Blog > Komentarze do wpisu

Powoli doczołgałam sie do końca semestru. Semestr zwykle zaczyna sie radośnie, bo naprawdę lubię moją pracę, ale gdzieś tak od listopada to już posuwam się do przodu klęczkach, a w grudniu się czołgam. Ilość pracy do przerobienia jest nieprawdopodobna - wystarczy, ze mam na przyklad 30 dluższych esejow do sprawdzenia i to jest dla mnie 30 godzin siedzenia dodatkowo. Nie mogę po łebkach, bo wymagają pisania komentarzy do studentów - czyli nie tylko, co źle, ale jeszcze jak mogą to poprawić, a na dodatek, żeby to nie było takie negatywne, to musze tez pisac, co dobrze. Zjada mi to czas niemożebnie. 

W tym roku naprawde zaczelam bardzo wesolo, w porownaniu z innymi latami, ale dwa zupelnie nowe przedmioty bardzo szybko przygięły mnie do ziemi - jeden o zdrowiu (troche socjologii, troche psychologii, troche epidemiologii, troche zdrowia publicznego - strasznie ciekawy, ale duzo przygotowania) a drugi o prawie. Prawo byloby spoko, gdyby to byly tylko teorie z socjologii prawa, ktore uwielbiam, ale glowna czesc tego przedmiotu to Irlandzkie regulacje prawne dotyczace ochrony dzieci, staruszkow, uchodzcow, osob z niepelnosprawnoscia, osob homoseksualnych, zdrowia psychicznego itd itp, czyli mozecie sobie wyobrazic moją cotygodniową jazde. Przy czym nie mozna tego zrobic z ksiazek, bo niestety wlasnie teraz wszystko sie tu bardzo szybko zmienia, wiec trzeba sie dogrzebac do aktualnych przepisow w tym zakresie. Prawo dostalam tydzien przed rozpoczeciem semestru, a zdrowie w trakcie pierwszego tygodnia, kiedy moja szefowa stwierdzila, ze ma za duzo zajec i szukala kogos, kto od niej wezmie nauke o zdrowiu. I od tego czasu biegnę z wywieszonym jęzorem. 

Jesli chodzi o szkolę, to wyznaje zasade 'kiedy daja, to brać', ale wpędzi mnie to do grobu;) W tym roku potrzebowalismy kasy na remonty, wiec kiedy patrzylam na dodatkowy przedmiot, to widzialam okna albo wentylację, albo nowa szope w ogrodzie. Ale w przyszlym roku zamierzam przemyslec moje nastawienie;) Pozostaje pytanie: czy jest mozliwa rownowaga w zyciu? 

A do tego remont, ktory naprawde pożeral nam duzo czasu i energii. I zamiast przygotowywac sie do wykladow, skakałam po rusztowaniach, by sprawdzic, co jeszcze panowie spierdolili, bo zaufania juz do nich nie mialam. Do tego dziesiatki maili i telefonow i wieczne użeranie sie o szczegoly.

Panowie w zeszlym tygodniu zdjeli rusztowanie, ale nie, nie - jeszcze nie skonczyli. W styczniu maja nam jeszcze pomalowac podmorowke wokol domu i wneki okienne, bo nie wiadomo dlaczego na zamowieniu jest farba akrylowa do ich malowania, co zupelnie nie ma sensu, bo akryl sie szybko brudzi i dol domu mamy juz prawie czarny. Od kapiacej wody z rusztowania. Moj blad, bo jak zamawialam farbe silikonową, to nie zamowilam 'na wszyskie sciany i wneki okienne i podmorowke' bo wtedy nawet nie wiedzialam, co to podmorowka czy wneka okienna, nie mowiac juz, ze słów takich jak 'plinth' czy 'reveals' nie bylo w moim slowniku (nie wiem, co mam zrobic z moja nowa wiedza, chyba zostane tlumaczem ekip budowlanych;)

Czy pisalam, ze w miedzyczasie odkrylismy, ze panowie wbili nam sie kolkiem od ocieplenia w nasze cudne drewniane okna? 

Rozumiem, czemu budowlancy tak klna, tez zaczelam. Bo nie ma innego slowa, ktore by oddawalo dokładnie istotę rzeczy łącznie z ładunkiem emocjonalnym wyrazu 'spierdolić'. 

Ale to już powoli za nami. Najważniejsze, ze dom jest DUZO CIEPLEJSZY, pomimo dziur w scianach (elektrycznych wentylatorów ciagle jeszcze nie zamontowalismy, bo przeciez od poczatku grudnia to juz ludzie tutaj nie przyjmuja nowych robot, bo 'świeta idą'). Mierzę temperaturę jak głupia, notując skrupulatnie różne zmienne, jak 'temp na zewnątrz', wiatr i długość grzania i wychodzi mi, że wystarczy, że w zimie będziemy grzać 4 godziny dziennie do utrzymania koło 18-19 stopni. W zeszłym roku w godzinę po wyłączeniu kaloryferów robiło się 16.

Mieliśmy jeszcze kupować auto w tym roku, bo nadażyła sie okazja, ale okazja okazala sie jednak zbyt droga. Problemem jest to, ze zadne z nas nie ma prawka i w tym kontekscie koszty sa niebotyczne - samo auto (5000 euro za takie 7 letnie) plus ubezpieczenie, za ktora zycza sobie .... 2500-3500 e rocznie. Auto mozna taniej, ale wtedy ubiezpieczenie drozej - za auto za 1000 euro zycza sobie 4000 tys ubezpieczenia. Plus podatek drogowy 300 e. Koszt prawka to juz naprawde pikus - 340 e za 12 obowiazkowych jazd. Tutaj zdaje sie test, odbywa sie 12 jazd i mozna jezdzic na L-ce z osoba towarzyszaca przez dwa lata. W tym czasie trzeba zdac jazdy. Problemem jest to, ze trzeba duzo jezdzic swoim samochodem, zeby zdac, bo egzamin zdaje sie wlasnie na swoim samochodzie. Ktory trzeba oczywiscie ubezpieczyc. Po zdaniu egzaminu koszty ubiezpieczenia spadaja o polowe - po jednym bezkolizyjnym roku wynosiloby juz tylko 1300-1500.

(Wybaczcie, że nie ma ogonków, ale większość posta pisałam w pracy:)

Zdjęcia domu wkrótce. 

 

wtorek, 18 grudnia 2018, inny_glos

Polecane wpisy

  • Mo

       

  • Jeśli to starość, to nie wiem

    jak przeżyję następne 40 lat. Pocieszam się, że może to po prostu zmęczenie/niewyspanie/samaniewiemco. Ale nie, to chyba starość (przychodzą mi na myśl te wszys

  • Brexit, parę uwag

    No i wyszli z Europy, czego podobno nikt się nie spodziewał. Ale przecież już od dawna ta biedna część społeczeństwa angielskiego stawała się coraz biedniejsza,

Komentarze
2018/12/18 12:45:03
Faktycznie te koszty ubezpieczenia samochodu są niebotyczne, moje Młode więc mają zarejestrowany samochód we Włoszech. Tak naprawdę jazda w innym kierunku niż w lądowej części Europy raczej nie dla mnie...wszystko by mi się popieprzyło i wpadłabym na czołowe:)
Podziwiam, że tak ciągniesz te wykłady ale fakt, gdy człowiek już wsiąka w to wykładanie - może gadać na każdy temat- wiem to po Afryce, dziś zastanawiam się, czemu w ogóle w to weszłam. Szkopuł w tym, że trzeba zebrać kupę nowej wiedzy, ale od czegóż wujek google i pokrewne:)
W każdym razie rok mieliście pracowity, ale efekty są. Ciepła, własna chałupa to już coś:)
-
2019/01/11 09:33:10
gdzieś w tym zapętleniu przedświątecznym zagubiłam Twój wpis. Niby go czytałam nawet, ale jakoś bez uwagi.
Zastanowiłam się czy możliwa jest równowaga w życiu. Możliwa, ale dopiero jak się nie ma dzieci.Tzn jak one już sobie dorosną, pójdą na swoje... Wtedy człowiek przestaje czuć tak bardzo "muszę". Nie muszę mieć domu, bo dziecko powinno mieć podwórko, nie muszę dziecku nowych ubrań, bo ze starych wyrosło, nie muszę wakacji, zajęć dodatkowych, prezentów dla przyjaciół i tysiąca innych rzeczy. Wtedy można nieco zwolnić.
I trochę się tak z powodu rodzicielstwa wsiada na kółko i tylko coraz szybciej przebiera nóżkami.
Z drugiej strony...równowaga jest nudnawa :D
stat4u