. Druga połowa była w tragicznym stanie, ze sklejką i ogromnymi dziurami w deskach zbutwiałych od przeciekających kaloryferów w dalekiej przeszłości, wygládalo to tak:

received_1721132317920975

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Musieliśmy zatem położyć nowe deski na stare z betonem, wybraliśmy takie najtańsze z najtańszych, proste sosnowe drewno, które potem pan wycyklinował i polakierował. I proszę bardzo:

received_1739661789401361

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 A to "kupa pokój" - w przeszłosci i po wycyklinowaniu podłóg (ale przed malowaniem, ale nie zwracajcie uwagi na kolory podkręcone przez pana-od-podłóg):

received_1721496044551269

received_1721496124551261

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Podłogi są jak widać moim hoplem. Nie wymieniliśmy okien - mimo, że jednoszybowe (uwierzycie?), nie kupujemy drogich mebli, nie zmieniamy kuchni, ale podłogi to mój luksus, a pamiętajcie, że każdy sobie moze wybrac jeden luksus;)

I mówię wam, jakbym głosiła dobrą nowinę, jakbym nawracała niedowiarków - szlachetne podłogi zmieniają cały dom! Nadają szyku, sznytu, szlachetności i klasy.

15:25, inny_glos
Link Komentarze (5) »
sobota, 18 listopada 2017

Ciężko się pisze z Mo na kolanach. Właśnie zasnela, przeziębiona, więc daję jej pospac. Choć tak bardzo już bym chciała pojechać do naszego domu (wciąż jeszcze brzmi to niemożliwie!) bo WŁAŚNIE SIĘ PRZEPROWADZAMY. Jeszcze dziś spimy tu ostatni raz, a jutro już tam. Podłogi zrobione, ściany też, jeszcze tylko male drobiazgi chłopaki nam jutro dokończa (TOALETA! kafelki na podłodze w łazience) i już. Jeśli nie liczyć powolnego odgrzebywania się z pudel i worków.

15:06, inny_glos
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 53
stat4u